13.11.2024, 08:57 ✶
Brenna chciałaby chyba, żeby to wszystko się jej śniło – tak było dziwne, absurdalne. Przekraczające ludzkie pojęcie. Ale to była jawa i szli teraz za stadem kotów na tyły Azylu, tam gdzie leżały ptasie i mysie wnętrzności. Nie żeby była tym widokiem jakoś specjalnie zaskoczona: koty polowały, rzecz oczywista, a koty Figgów wyprawiały różne rzeczy ze swoimi zdobyczami, przynajmniej umiał to Salem.
Krąg, krew i cała ta magia przywodziły jednak nieprzyjemne skojarzenia, a głos afrykańskiej nekromantki odezwał się w głowie Brenny szeptem przypominając, że zwykle zaczyna się od małych ofiar i małych stawek. Że potem jest coraz łatwiej i łatwiej. Że prosto wytłumaczyć sobie, że wyleczenie kobiety z choroby jest warte kilka krów. Że życie dziecka będzie cenniejsze niż takie starca... Czy magiczne koty były w istocie kocimi nekromantami? Czy powinna z większą podejrzliwością patrzeć na Karla i zastanowić się dwa razy, zanim pozwoli Pazurowi uwalić się na swoich kolanach?
A Brenna nawet nie wiedziała, czy naprawdę potrzebują tego rytuału, co dolega ciotce i w jaki sposób mają jej pomóc.
Rzuciła spojrzenie ku Morpheusowi, szukając czegoś… nie była pewna czego… w jego twarzy. Może odpowiedzi na pytanie, czy to naprawdę konieczne, bo Brenna wcale nie chciała zdawać się na niepewny rytuał, opłacony rybami, mechanicznymi myszami i kocią krwią. On ich tu przyprowadził, jak przystało na Niewymownego, ktoś mający większą niż inni wiedzę, ale niczego nie wyjaśniający.
Nie przerywała, jeśli on tego nie robił: chociaż stała spięta, z pewnym trudem utrzymując kamienny wyraz twarzy i rozluźnione dłonie.
Tak naprawdę nawet jeśli to zadziałało, wciąż niczego nie wiedziała i niczego nie rozumiała. Nie miało żadnego sensu, że coś zagnieździło się w głowie Tessy i nie wiedziała, jak zapobiec kolejnym tego typu przypadkom. Co w ogóle, do cholery, działo się w Dolinie Godryka? I co mieli zrobić, aby na to zaradzić? Dlaczego osoby, które przejęły sprawę w Ministerstwie, pozwoliły by sytuacja eskalowała i w żaden sposób nie działały ani nie informowały, że wszystko wyrywa się im spod kontroli?
- Czujesz się inaczej? - spytała w końcu. Może i rytuał podziałał, ale Brenna nie miała rentgena w oczach i nie zamierzała zabierać Tessy pod Knieję, żeby to sprawdzić. - Nie powinnaś wracać teraz do Doliny. Właściwie... nie możesz wrócić przez przynajmniej dwa dni do Doliny.
Bo popsują czasoprzestrzeń. Brenna nie miałaby powodów cofać się w czasie o trzy dni, gdyby wiedziała, że Tessa jest cała, zdrowa, bezpieczna. Nie chciała jednak mówić o tym ciotce: zostawiać śladu wyrzutów sumienia, które utkwią gdzieś w głowie jak drobinki piasku z popsutego czasozmieniacza mogły wcisnąć się pod ubranie i paznokcie.
- Mogę na razie zabrać cię ze sobą.
Tak naprawdę nie miała ochoty na towarzystwo, ale nie chciała zostawiać ciotko samej, a ona też nie mogła pokazać się w Warowni.
Krąg, krew i cała ta magia przywodziły jednak nieprzyjemne skojarzenia, a głos afrykańskiej nekromantki odezwał się w głowie Brenny szeptem przypominając, że zwykle zaczyna się od małych ofiar i małych stawek. Że potem jest coraz łatwiej i łatwiej. Że prosto wytłumaczyć sobie, że wyleczenie kobiety z choroby jest warte kilka krów. Że życie dziecka będzie cenniejsze niż takie starca... Czy magiczne koty były w istocie kocimi nekromantami? Czy powinna z większą podejrzliwością patrzeć na Karla i zastanowić się dwa razy, zanim pozwoli Pazurowi uwalić się na swoich kolanach?
A Brenna nawet nie wiedziała, czy naprawdę potrzebują tego rytuału, co dolega ciotce i w jaki sposób mają jej pomóc.
Rzuciła spojrzenie ku Morpheusowi, szukając czegoś… nie była pewna czego… w jego twarzy. Może odpowiedzi na pytanie, czy to naprawdę konieczne, bo Brenna wcale nie chciała zdawać się na niepewny rytuał, opłacony rybami, mechanicznymi myszami i kocią krwią. On ich tu przyprowadził, jak przystało na Niewymownego, ktoś mający większą niż inni wiedzę, ale niczego nie wyjaśniający.
Nie przerywała, jeśli on tego nie robił: chociaż stała spięta, z pewnym trudem utrzymując kamienny wyraz twarzy i rozluźnione dłonie.
Tak naprawdę nawet jeśli to zadziałało, wciąż niczego nie wiedziała i niczego nie rozumiała. Nie miało żadnego sensu, że coś zagnieździło się w głowie Tessy i nie wiedziała, jak zapobiec kolejnym tego typu przypadkom. Co w ogóle, do cholery, działo się w Dolinie Godryka? I co mieli zrobić, aby na to zaradzić? Dlaczego osoby, które przejęły sprawę w Ministerstwie, pozwoliły by sytuacja eskalowała i w żaden sposób nie działały ani nie informowały, że wszystko wyrywa się im spod kontroli?
- Czujesz się inaczej? - spytała w końcu. Może i rytuał podziałał, ale Brenna nie miała rentgena w oczach i nie zamierzała zabierać Tessy pod Knieję, żeby to sprawdzić. - Nie powinnaś wracać teraz do Doliny. Właściwie... nie możesz wrócić przez przynajmniej dwa dni do Doliny.
Bo popsują czasoprzestrzeń. Brenna nie miałaby powodów cofać się w czasie o trzy dni, gdyby wiedziała, że Tessa jest cała, zdrowa, bezpieczna. Nie chciała jednak mówić o tym ciotce: zostawiać śladu wyrzutów sumienia, które utkwią gdzieś w głowie jak drobinki piasku z popsutego czasozmieniacza mogły wcisnąć się pod ubranie i paznokcie.
- Mogę na razie zabrać cię ze sobą.
Tak naprawdę nie miała ochoty na towarzystwo, ale nie chciała zostawiać ciotko samej, a ona też nie mogła pokazać się w Warowni.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.