Nie był to odpowiedni czas na to, aby zajmować się sprawami, które eskalowały w momencie, w którym wyszedł z domu. Nie zamierzała tego rozgrzebywać. Musiała zająć się tym, co działo się teraz. Skupić swoje myśli na tym, aby jakoś mu pomóc, coś zrobić, zareagować. Złagodzić ból, chociaż wiedziała, że ten fizyczny jest raczej mniej intensywny. Nie wydawało jej się, że zrobił to celowo, żeby coś jej pokazać, wręcz przeciwnie wiele musiał go kosztować powrót do niej w takim stanie, świadomość, że zobaczy, jak blisko śmierci się znajdował. To nie było proste, ani dla niej, ani dla niego, ale na niektóre rzeczy nie mieli zbyt wielkiego wpływu. Stało się, nie odstanie się, po prostu wypadało się z tym pogodzić, chociaż właśnie nie do końca, nie chciała odpuszczać, wypadałoby, aby zajęła się tymi, którzy mu to zrobili, ale to nie teraz, teraz nie tym powinna się zajmować. Jeszcze przyjdzie na to czas, wcale nie udawała, że jest inaczej, że będzie inaczej. Podjęła tę decyzję w momencie, w którym zobaczyła go pod prysznicem, nie mogła pozwolić na to, by to zdarzyło się po raz kolejny, by ktoś znowu spróbował go skrzywdzić. Nie brzydziła się przemocą, wręcz przeciwnie, chętnie z niej korzystała, nie widziała różnicy między bestiami, a potworami w ludzkiej skórze, nie było jej - mogła więc i na nich zapolować. Nie wydawało jej się, aby były przeciwko temu jakiekolwiek przeciwwskazania, no może poza nastawieniem Ambroisa, ale to aktualnie średnio ją obchodziło. Nie powinien demonstrować swoich roszczeń w takim stanie, nie kiedy pozwolił na to, żeby mu to zrobili, nie miał już nic do gadania w oczach Yaxleyówny, przynajmniej w tym momencie.
- Nie musisz. - Niczego nie musiał, udało im się to już ustalić wiele razy. Nie musiał jej nic mówić, nie zamierzała zresztą go o to prosić. Miała swoje znajomości, swoje metody z których mogła skorzystać, nie potrzebowała do nich aprobaty ukochanego. Miała wrażenie, że zapomniał, że potrafiła być bardzo samodzielna, że trochę zaczął ją lekceważyć w tej perspektywie. Była łowczą, potrafiła śledzić potwory, umiała ich szukać, czy tego chciał, czy nie. Nie prosiła go o zgodę, o informacje, właściwie o nic, aktualnie nawet jeszcze nie oznajmiała mu, że zamierza się tym zająć. Po prostu dała mu znać, że ta obietnica o którą ją prosił nie miała racji bytu i tyle. Nie wydawało jej się też, że powinna mu się teraz z tego tłumaczyć, to nie ona znalazła się na skraju życia w ich domu, to nie ona przekroczyła granicę, która nie powinna być przekroczona. Nie powinien więc teraz jeszcze od niej wymagać cudów, na to było już zbyt późno.
Nie była bezbronna, na pewno nie należała do osób, które bały się konfrontacji, potrafiłaby załatwić to po cichu, tak, dlatego właśnie nie miała zamiaru odpuszczać, nie była takim człowiekiem. Szczególnie, kiedy zaczynała czuć ten silny gniew. Właściwie to na wszystko i wszystkich, na siebie, na niego, na tych, którzy mu to zrobili, na cały świat.
- Wbrew pozorom nic tu nie jest skomplikowane. - Dla niej nie było. Ktoś mu to zrobił, wypadałoby wziąć sprawy w swoje ręce i pokazać im, że mają z nimi nie zadzierać. Tyle, całkiem prosta sprawa, do załatwienia raczej od ręki. No, prawie od ręki, bo aktualnie priorytetem mimo wszystko było to, żeby postawić go na nogi. To pewnie trochę potrwa, zważając na to, że nie wyglądał najlepiej. Nie miała pojęcia ile zajmie mu lizanie ran, i jak szybko wróci do formy. Nic nie wiedziała, nie miała pojęcia na czym stoją, bo właściwie przecież te kilka dni temu zostawił ją samą sobie i wrócił tu dzisiaj, cały poobijany. Nie mieli szansy wyjaśnić tego, co między nimi zaszło, nie dostała możliwości by dowiedzieć się, czy mu przeszło, czy jej przeszło, czy między nimi wszystko było w porządku. Bardzo dużo myśli aktualnie w nią uderzało i powoli nie wiedziała, jak powinna na nie reagować.
Jasne, kochali się, tworzyli razem coś wspaniałego, rozumiał ją jak nikt inny, ale co jeśli to się znowu powtórzy, co jeśli znowu znajdzie powód, żeby stąd wybiec i zostawić ją samą na kilka dni, co jeśli wtedy nie uda mu się wrócić? Nie pisała się na bycie biernym obserwatorem, nie chciała być osobą odpowiedzialną za jego destrukcję. Za bardzo jej na nim zależało, żeby spoglądać na to, jak go niszczy. Musiała przestać się jednak na tym skupiać, bo to nie przynosiło jej w tej chwili niczego dobrego, raczej powodowało zwątpienie, które powinno jak najszybciej zniknąć, bo nie chciała wątpić, chciała mieć pewność, że wybory, które podejmowała były słuszne.
Warknęła cicho, kiedy usłyszała, że ma się skupić. Naprawdę robiła co mogła, żeby to robić. Najwyraźniej nawet on dostrzegał to, że zupełnie sobie nie radziła z tą całą sytuacją. To nie było szczególnie pocieszające, wręcz przeciwnie, bardzo mocno ją demotywowało. Co innego mogła zrobić, jak się w tym odnaleźć? Dlaczego musiała zawsze być niewystarczająca?
Nie mogła pozwolić sobie na zdenerwowanie. Wdech, wydech, jakoś się w tym odnajdzie, jakoś sobie poradzi, zawsze przecież sobie radziła, tyle, że teraz nie powinno być jakoś, musiała mieć pewność, że będzie dobrze, bo nie chodziło o nią, gdyby tak było to machnęłaby ręką, chodziło jednak o niego, a to wszystko zmieniało.
- Jak nie średnie to normalne, zwykłe, standardowe. - Nie mogło być inaczej, to musiała być klasyczna ilość dla zwyczajnego pacjenta. - Dałam ci podwójne, potrzebujesz jeszcze więcej? - Wolałaby nie przesadzić w żadną stronę, bo to też mogłoby być szkodliwe.
Westchnęła, gdy znowu przerzucił się na francuski. To nie ułatwiało, wręcz przeciwnie, bardzo komplikowało i tak już mocno zagmatwaną sytuację. Miała świadomość, że może się gubić, nie ogarniać do końca rzeczywistości, to było dla niej jasne, ale w jaki niby sposób miała go zrozumieć? - Tak, też cię kocham, ale to nie jest czas na to, musimy postawić cię na nogi. - Jedyne, co udało jej się wyłapać, nie zamierzała teraz zamykać się w sobie, żywić urazy, musiał też to usłyszeć.
Nie przestawała gładzić jego policzka, czoła, poczuła usta na opuszkach palców, to ją rozczuliło, ale nie zmieniało to faktu, że nadal w jej oczach znajdowali się w czarnej dupie, nadal nie wydawało jej się, żeby miała jakąkolwiek kontrolę nad tym, co się z nim działo, a powinna mieć.
- To nic nie znaczy, nie wiem o czym mówisz, czego oczekujesz, czego potrzebujesz, nic nie rozumiem. - Starała się mówić spokojnie, ale nie dało się nie wychwycić z tonu jej głosu frustracji, nie radziła sobie z tą całą sytuacją, nie wiedziała właściwie co się dzieje, już nawet nie udawała, że jest inaczej. Nie była przygotowana na to, aby radzić sobie z takimi problemami, nikt jej nigdy nie nauczył, jak powinna postępować, sama miała do siebie żal, że nie przewidziała tego, że kiedyś może się wydarzyć coś takiego. To była też jej wina.
Odpłynął znowu, miała wrażenie, że co chwilę staje się świadomy tylko po to, żeby znowu zniknąć w otchłani. Jak długo to potrwa? Czy nie lepiej by było, gdyby to przespał, czy takie pojawianie się i znikanie nie kosztowało go zbyt wielu sił? Kolejne pytania, na które nie miała odpowiedzi.
- Prawdopodobne. - Mruknęła pod nosem, gdy usłyszała jego diagnozę. Mógł mieć wstrząs mózgu, pewnie go miał, skoro sam o tym wspomniał. To by wyjaśniało to plątanie się. Miało sens.
- Nie wiem, zobaczę, spróbuję się dowiedzieć. - Nikt nigdy nie pokazywał jej, kiedy właściwie powinna sięgać po ten eliksir, nie przeszła żadnych kursów, które wspominały o tym w jakich sytuacjach należało go stosować. Westchnęła znowu i tym razem nadchyliła się nad jego głową. Miała oszacować głębokość rany, to nie było proste, szczególnie, że nie chciała mu zaszkodzić. Starała się więc być przy tym bardzo delikatna, opuszkami palców przeczesała mu włosy posklejane od krwi, tak aby odsłonić ranę. Nie wyglądała dobrze, może faktycznie lepiej byłoby sięgnąć po tę obrzydliwą miksturę. - Nie zaszkodzi. - Powiedziała z pewnością godną prawdziwego specjalisty.
- Musisz się przespać. - Dokończyła za niego. Nic nie musiał, tak, ale sam zasugerował, że akurat teraz coś musiał i ona zamierzała mu uświadomić, czego dokładnie potrzebował. Musiał pozwolić sobie zasnąć, przyjął eliksiry, nasmarowała mu tę ranę maścią, to powinno pomóc, chociaż trochę, uśmieżyć część bólu, rano będą mogli skupić się na reszcie, zająć wszystkim innym. To nie był na to odpowiedni czas. Nie mógł dłużej na zmianę tracić i odzyskiwać przytomności, bo to na pewno kosztowało go wiele, tych i tak resztek sił. Powinien zamknąć oczy i pójść spać. Natychmiast, sen to zdrowie, przynajmniej częściowo.
- Nie wracaj do wczoraj, nie teraz, skup się na tym, co się dzieje. - Nawet nie wspomniała mu o tym, że wcale nie chodziło o wczoraj, że minęło już pięć dni, że czekała tu na niego tyle w nieświadomości, że zamartwiała się dniami i nocami. To nie był odpowiedni moment na rozgrzebywanie tej całej sytuacji, w tej chwili nie oczekiwała od niego żadnych wyjaśnień, to byłoby jak kopanie leżącego. Była tutaj do jego dyspozycji, nie żywiła urazy, chociaż nie do końca podobała się jej ta cała sytuacja, ale kochała go, to było najważniejsze, robiła wszystko, co w jej mocy, żeby mu pomóc. Nie chciała teraz skupiać się na tej kłótni, która doprowadziła do tego, że znalazł się w ich domu w takim stanie.
- Nigdzie się nie wybieram. Nigdy. - Zamierzała przy nim trwać, bo przecież należała do niego, tak jak on należał do niej, ich życia zostały ze sobą splecione z jakiegoś powodu, którego nie negowała, wiedziała, że nie chce stąd zniknąć, że nie chce, żeby to, co udało im się razem zbudować się rozsypało, nadal byli w tym razem, bez względu na to, co się z nimi działo, jak bardzo los zamierzał im to komplikować.