Uwielbiał te koślawe rysunki, tak jak uwielbiał te, które były już pięknymi projektami jak spod dłoni profesjonalnej stylistki. W jego szufladzie nadal znalazłyby się te mniej piękne, których może Electra by się wstydziła, a może wcale nie - dla niego były sztuką samą w sobie. Zadziwiające, nie uważasz? Ludzkość uczy się kochać niedoskonałości, ale jednocześnie wszyscy mówimy głośno, że tylko perfekcja jest wystarczająco satysfakcjonująca. Musisz trzymać plecy wyprostowane. Odpowiedni chód, dyg kobiecy w twoim ruchu dłoni. Nie zapomnij się pokłonić, a z tych pięciu widelców wybierz tylko ten jeden. W świecie czarodziei czystej krwi nie chcieli patrzeć na to, co posiadało rysy. Edward Prewett też nie chciał patrzeć na niedoskonałego syna, ale nikt nie wiedział, jak głęboko to sięgało. Tak jak niewiele osób wiedziało, jak bardzo bolały pęknięcia na skórze Electry, ani ile wysiłku kosztowało utrzymywanie się na powierzchni i ciągła walka Basiliusa. Więc tak - zostawały te kartki w szufladzie Laurenta. Wspomnienia o tym, że nawet kiedy dzisiaj udajemy ideały, to one z czegoś się narodziły. Z czegoś, co Laurent kochał tak samo, jak kochał tych ludzi teraz.
- Chciałbym, żeby twoje lśniące oczy, droga Electro, zawieszone były na mojej osobie, kiedy będę nosił jedną z zaprojektowanych przez ciebie chust. - Wyciągnął kąciki warg gładko w górę, posyłając jej powłóczyste, zadowolone spojrzenie. - O ile mogę sobie zażyczyć prezent na Yule? - Nie chciał zajmować jej czasu, kiedy starała się lśnić jak najjaśniej, za to chciał stworzyć jej możliwości do tego błyszczenia. - Mógłbym wtedy powiedzieć: "ach, to nie od Rosierów ta unikalna część garderoby. To od sławnej modelki Prewett, może słyszeliście o Electrze..?" - Tymi kategoriami myślał. Dla niego to był cenny prezent, bo nic nie zastępowało mu takich rzeczy. Mógł kupić wszystko, co możliwe było do kupienia za pieniądze. Ale nie kupi galeonami ubrania, które mogła zrobić tylko Electra. Mógł to kupić miłością i ciepłem - a tego miał dla niej w nadmiarze.
Zaskoczony prawie się potknął - na szczęście tylko się zachwiał i zaraz przyjął postawę pod tytułem "nic się nie wydarzyło, wcale nie zgubiłem taktu kroków", kiedy takie niecenzuralne słowo wydobyło się z ust kuzynki. Z lekkim niepokojem spojrzał ponad jej ramieniem i głową, czy ktoś to usłyszał. No usłyszał - dziwne by było, żeby nie. Uśmiechnął się w ten przepraszający sposób, robić piękną minę do złej gry. Zaraz spojrzał na kuzynkę i chciał nawet jej dać delikatną reprymendę, ale się na to nie zdobył. Zalała go fala szczęścia - zupełnie, jakby spełnił jej marzenie. A przecież jedynie zaproponował prezent dla Icarusa. Jego serce było teraz mydłem w jej dłoniach, a dłonie te były ciepłe i wilgotne. Więc powstawała mydlina, a on się rozpuszczał.
- Całą rodziną... - Nie chciał gasić jej entuzjazmu. - Dobrze, Electro. Możemy pojechać całą rodziną. - Przymknął oczy w ciepłym uśmiechu. - W takim razie będziesz miała zadanie. Musisz wybadać, czy Icarus jest gotowy na taką wycieczkę. - Ponieważ może się okazać, że wcale nie był na to przygotowany.