11.11.2024, 23:54 ✶
Mandragora coraz bardziej go irytowała. Nie dość, że jej witki postanowiły rozpaść się w piasek, zupełnie nie jak na przyzwoitą mandragorś przystało, to jeszcze teraz nie raczyła wyciągnąć drugiej witki, aby mogli spokojnie pobrać z niej sok.
Pozwolił innym zebrać się i omówić dalszy plan działania, jak i oczywiście wysłuchać tego co do powiedzenia miała sama Abbot, zsuwając z uszu swoje gustowne nauszniki, które sam fenomenalnie wyczarował w taki sposób, aby jednocześnie wszystko słyszeć, ale i móc je bardziej szybko ponownie zasunąć na uszy.
Wszyscy najwyraźniej sprawnie podzielili się obowiązkami, co było dla Jonathana o tyle dziwnym odczuciem, że niby był w pracy, ale to jednak nie on był szefem (no dobrze, zastępcą szefa), który wydawałby rozkazy i wszystkich organizował. Nie, że zamierzał zmieniać ten stan, oczywiście że nie. No chyba, że doszłoby do walki. Nie miał przecież najmniejszych wątpliwości, że w przypadku walki to on najlepiej poradziłby się z ogarnięciem potencjalnego chaosu. Już raz przecież niemal samodzielnie ujarzmił tę bestię.
Gdy Victoria zadała swoje pytanie, Selwyn zerknął na mandragorę, uczestników badania, a potem na strzykawkę, którą czarownica właśnie odłożyła na stół. Nie wątpił, że poradziłby sobie we wsparciu Uruquata w podnoszeniu ziemi (grunt, aby ta ziemią nie mu zabrudziła przypadkiem jego nowej koszuli), ale też możliwe, że teoretycznie były inne zakamarki wiedzy magicznej, w których znacznie bardziej się specjalizował. Przenoszenie ziemi, czy raczej asekuracja w przenoszeniu ziemi, nie wydawała się jednak szalenie skomplikowanym zadaniem, on robił znacznie trudniejsze rzeczy wymagające translokacji w swoim życiu, a tak poza tym to nie wypadało odbierać marzeń o wbiciu się igłą w pustynną skórę twardej maszkary tej konkretnej Lastrange, jednej z ulubionych krewniaczek Shafiqa.
– Mogę się zająć asekuracją – zaoferował więc, wyciągając różdżkę, jakby dla podkreślenia swoich słów i uśmiechając się do Victorii porozumiewawczo.
Pozwolił innym zebrać się i omówić dalszy plan działania, jak i oczywiście wysłuchać tego co do powiedzenia miała sama Abbot, zsuwając z uszu swoje gustowne nauszniki, które sam fenomenalnie wyczarował w taki sposób, aby jednocześnie wszystko słyszeć, ale i móc je bardziej szybko ponownie zasunąć na uszy.
Wszyscy najwyraźniej sprawnie podzielili się obowiązkami, co było dla Jonathana o tyle dziwnym odczuciem, że niby był w pracy, ale to jednak nie on był szefem (no dobrze, zastępcą szefa), który wydawałby rozkazy i wszystkich organizował. Nie, że zamierzał zmieniać ten stan, oczywiście że nie. No chyba, że doszłoby do walki. Nie miał przecież najmniejszych wątpliwości, że w przypadku walki to on najlepiej poradziłby się z ogarnięciem potencjalnego chaosu. Już raz przecież niemal samodzielnie ujarzmił tę bestię.
Gdy Victoria zadała swoje pytanie, Selwyn zerknął na mandragorę, uczestników badania, a potem na strzykawkę, którą czarownica właśnie odłożyła na stół. Nie wątpił, że poradziłby sobie we wsparciu Uruquata w podnoszeniu ziemi (grunt, aby ta ziemią nie mu zabrudziła przypadkiem jego nowej koszuli), ale też możliwe, że teoretycznie były inne zakamarki wiedzy magicznej, w których znacznie bardziej się specjalizował. Przenoszenie ziemi, czy raczej asekuracja w przenoszeniu ziemi, nie wydawała się jednak szalenie skomplikowanym zadaniem, on robił znacznie trudniejsze rzeczy wymagające translokacji w swoim życiu, a tak poza tym to nie wypadało odbierać marzeń o wbiciu się igłą w pustynną skórę twardej maszkary tej konkretnej Lastrange, jednej z ulubionych krewniaczek Shafiqa.
– Mogę się zająć asekuracją – zaoferował więc, wyciągając różdżkę, jakby dla podkreślenia swoich słów i uśmiechając się do Victorii porozumiewawczo.