14.11.2024, 11:36 ✶
Kobieta była tak niesamowita, jak i cały Nokturn. Niepozorna, a jednak wyjątkowa przez swoje pochodzenie. Charles nie miał wielu okazji do spotykania osób o etniczności innej, niż europejska i chociaż nie chciał przyglądać się kobiecie zbyt uważnie, to nie mógł oderwać wzroku. Cóż za niezwykła uroda! Do tego całkiem atrakcyjna. A może to nie drobna buzia dziewczyny tak na niego działała, a to, że chrupała jakieś pyszności? Jak głodny pies ciągnął do tej, która miała jedzenie, bo przecież nie jadł jeszcze obiadu, a Azjaci mieli przecież w zwyczaju dobrze gotować, jak głosił stereotyp.
Uśmiechnął się nieco szerzej, gdy usłyszał domniemania Maeve. Nie miał jej za złe mówienia z pełnymi ustami. Różnice kulturowe były do zaakceptowania.
- Nie jestem ani młodszym bratem, ani przydupasem. - Powiedział, zerkając przy tym na Rolpha, któremu chyba nie podobało się jego wsparcie w zetknięciu z kobietą! Wolał nie mówić nic więcej w jego kierunki póki nie załatwią sprawy zgnilca. - Jestem winnym. Przyznaję się. - Dodał, sięgając za pazuchę, by wyciągnąć pudełko z kwiatkiem. Zapakowana w kartonik zmniejszona roślinka i tak wydzielała intensywny zapach, wypełniając uliczkę smrodem odchodów. - Chciałem zadbać o niego nieco zbyt mocno i... Cóż, przelałem. Próbowałem ratować to nawozem, tak polecono mi na ulicy Pokątnej, w sklepie zielarskim. Cóż... Nie wiem, czy łajno smoka zmieszane z kugucharzym zrobiło coś ponad... Nieładne zapachnienie. - Stworzył wyrażenie, nie do końca wiedząc, jak wyrazić delikatnie coś takiego po angielsku. Norweski wciąż był jego pierwszym, najczęściej używanym językiem i niektóre słowa w innych językach w jego ustach brzmiały obco i dziwacznie, a do tego nie musiały być poprawne. - Nazywam się Charles Mulciber. - Dodał. - Charles Robert Mulciber.
Pojawienie się widelca nieco zbiło go z tropu. Sztuciec był bardzo nie na miejscu i Charliemu zupełnie nie spodobało się to, co insynuował Rodolphus. Zmarszczył delikatnie brwi i wyciągnął dłoń, by oprzeć ją na ręku Rolpha, sugerując, że powinien zabrać swój dar. Nie miał pojęcia o upodobaniu Azjatki do sztućców.
- Niektóre rzeczy można jeść rękoma, Rodolphusie. - Upomniał go grzecznie, choć nieco chłodno. - To tylko przekąska.
Uśmiechnął się nieco szerzej, gdy usłyszał domniemania Maeve. Nie miał jej za złe mówienia z pełnymi ustami. Różnice kulturowe były do zaakceptowania.
- Nie jestem ani młodszym bratem, ani przydupasem. - Powiedział, zerkając przy tym na Rolpha, któremu chyba nie podobało się jego wsparcie w zetknięciu z kobietą! Wolał nie mówić nic więcej w jego kierunki póki nie załatwią sprawy zgnilca. - Jestem winnym. Przyznaję się. - Dodał, sięgając za pazuchę, by wyciągnąć pudełko z kwiatkiem. Zapakowana w kartonik zmniejszona roślinka i tak wydzielała intensywny zapach, wypełniając uliczkę smrodem odchodów. - Chciałem zadbać o niego nieco zbyt mocno i... Cóż, przelałem. Próbowałem ratować to nawozem, tak polecono mi na ulicy Pokątnej, w sklepie zielarskim. Cóż... Nie wiem, czy łajno smoka zmieszane z kugucharzym zrobiło coś ponad... Nieładne zapachnienie. - Stworzył wyrażenie, nie do końca wiedząc, jak wyrazić delikatnie coś takiego po angielsku. Norweski wciąż był jego pierwszym, najczęściej używanym językiem i niektóre słowa w innych językach w jego ustach brzmiały obco i dziwacznie, a do tego nie musiały być poprawne. - Nazywam się Charles Mulciber. - Dodał. - Charles Robert Mulciber.
Pojawienie się widelca nieco zbiło go z tropu. Sztuciec był bardzo nie na miejscu i Charliemu zupełnie nie spodobało się to, co insynuował Rodolphus. Zmarszczył delikatnie brwi i wyciągnął dłoń, by oprzeć ją na ręku Rolpha, sugerując, że powinien zabrać swój dar. Nie miał pojęcia o upodobaniu Azjatki do sztućców.
- Niektóre rzeczy można jeść rękoma, Rodolphusie. - Upomniał go grzecznie, choć nieco chłodno. - To tylko przekąska.