14.11.2024, 00:05 ✶
Scylla usiłowała skoncentrować się na rozmowie Peregrinusa z tym starszym człowiekiem, ale ich słowa w zasadzie odbijały się w jej głowie niczym echo, nie pozostawiając po sobie żadnego zrozumiałego sensu. Skomplikowane słownictwo i dziwaczne konstrukcje zdań tworzyły prawdziwy labirynt złożonych idei, z którego po kilku minutach miała już ochotę uciec. Mężczyzna, do którego mówił Peregrinus, wyglądał na równie wiekowego co jego słowa.
Jednak jej uwaga już dawno odpłynęła gdzieś w bok. Przyciągały ją robaki obsiadające drzewa wokół Polany Ognisk, niczym małe, nieme stworzonka o niepokojącej obecności. Większość z nich trwała w nieruchomych kłębkach na pniach, a te, które leżały na ziemi, zdawały się być martwe. Scylla zmarszczyła brwi, zbliżając się ostrożnie do jednego z drzewa i przyglądając owadowi, który powoli pełzał po jego korze. Coś w ich zachowaniu wydawało jej się… dziwne. Te owady, nazywały się jakoś, prawda? Próbowała przypomnieć sobie nazwę, przechylając głowę w zamyśleniu. Devoraco...? - wymamrotała pod nosem, próbując doszukać się w pamięci wspomnienia, kiedy ostatni raz widziała przed oczyma ten gatunek.
Czując impulsywne pragnienie zrozumienia, dlaczego te stworzenia tłoczyły się wokół, wysunęła palec i delikatnie podniosła jednego z owadów. Robak wygiął się lekko, jakby przystosowując do nowej powierzchni, a wtedy jej uwagę przykuł mały rząd ząbków, który dostrzegła na jego pancerzu. W panice szybko strzepnęła robaka z palca, instynkt zadziałał zbyt szybko; dopiero po chwili przypomniała sobie, że chyba nikt na Polanie jeszcze nigdy nie skarżył się na ugryzienia. Sama nie widziała, żeby kiedykolwiek zaatakowały kogokolwiek odkąd tu przyszli, a przecież było ich tu całe mnóstwo.
Obrzuciła pozostałe drzewa podejrzliwym spojrzeniem, analizując swoje nieoczekiwane znalezisko. Martwe owady leżące na ściółce sprawiały wrażenie, jakby coś celowo wyeliminowało ich populację, podczas gdy reszta skrywała się na drzewach, niby chroniąc się przed czymś groźnym i niewidocznym. Zastanawiała się, dlaczego tak się zachowują, wodząc wzrokiem po pozostałych stworzeniach, które wciąż uporczywie przylgnęły do kory i gałęzi. W powietrzu czuła napięcie, jakby niewidzialna siła zawisła nad Polaną, wpływając nawet na najdrobniejsze elementy tutejszej fauny.
Zastanawiając się nad zjawiskiem, kątem oka zauważyła, że Peregrinus nadal rozprawia z dziadkiem, całkowicie nieświadomy jej odkrycia ani krótkiego spotkania z gryzącym owadem. Z doświadczenia wiedziała, że żadna z tych rozmów nigdy nie zmierzała do rychłego końca, ale chciała się podzielić z Trelawneyem swoim znaleziskiem. Podniosła martwego osobnika z ziemi i podeszła do wróżbity, pociągając go subtelnie za rękaw wolną ręką. Czekają na reakcję, rozejrzała się po raz ostatni po drzewach i ściółce, poczuwszy w sobie subtelny lęk, że te istoty mogą być zwiastunem czegoś, czego jeszcze nikt nie zauważył.
Jednak jej uwaga już dawno odpłynęła gdzieś w bok. Przyciągały ją robaki obsiadające drzewa wokół Polany Ognisk, niczym małe, nieme stworzonka o niepokojącej obecności. Większość z nich trwała w nieruchomych kłębkach na pniach, a te, które leżały na ziemi, zdawały się być martwe. Scylla zmarszczyła brwi, zbliżając się ostrożnie do jednego z drzewa i przyglądając owadowi, który powoli pełzał po jego korze. Coś w ich zachowaniu wydawało jej się… dziwne. Te owady, nazywały się jakoś, prawda? Próbowała przypomnieć sobie nazwę, przechylając głowę w zamyśleniu. Devoraco...? - wymamrotała pod nosem, próbując doszukać się w pamięci wspomnienia, kiedy ostatni raz widziała przed oczyma ten gatunek.
Czując impulsywne pragnienie zrozumienia, dlaczego te stworzenia tłoczyły się wokół, wysunęła palec i delikatnie podniosła jednego z owadów. Robak wygiął się lekko, jakby przystosowując do nowej powierzchni, a wtedy jej uwagę przykuł mały rząd ząbków, który dostrzegła na jego pancerzu. W panice szybko strzepnęła robaka z palca, instynkt zadziałał zbyt szybko; dopiero po chwili przypomniała sobie, że chyba nikt na Polanie jeszcze nigdy nie skarżył się na ugryzienia. Sama nie widziała, żeby kiedykolwiek zaatakowały kogokolwiek odkąd tu przyszli, a przecież było ich tu całe mnóstwo.
Obrzuciła pozostałe drzewa podejrzliwym spojrzeniem, analizując swoje nieoczekiwane znalezisko. Martwe owady leżące na ściółce sprawiały wrażenie, jakby coś celowo wyeliminowało ich populację, podczas gdy reszta skrywała się na drzewach, niby chroniąc się przed czymś groźnym i niewidocznym. Zastanawiała się, dlaczego tak się zachowują, wodząc wzrokiem po pozostałych stworzeniach, które wciąż uporczywie przylgnęły do kory i gałęzi. W powietrzu czuła napięcie, jakby niewidzialna siła zawisła nad Polaną, wpływając nawet na najdrobniejsze elementy tutejszej fauny.
Zastanawiając się nad zjawiskiem, kątem oka zauważyła, że Peregrinus nadal rozprawia z dziadkiem, całkowicie nieświadomy jej odkrycia ani krótkiego spotkania z gryzącym owadem. Z doświadczenia wiedziała, że żadna z tych rozmów nigdy nie zmierzała do rychłego końca, ale chciała się podzielić z Trelawneyem swoim znaleziskiem. Podniosła martwego osobnika z ziemi i podeszła do wróżbity, pociągając go subtelnie za rękaw wolną ręką. Czekają na reakcję, rozejrzała się po raz ostatni po drzewach i ściółce, poczuwszy w sobie subtelny lęk, że te istoty mogą być zwiastunem czegoś, czego jeszcze nikt nie zauważył.
i poklękli spóźnieni u niedoli swej proga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga
by się modlić o wszystko, lecz nie było już Boga