14.11.2024, 01:47 ✶
Słuchał tego co pozostali mówili o wyjałowionej ziemi i zmarszczył brwi. Z tą pustynną poczwarą naprawdę było coś nie tak i już najwyraźniej nie chodziło tylko o to, że uwielbiała atakować ludzi.
– Nie spotkaliście się wcześniej z czymś takim? Na przykład badając szaleństwo roślin po Beltane? – spytał, zastanawiając się jakie było prawdopodobieństwo, że zebrani tutaj magibotanicy mieli już na przykład styczność z krwiożerczym, czy raczej minerałożerczym, dębem, lub jodłą. – Zastanawiam się... Może warto wsadzić do niej jakieś sadzonki, aby zobaczyć co z nimi zrobi i w jakim tempie? – Chyba, że od razu je pożare, bo to najwyraźniej też było możliwe. – Szkoda, że nasza królowa jest najwyraźniej na tyle wstydliwa, ze nie wyciągnęła do nas kolejnej witki, tak aby zebrać z niej tę paraliżującą substancję. Chyba, że coś zachowało się z tego w piasku?
Hm... Czy to był ten moment, aby zacząć żałować, że na zielarstwie w Hogwarcie skupiał się bardziej na zalecaniu się do tej jednej Gryfonki rosyjskiego pochodzenia, która podrzuciła mu kiedyś zapisaną cyrylicą laurkę, niż na zajęciach? Nie, chyba nie.
Spojrzał na Ambroise'a i posłał mu jeden z tych czarujących uśmiechów.
– Peruwiańska – doprecyzował, bo przecież nie przyszedłby tu reprezentować swoje biuro w byle czym! Co miał niby robić? Założyć ogrodniczki? Koszmar!
Następnie posłał kolejny uśmiech, tym razem skierowany w stronę Victorii i wreszcie odpowiedział na pytanie Roselyn.
– Została znaleziona w magazynie, w którym przebywała przez pięć lat w drewnianej skrzyni wraz z innymi sadzonkami, które potem zjadła, aż nie zaczęła domagać się wolności. Niestety obie firmy związane z przesyłką zbankrutowały, a to bardzo komplikuję naszą pracę – odpowiedział, dodając to ostatnie, aby lekko zasugerować, że to, że paczka tyle tam siedziała nie było winą OMSHMu.
Potem jeśli nikt nie miał dalszych pytań, nasunął nauszniki na uszy i przygotwał się do swojego zadania.
– Nie spotkaliście się wcześniej z czymś takim? Na przykład badając szaleństwo roślin po Beltane? – spytał, zastanawiając się jakie było prawdopodobieństwo, że zebrani tutaj magibotanicy mieli już na przykład styczność z krwiożerczym, czy raczej minerałożerczym, dębem, lub jodłą. – Zastanawiam się... Może warto wsadzić do niej jakieś sadzonki, aby zobaczyć co z nimi zrobi i w jakim tempie? – Chyba, że od razu je pożare, bo to najwyraźniej też było możliwe. – Szkoda, że nasza królowa jest najwyraźniej na tyle wstydliwa, ze nie wyciągnęła do nas kolejnej witki, tak aby zebrać z niej tę paraliżującą substancję. Chyba, że coś zachowało się z tego w piasku?
Hm... Czy to był ten moment, aby zacząć żałować, że na zielarstwie w Hogwarcie skupiał się bardziej na zalecaniu się do tej jednej Gryfonki rosyjskiego pochodzenia, która podrzuciła mu kiedyś zapisaną cyrylicą laurkę, niż na zajęciach? Nie, chyba nie.
Spojrzał na Ambroise'a i posłał mu jeden z tych czarujących uśmiechów.
– Peruwiańska – doprecyzował, bo przecież nie przyszedłby tu reprezentować swoje biuro w byle czym! Co miał niby robić? Założyć ogrodniczki? Koszmar!
Następnie posłał kolejny uśmiech, tym razem skierowany w stronę Victorii i wreszcie odpowiedział na pytanie Roselyn.
– Została znaleziona w magazynie, w którym przebywała przez pięć lat w drewnianej skrzyni wraz z innymi sadzonkami, które potem zjadła, aż nie zaczęła domagać się wolności. Niestety obie firmy związane z przesyłką zbankrutowały, a to bardzo komplikuję naszą pracę – odpowiedział, dodając to ostatnie, aby lekko zasugerować, że to, że paczka tyle tam siedziała nie było winą OMSHMu.
Potem jeśli nikt nie miał dalszych pytań, nasunął nauszniki na uszy i przygotwał się do swojego zadania.