Syrenka okazała się być całkiem niezłym powodem do przełamania lodów. Musieli współpracować, zareagować szybko, aby Theo nie zniknął pod wodą. Pomimo różnic poglądów i charakterów tym razem udało im się razem, wspólnymi siłami wyciągnąć go z wody, w jednym kawałku. Dobrze było widzieć, że jak chcą to potrafią współpracować.
Nie zamierzała się nad nim znęcać, wiedziała, jak bardzo nieprzyjemne potrafi być pływanie w ubraniach, szczególnie kiedy woda jeszcze była niezbyt nagrzana. Osuszenie go, to był zwyczajny, ludzki odruch, choć gdyby była trochę bardziej wredna zapewne by tego nie zrobiła, nie miała jednak, aż takiego złego serca, przynajmniej póki co, bo nie zdążył jej jeszcze dzisiaj zdenerwować.
- Nie zamierzam wchodzić do tej wody i myślę, że Ty chyba też nie chciałbyś się ponownie spotkać z tą syreną.- Trochę było jej go szkoda, sama bardzo by się zirytowała, gdyby zgubiła gdzieś swoją różdżkę, w końcu bez niej czułaby się bezbronna, może nie aż tak bardzo, bo ona jeszcze posiadała umiejętności szermiercze, jednak tak radzić sobie bez magii - trochę kiepsko.
- U Ollivanderów pewnie dostaniesz różdżkę od ręki.- Powinien jak najszybciej jakąś sobie zorganizować, w końcu czasy był niebezpieczne, a ważne, aby mógł się obronić, kiedy przyjdzie taka potrzeba. Był jej bratem, zależało jej na jego bezpieczeństwie, choć wybrał stronę, której nie popierała, to i tak łączyły ich więzy krwi.
- Cieszy mnie to, że uczysz się na błędach, chociaż ta wybranka chyba też uciekła?- Czasem lubiła tak delikatnie wbijać szpilę bratu, sprawiało jej to nawet przyjemność, szczególnie kiedy widziała, że robił co mógł, aby spełnić oczekiwania rodziców, a i tak mu to średnio wychodziło. Szkoda tylko, że nie udało jej się złapać syreny, bo pewnie mogłaby sporo zarobić na komponentach z tego stworzenia. Trudno, brat jako przynęta nie był do końca dobrym pomysłem podczas polowania.
Ruszyła więc za bratem w stronę drewnianej ławki, miała nadzieję, że się nie rozsypie kiedy na niej usiądą, bo lata świetności miała już zdecydowanie za sobą. - Tak, zastanawiam się tylko, co tym razem Ci się nie podoba.- Zdawała sobie sprawę, że wiele ich różni, że podążali zupełnie innymi drogami, wiedziała, że to spotkanie musi mieć jakiś cel.
- Słucham? Muszę?- Nie ukrywała swojego oburzenia. Jeszcze tego brakowało, żeby Theon mówił jej z kim może się zadawać. - Nie wiem, czy pamiętasz, ja i Thes przyjaźnimy się od czasów Hogwartu, mieszkamy i pracujemy razem, jak sobie to wyobrażasz?- Widać było, że się tym zdenerwowała. Czy naprawdę wydawało się mu to takie proste? Kiedy życie jej i Fletchera od lat było połączone, był jej najlepszym przyjacielem, bratnią duszą, nie potrafiłaby go ot tak zostawić.
- Afiszować się? Przecież wszyscy wiedzą o tym, że się przyjaźnimy, trudno by było tego nie zauważyć po tych wszystkich latach. Theon zaczął od Thesa, na całe szczęście nie miał pojęcia, że w jej życiu pojawił się ktoś jeszcze, w końcu skoro z Fletcherem był problem, a był on półkrwi wolała nie myśleć, jakby zareagował gdyby się dowiedział, że zaczęła się prowadzać z mugolakiem, na całe szczęście nie wiedział wszystkiego, przynajmniej tak się jej wydawało. - Czy Ty mi grozisz, czy mnie ostrzegasz?- Chciał jej oznajmić, że przyjdzie do niej w wiadomym celu? Niech przychodzi ze swoimi kolegami fanatykami czystej krwi, a już ona im pokaże gdzie jest ich miejsce.