22.01.2023, 13:05 ✶
Nie potrzebowała kolejnego, ostrzegawczego uścisku dłoni Patricka, żeby pojąć, po jak kruchym lodzie stąpa. Nie bez powodu wzajemnie ostrzegano się przed tą łazienką, to raz, dwa, coś takiego było w tym spojrzeniu Marty, że kazało trzymać się na baczności.
Dyplomacja więc była bardziej niż wskazana, zwłaszcza że o ile żywych w ryzach mogły jeszcze trzymać potencjalne konsekwencje takiego bądź innego zachowania, tak duch… może wychodziła z mylnego założenia, niemniej ducha raczej nie wiązały społeczne konwenanse, jak również przez jego kaprysy Domowi nie zostaną odjęte punkty. I tak dalej, i tak dalej, wymieniać można było długo – wszystko jednak sprowadzało się raczej do tego, że o ile uczniowie i nauczyciele rozwijali się, przemijali, tak półprzejrzyste zjawy zdawały się zatrzymane w czasie. Nigdy nie dorosną, nigdy się nie zestarzeją, jeśli nawet nawiążą więź z kimś żywym, to nie przetrwa przecież ona próby czasu. Duch z reguły będzie wciąż trwał i trwał…
Sama zacisnęła nieco mocniej palce, gdy Marta zadała pytanie. Na szczęście nie musiała na szybo wymyślać kolejnych kłamstw, przynajmniej nie w tym zakresie – jeszcze by się okazało, że przypadkiem nastąpiła na odcisk i zniszczyła dość kruchą równowagę, jaką udało się teraz osiągnąć. W każdym razie bardzo, bardzo starała się wyglądać na wielce zainteresowana historią śmierci ducha i kiwała głową, co rusz potwierdzając słowa ukochanego. Tak, dokładnie tak, opowiadał o Marcie w samych superlatywach, jak również roztoczył przed nią wizję tego, że śmierć dziewczynki naprawdę była prze-nie-zwy-kła. Sama tajemniczość i zagadka nie do rozwiązania!
Zamrugała parę razy, gdy Marta w końcu opowiedziała o tym, jak opuściła ten świat. Historia ta mieściła się w całych czterech zdaniach, a tak naprawdę to w zasadzie nawet trzech czy dwóch, jeśli dokładniej przeanalizować słowa ducha. Niemniej… nie dało się odmówić swego rodzaju tajemniczości.
- Och, tak, naprawdę niesamowita – zapewniła gorąco, choć tak naprawdę nie miała poczucia, że chociażby się otarła o niesamowitość. Owszem, tak ujęta opowieść nie brzmiała szczególnie ciekawie, ale jeśli wejrzeć w jej treść, to… dało się wyłuskać pewien szczególny element, nad którym głębiej się zastanowiła – Tylko, powiedz mi, proszę, bo nie jestem pewna, czy rozumiem… umarłaś ot tak? – tu pstryknęła palcami, pokazując, jakie „ot tak” miała na myśli – Tylko go zobaczyłaś i to było już? Żadnych słów zaklęcia, żadnego błysku, dosłownie nic? Bo wiesz, to jest bardzo niezwykłe! – ostatnie zdanie dodała trochę pośpiesznie, jakby sobie nagle przypomniała, że przecież to nie może brzmieć tak, jakby poddawała słowa Marty w wątpliwość.
Chociaż trochę tak właśnie było, bo w osiemnastoletniej łepetynce trochę się nie mieściło, że można umrzeć ot tak, a już na pewno nie wtedy, gdy było się nastolatkiem! Nad mocno starszymi osobami już musiałaby się tu zastanowić…
Dyplomacja więc była bardziej niż wskazana, zwłaszcza że o ile żywych w ryzach mogły jeszcze trzymać potencjalne konsekwencje takiego bądź innego zachowania, tak duch… może wychodziła z mylnego założenia, niemniej ducha raczej nie wiązały społeczne konwenanse, jak również przez jego kaprysy Domowi nie zostaną odjęte punkty. I tak dalej, i tak dalej, wymieniać można było długo – wszystko jednak sprowadzało się raczej do tego, że o ile uczniowie i nauczyciele rozwijali się, przemijali, tak półprzejrzyste zjawy zdawały się zatrzymane w czasie. Nigdy nie dorosną, nigdy się nie zestarzeją, jeśli nawet nawiążą więź z kimś żywym, to nie przetrwa przecież ona próby czasu. Duch z reguły będzie wciąż trwał i trwał…
Sama zacisnęła nieco mocniej palce, gdy Marta zadała pytanie. Na szczęście nie musiała na szybo wymyślać kolejnych kłamstw, przynajmniej nie w tym zakresie – jeszcze by się okazało, że przypadkiem nastąpiła na odcisk i zniszczyła dość kruchą równowagę, jaką udało się teraz osiągnąć. W każdym razie bardzo, bardzo starała się wyglądać na wielce zainteresowana historią śmierci ducha i kiwała głową, co rusz potwierdzając słowa ukochanego. Tak, dokładnie tak, opowiadał o Marcie w samych superlatywach, jak również roztoczył przed nią wizję tego, że śmierć dziewczynki naprawdę była prze-nie-zwy-kła. Sama tajemniczość i zagadka nie do rozwiązania!
Zamrugała parę razy, gdy Marta w końcu opowiedziała o tym, jak opuściła ten świat. Historia ta mieściła się w całych czterech zdaniach, a tak naprawdę to w zasadzie nawet trzech czy dwóch, jeśli dokładniej przeanalizować słowa ducha. Niemniej… nie dało się odmówić swego rodzaju tajemniczości.
- Och, tak, naprawdę niesamowita – zapewniła gorąco, choć tak naprawdę nie miała poczucia, że chociażby się otarła o niesamowitość. Owszem, tak ujęta opowieść nie brzmiała szczególnie ciekawie, ale jeśli wejrzeć w jej treść, to… dało się wyłuskać pewien szczególny element, nad którym głębiej się zastanowiła – Tylko, powiedz mi, proszę, bo nie jestem pewna, czy rozumiem… umarłaś ot tak? – tu pstryknęła palcami, pokazując, jakie „ot tak” miała na myśli – Tylko go zobaczyłaś i to było już? Żadnych słów zaklęcia, żadnego błysku, dosłownie nic? Bo wiesz, to jest bardzo niezwykłe! – ostatnie zdanie dodała trochę pośpiesznie, jakby sobie nagle przypomniała, że przecież to nie może brzmieć tak, jakby poddawała słowa Marty w wątpliwość.
Chociaż trochę tak właśnie było, bo w osiemnastoletniej łepetynce trochę się nie mieściło, że można umrzeć ot tak, a już na pewno nie wtedy, gdy było się nastolatkiem! Nad mocno starszymi osobami już musiałaby się tu zastanowić…
433/2018