Chciałaby się dowiedzieć tego, jak do tego doszło i co właściwie mu się przydarzyło, kto mu to zrobił. Kiedyś obiecała mu, że nie będzie szukała winnych za jego ewentualną krzywdę, tyle, że udało mu się przeżyć to zmieniało postać rzeczy, bo teraz razem mogli znaleźć osobę, która była odpowiedzialna za taki stan rzeczy. Będą mogli się zemiścić, jej myśli zmierzały właśnie w tym kierunku, bardzo szybko jednak próbowała je przkierować na to, co działo się tu i teraz. Musiała mu pomóc, jakoś go uratować, chociaż zupełnie nie wiedziała w jaki sposób powinna to zrobić. To nie była jej rola, nie znała się na tym, nie miała pojęcia, jak może mu ulżyć. Była wkurwiona na siebie, na cały świat za to, że nie wie od czego zacząć, nie miała pojęcia, jak się za to zabrać. Musiała prosić go o pomoc, chociaż widziała, że odpływa, tracił przytomność na jej rękach, to nie wróżyło niczego dobrego. Upływ czasu nie był ich sprzymierzeńcem, musiała jak najszybciej reagować.
- Jestem, nigdzie się nie wybieram. - Cóż, byli w domu, przyszedł tutaj, wrócił do niej, musiała zapewnić mu pomoc i wsparcie. Dlaczego więc nie do końca wiedziała, co powinna robić, jak się w tym odnaleźć. Musiała korzystać z jego pomocy, mimo, że znajdował się na skraju. To strasznie ją irytowało, ta bezsilność, to, że była niczym dziecko we mgle, które nie do końca wiedziało, jak dźwignąć ten problem.
Miała świadomość, że nie mogła dopuścić do tego, aby odpłynął, jeszcze nie teraz, nie dopóki nie przyjął czegoś co mogło mu pomóc. Eliksiry powinny być dobrym wyborem jako pierwsza linia walki z obrażeniami, tylko co dalej? Czy wystarczą na to, żeby przeczekać to najgorsze? Kiedy powinna zwiększyć dawkę, czy w ogóle powinna? Miała naprawdę wiele pytań, a na żadne z nich nie znała odpowiedzi. Dlaczego była taką pierdołą jeśli chodzi o te wszystkie dziedziny związane z leczeniem. Była kształcona po to, aby odbierać życia, a nie pomagać o nie walczyć. To nie była jej rola.
To nie tak, że był ciężarem, to mogło się przecież przytrafić i jemu i jej, nie da się ukryć, że prowadzili dosyć ryzykowny styl życia, powinni pogodzić się z myślą, że prędzej, czy później znajdą się w podobnej sytuacji. Raczej ona czuła się chujowo, bo nie do końca potrafiła mu pomóc. Wydawało jej się, że daje dupy na całej linii.
- Wiem, że potrzebujesz, ale nie możesz. - Jeszcze nie teraz. To nie był odpowiedni moment, aby pozwolił sobie odpłynąć, będzie miał na to szansę, jeszcze nie teraz, ale na pewno ją dostanie. Musiała tylko udzielić mu tej pierwszej pomocy, o której miała bardzo znikome pojęcie.
Zniknęła na krótką chwilę, musiała go zostawić, żeby przynieść te eliksiry, które miały pomóc doprowadzić go do porządku. Nie sądziła, że to wystarczy, wyglądał bowiem paskudnie, naprawdę paskudnie, ale od czegoś trzeba było zacząć.
- Nie jest dobrze. - Zaprzeczyła temu, co mówił, bo nawet jeśli posiadała znikomą wiedzę o tym, jak leczyć ludzi, to widziała, że jest z nim źle. Nie mógł utrzymać się na nogach, jakimś cudem dotarł do domu, wolała nie wnikać w to jak to się stało, bo aktualnie nie była sobie w stanie tego wyobrazić. Teraz jednak ledwie oddychał, nie było z nim kurwa dobrze. Była tego pewna, nie zamierzała udawać, że jest inaczej. Musieli mieć świadomość tego, że sytuacja była naprawdę chujowa.
Wlewała w niego te eliksiry, na całe szczęście je pił. Może zajęło to więcej czasu niż powinno, ale pozwolił jej je w siebie wlać. To mógł być początek drogi ku temu, żeby faktycznie udało się go postawić na nogi.
Miała świadomość, że te eliksiry są obrzydliwe w smaku, sama musiała pić je wiele razy, więc dokładnie wiedziała z czym musi się teraz zmagać, ale miały pomóc, tylko i wyłącznie to się teraz liczyło.
- Mhm. - Nie skomentowała jego sugestii w żaden sposób, nie czuła, że była potrzebna. Jasne, próbował rozluźnić atmosferę, ale nie było chyba w tej chwili czegoś, co byłoby w stanie spowodować, że się rozluźni. Była spięta, nie miała pojęcia, co robi, musiała się skupić na tym, co działo się wokół. Musiała być pewna, że to co robi przyniesie odpowiednie skutki. Wierzyła jego osądowi, w końcu zajmował się tym codziennie, wiedziała jak leczyć ludzi, na pewno sobie samemu też potrafił pomóc. Musiała mu tylko to wszystko dawkować w odpowiedni sposób, tak, żeby przypadkiem jeszcze nie zaszkodzić. Tego bała się najbardziej, że przypadkiem spowoduje, że będzie jeszcze gorzej, o ile w ogóle było to możliwe.
Przytrzymała go, kiedy zaczął kaszlać. Nie miała pojęcia, czy to powinno się dziać, czy nie, czy zrobiła coś nie tak? Zresztą wydawało jej się, że wszystko co robi jest nieprzemyślane i nie przynosi żadnego efektu. Była wkurwiona na siebie, że jest taka bezużyteczna w tej sytuacji, że nie wie, jak powinna się zachować.
Nie zamierzała jednak siedzieć z nim pod tym prysznicem, to nie było odpowiednie miejsce na rekonwalescencję. Musieli stąd wyjść i przenieść się do sypialni, do łóżka. Droga wcale nie była taka długa, tyle, że nie miała pojęcia, czy da radę zmusić go do ruchu. Nie mogli się teleportować, bo bała się, że mogłaby go uszkodzić jeszcze bardziej. To zdecydowanie nie był dobry pomysł.
- Roise... - Zaczęła mówić całkiem spokojnym tonem jak na sytuację w jakiej się znajdowali, jak na to, co działo się w jej głowie. Gładziła do przy tym nadal delikatnie opuszkami palców po policzku. - Musimy stąd wyjść, pomogę ci, oprzesz się na mnie. - Tak, taki był jej plan, nie do końca przemyślany - jak zawsze, ale wydawał się być jej słuszny.
- To pewnie zaboli, ale później będzie lepiej, będziesz mógł odpocząć. - Nie był to odpowiedni moment na to, aby zmywać z niego te resztkę śladów krwi i wszystkiego innego, co znajdowało się na jego ciele.
- Zrobimy to razem, dobrze? - Mimo wszystko pytała go o zgodę, bo to on był ekspertem, on się znał na tym wszystkim, ona była nikim. Mogła tylko podejrzewać, co mogłoby się sprawdzić, a co nie będzie miało racji bytu. Nie wydawało jej się, aby łazienkowa podłoga była odpowiednim miejscem do dochodzenia do siebie. Musieli go stąd przenieść. Gdy położy go w łóżku będzie miała więcej możliwości. Będzie mogła się pozbyć tych wszystkich brudnych i przemoczonych ubrań, które na pewno nie pomagały, przykryje go ciepłą kołdrą i będzie go doglądała całą noc. Zajmie się nim i zaopiekuje, tak jak potrafi, nie zamierzała jednak dopuszczać do tego, żeby utknęli w tej łazience.
Nie wracała już w ogóle do tej sytuacji, która wydarzyła się wcześniej, nie myślała o tym, że jeszcze niedawno była na niego śmiertelnie obrażona, to już nie było istotne. Liczyło się tylko to, aby odpowiednio się nim zaopiekować i przynieść mu ukojenie, bo właśnie tego potrzebował. Wrócił do domu, wrócił do niej, to było najistotniejsze, musiała mu udowodnić, że faktycznie dobrze zrobił, że jest w stanie mu pomóc.
Dokładnie tak samo, jak on się opiekował nią, kiedy tego potrzebowała. Mieli tylko siebie i musieli mieć pewność, że są w stanie zapewnić sobie wszystko to, czego potrzebują. To był jej obowiązek, jej odpowiedzialność, zgodziła się na to w momencie, w którym postanowiła, że chce tego, aby byli razem. Weszła w jego życie i wzięła to wszystko co miał jej do zaoferowania, wiedziała, że nie są to tylko i wyłącznie te dobre rzeczy, bo ich światy nie były tylko i wyłącznie kolorowe, zgodziła się na to, że może nadejść taki dzień jak ten, kiedy jego życie zacznie wymykać im się z dłoni. Wiedziała, że jest ryzyko i najwyraźniej pierwszy raz musiała się teraz z tym mierzyć. Musiała sobie jakoś z tym poradzić, bo na pewno nie wybaczyłaby sobie gdyby coś poszło nie tak.