12.11.2024, 12:29 ✶
– Linda.... Davis... – wczepiła się w ramie Botta, który był przecież przedłużeniem opiekuńczych ramion jej brata. Dyszała ciężko, jakby wyciągał ją z odmętów lodowatej wody. Chciała zapomnieć. Nie mogła zapomnieć. Trzecie oko? Czy kolejny omam?
– Byłem w lesie, widziałem upiora, który odebrał mi życie, odebrał lata mojej egzystencji... – mamrotała pod nosem. Ból starzejących się po stokroć szybciej kości, skóry, wiotczejących mięśni, posmak śmierci, tej prawdziwej, przez zakopanie nie powietrzem, ani ogniem, ani ziemią ni wodą. Przez zakopanie czasem. – I ona tam była i miała uciekać. Linda. Bardzo... bardzo chciałem żeby uciekła, skoro ja umarłem. – gwałtowny wstrząs przeszedł przez jej ciało, gdy ukryła twarz w złamaniu łokcia Botta. Był jej podporą, na moment stał się bratem, który nie mógł się o tym dowiedzieć. Musiał się o tym dowiedzieć.
– Może... może to się wydarzy? Może to wizja przyszłości? – wyszeptała z nadzieją graniczącą z obłędem tak bardzo. Chciała coś potrafić, chciała widzieć rzeczy, chciała och jak bardzo chciała od zawsze mieć talent po matce. Przestać być wybrakowaną Trelawney, przestać być niedorobioną Moody. Uniosła głowę w stronę Bertiego – Może możemy ją uratować. Może mnie... znaczy jego, może możemy ich uratować? Może zdążymy nim wejdą do Kniei? – bełkotała nie tracąc nadziei, a łzy obficie rosiły wykrzywioną dezorientacją twarz.
– Byłem w lesie, widziałem upiora, który odebrał mi życie, odebrał lata mojej egzystencji... – mamrotała pod nosem. Ból starzejących się po stokroć szybciej kości, skóry, wiotczejących mięśni, posmak śmierci, tej prawdziwej, przez zakopanie nie powietrzem, ani ogniem, ani ziemią ni wodą. Przez zakopanie czasem. – I ona tam była i miała uciekać. Linda. Bardzo... bardzo chciałem żeby uciekła, skoro ja umarłem. – gwałtowny wstrząs przeszedł przez jej ciało, gdy ukryła twarz w złamaniu łokcia Botta. Był jej podporą, na moment stał się bratem, który nie mógł się o tym dowiedzieć. Musiał się o tym dowiedzieć.
– Może... może to się wydarzy? Może to wizja przyszłości? – wyszeptała z nadzieją graniczącą z obłędem tak bardzo. Chciała coś potrafić, chciała widzieć rzeczy, chciała och jak bardzo chciała od zawsze mieć talent po matce. Przestać być wybrakowaną Trelawney, przestać być niedorobioną Moody. Uniosła głowę w stronę Bertiego – Może możemy ją uratować. Może mnie... znaczy jego, może możemy ich uratować? Może zdążymy nim wejdą do Kniei? – bełkotała nie tracąc nadziei, a łzy obficie rosiły wykrzywioną dezorientacją twarz.