12.11.2024, 07:42 ✶
Znów to przeżywał. To przedziwne, uzależniające i obezwładniające go poruszenie, od którego czuł się słabym. Pewnie nie powinien do niego lgnąć, ale nie potrafił się od niego uwolnić. Poczuł to pierwszy raz, kiedy leżeli razem w łóżku i Laurent mówił coś o jakiejś głębinie, nie pamiętał już szczegółów, nie potrafił nawet przywołać z dziurawej pamięci wyrazu jego twarzy, ale... pamiętał tak wyraźnie wszystko to, co działo się w jego wnętrzu. Czy on się torturował? Może torturował ich oboje. Potrafił wymyślić wiele powodów, dlaczego dał mu ten pierścionek, ale prawda była taka, że gdzieś głęboko, może nie do końca świadomie chciał dać im jakiś punkt zaczepienia. Też chciał być stałym bohaterem jego myśli, spędzać mu sen z powiek - podtrzymywał ten ogień, bo przerażała go myśl stania się zapomnianym rozdziałem. Może nawet nie rozdziałem, a stroną wydartą z pożółkłego dziennika. Kimś, kogo wiadomości znaczą dokładnie tyle, ile znaczy cisza, jaką oferowano mu w odpowiedzi. Nie chciał być tym znajomym z przeszłości, którego można było potraktować jak powietrze... tym, którego widziałeś i wiedziałeś, że możesz go zignorować, bo on poczeka, a jak nie poczeka to trudno. Zbyt wiele razy trzymał się zawzięcie relacji, na których zależało już tylko jemu, żeby nie działać w ten sposób. Fontaine zniszczyła go już permanentnie. Wciąż zdarzało mu się za nią tęsknić, chociaż podjęła bolesną decyzję oddania się objęciom magii wymazującej Crowa ze swojego życia.
Trzymał go za ten podbródek i znów nic nie mówił. To musiało być oczywiste jak bardzo chciał go pocałować - wpatrywał się tymi swoimi błyszczącymi oczami w jego usta w nachalny wręcz sposób, ale nie odważył się połączyć ich warg. Bo w tym wszystkim było tak wiele do odpakowania, a on strasznie się tego bał. Chyba nawet bardziej tego, że będzie jego wyborem przez chwilę, a kiedy się nim znudzi, kiedy to przestanie być wygodne... Zniknie. A on będzie myślał o nim ciągle, będzie zmyślał jakieś dialogi, bo zbyt wiele z nich się już zatarło. Wszystko, żeby słyszeć w głowie jego głos - ten bowiem stawał się powoli czymś, czego potrzebował, żeby czuć spokój.
Nie chciał się stąd ruszać, nawet kiedy uwaga o myciu się zabrzmiała jak przytyk. To było komiczne, ale ani drgnął - jedynie rozprostował obolałą rękę i położył ją tak, żeby wróciło w niej pełne czucie. Powoli rozchodzące się po niej mrowienie sygnalizowało, że nie doprowadził głupotą do amputacji. Jeszcze.
- Wiesz... - zaczął, kiedy Laurent pił wodę i być może kontynuowałby to, gdyby chłopak się do niego nie przytulił.
Wiesz, tak z dwa lata temu, kiedy cyrk stacjonował w okolicach Manchesteru, przyszedł do nas taki dziki kot. Strasznie mnie nie lubił, bo nigdy nie miałem nic do jedzenia i nie chciałem się z nim bawić, ale prawda była taka, że często o nim myślałem i lubiłem, kiedy przy mnie siedział. Pewnego dnia jak Aleksander zostawił otwarte drzwi do wozu, ten kot do mnie przyszedł i położył się obok, więc leżałem w bezruchu trzy godziny, tak bardzo chciałem z nim leżeć. Pewnie gdybym się zbyt gwałtownie ruszył, to by sobie poszedł.
- Nieważne.
Znowu robił się przy nim potwornie głupi.
Zamiast tego wplótł palce w jego włosy i przesuwał nimi po skórze głowy. Powolnymi, kojącymi ruchami. Leżał na krawędzi materaca, nie śmiał przecież przesunąć go w nocy. Było w tym trochę dyskomfortu. Szczególnie teraz, kiedy minimalnie uniósł biodra do góry, pomagając rozporkowi rozpiąć się do końca i ziewnął ociężale. Wciąż jednak nie narzucił im zmiany pozycji, nie zwerbalizował też tego, jak głęboką ulgę przyniósł mu moment, w którym Laurent ułożył się inaczej. Zwyczajnie przy nim trwał, zupełnie jak z tym cholernym kotem. Chciałby tak zostać, wydłużyć ten czas choćby o kilka minut mogących być podwaliną kolejnych fantazji o bliskości, na jaką nie zasługiwał. Naciągnął nawet na siebie pościel, przysłaniając nogi i pas, ale... nagle wciągnął brzuch, zadrżał i zaczął swój standardowy, poranny koncert spazmatycznego kaszlu. Oczywiście, że nie było to ani trochę ciche i ładne - nierozsądnie przedłużył to też próbą zduszenia go i ostatecznie musiał ściągnąć z siebie blondyna, żeby podnieść się do pozycji siedzącej i wreszcie normalnie odetchnąć.
- Pa - jeszcze delikatnie kaszlnął - pierosy.
Nie wiedział do końca, czemu mu to wyjaśnia. Oczywiście prawie dodał do tego przepraszam, chociaż tak niemożebnie go to wkurzało - bo czemu niby wszyscy się za wszystko przepraszali?
Zimno rozchodzące się teraz po jego gołych plecach uświadomiło go, że to wcale nie był ciepły poranek. I niby wiedział, że zabił ten moment i zaraz ktoś otworzy drzwi do pokoju, ale i tak jeszcze raz oplótł go rękoma i oparł czołem o jego skroń.
- Ja lubię twój zapach - wyszeptał. - Jest ładniejszy niż butelka perfum.
Trzymał go za ten podbródek i znów nic nie mówił. To musiało być oczywiste jak bardzo chciał go pocałować - wpatrywał się tymi swoimi błyszczącymi oczami w jego usta w nachalny wręcz sposób, ale nie odważył się połączyć ich warg. Bo w tym wszystkim było tak wiele do odpakowania, a on strasznie się tego bał. Chyba nawet bardziej tego, że będzie jego wyborem przez chwilę, a kiedy się nim znudzi, kiedy to przestanie być wygodne... Zniknie. A on będzie myślał o nim ciągle, będzie zmyślał jakieś dialogi, bo zbyt wiele z nich się już zatarło. Wszystko, żeby słyszeć w głowie jego głos - ten bowiem stawał się powoli czymś, czego potrzebował, żeby czuć spokój.
Nie chciał się stąd ruszać, nawet kiedy uwaga o myciu się zabrzmiała jak przytyk. To było komiczne, ale ani drgnął - jedynie rozprostował obolałą rękę i położył ją tak, żeby wróciło w niej pełne czucie. Powoli rozchodzące się po niej mrowienie sygnalizowało, że nie doprowadził głupotą do amputacji. Jeszcze.
- Wiesz... - zaczął, kiedy Laurent pił wodę i być może kontynuowałby to, gdyby chłopak się do niego nie przytulił.
Wiesz, tak z dwa lata temu, kiedy cyrk stacjonował w okolicach Manchesteru, przyszedł do nas taki dziki kot. Strasznie mnie nie lubił, bo nigdy nie miałem nic do jedzenia i nie chciałem się z nim bawić, ale prawda była taka, że często o nim myślałem i lubiłem, kiedy przy mnie siedział. Pewnego dnia jak Aleksander zostawił otwarte drzwi do wozu, ten kot do mnie przyszedł i położył się obok, więc leżałem w bezruchu trzy godziny, tak bardzo chciałem z nim leżeć. Pewnie gdybym się zbyt gwałtownie ruszył, to by sobie poszedł.
- Nieważne.
Znowu robił się przy nim potwornie głupi.
Zamiast tego wplótł palce w jego włosy i przesuwał nimi po skórze głowy. Powolnymi, kojącymi ruchami. Leżał na krawędzi materaca, nie śmiał przecież przesunąć go w nocy. Było w tym trochę dyskomfortu. Szczególnie teraz, kiedy minimalnie uniósł biodra do góry, pomagając rozporkowi rozpiąć się do końca i ziewnął ociężale. Wciąż jednak nie narzucił im zmiany pozycji, nie zwerbalizował też tego, jak głęboką ulgę przyniósł mu moment, w którym Laurent ułożył się inaczej. Zwyczajnie przy nim trwał, zupełnie jak z tym cholernym kotem. Chciałby tak zostać, wydłużyć ten czas choćby o kilka minut mogących być podwaliną kolejnych fantazji o bliskości, na jaką nie zasługiwał. Naciągnął nawet na siebie pościel, przysłaniając nogi i pas, ale... nagle wciągnął brzuch, zadrżał i zaczął swój standardowy, poranny koncert spazmatycznego kaszlu. Oczywiście, że nie było to ani trochę ciche i ładne - nierozsądnie przedłużył to też próbą zduszenia go i ostatecznie musiał ściągnąć z siebie blondyna, żeby podnieść się do pozycji siedzącej i wreszcie normalnie odetchnąć.
- Pa - jeszcze delikatnie kaszlnął - pierosy.
Nie wiedział do końca, czemu mu to wyjaśnia. Oczywiście prawie dodał do tego przepraszam, chociaż tak niemożebnie go to wkurzało - bo czemu niby wszyscy się za wszystko przepraszali?
Zimno rozchodzące się teraz po jego gołych plecach uświadomiło go, że to wcale nie był ciepły poranek. I niby wiedział, że zabił ten moment i zaraz ktoś otworzy drzwi do pokoju, ale i tak jeszcze raz oplótł go rękoma i oparł czołem o jego skroń.
- Ja lubię twój zapach - wyszeptał. - Jest ładniejszy niż butelka perfum.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.