14.11.2024, 15:13 ✶
Rozmawiali o tym parę tygodni temu, ale Florence teraz myślała, że pewnie powinna była założyć te zamki już przynajmniej półtora roku temu – jeśli nie wcześniej. Nadmiernie ulegała fałszywemu poczuciu bezpieczeństwa, które niosły nazwisko oraz fakt że nawykła do mieszkania w doskonale chronionej kamienicy.
– Liczę, że tak pozostanie, ale zawsze lepiej mieć zabezpieczenie, które bardzo trudno otworzyć niż go nie mieć – powiedziała, kiwając lekko głową Migotkowi, kiedy skrzat pojawił się w zasięgu jej widzenia. – Może najpierw założę przekładnię i potem napijemy się herbaty? – zaproponowała, w myślach dopowiadając sobie: i najlepiej coś zjemy.
Zwłaszcza on.
Naprawdę starała się nie traktować ich już jak dzieci, ale wiele kosztowało jej nie zapytanie, kiedy jadł po raz ostatni.
Pozwoliła, by uniósł jej dłoń, a kiedy wypuścił tę z uścisku, pogłaskała go lekko po policzku. Nigdy nie była nadzwyczajnie wylewna, ale najbliższym nie stawiała takich granic, a Laurent zdawał się jej zawsze należeć do tych osób, które potrzebowały pewnych gestów bardziej niż zwykle. Może dlatego, że rzadko miał zapewne okazje doświadczać ich ze strony rodziców.
– Obawiam się, że nie potrafię być tu obiektywna, Laurencie. Mam o Philipie jak najgorsze zdanie i bardziej interesuje mnie twoje dobro niż jego – przyznała Florence bez śladu oporów. Nie była niczego winna Nottowi, nawet nie sprawiedliwej oceny: nie miała wobec niego żadnych pozytywnych emocji. A Laurent z pewnością nie zasługiwał na traktowanie, jakiego doświadczył ze strony znanego celebryty. – Zadbałeś o siebie i nie powinieneś mieć wyrzutów sumienia z tego powodu – oświadczyła stanowczo.
Przypatrywała się mu przez chwilę uważnie, kiedy wspomniał, że „ma nadzieję”, że nie ma złych wieści, niepewna, co miał na myśli. Słyszała wprawdzie od niego o tym, co planowała Aydaya, ale potem nie obijało się jej w rodzinie nic o uszy – nie była pewna, czy Prewettówna ustąpiła, czy też coś toczyło się zakulisowo.
– Zajmowałam się ostatnio głównie pracą, myślę, że nie stało się nic szczególnie niezwykłego. Nie mam opowieści, którymi mogłabym błyszczeć w towarzystwie – stwierdziła, zgodnie z prawdą zresztą: to raczej krewni i przyjaciele Florence mieszali się w wielkie przygody niż ona sama. – Chociaż muszę przyznać, że po Lammas spodziewam się problemów ze strony… Voldemorta na jesieni – powiedziała, wahając się na mgnienie, zanim wypowiedziała imię mrocznego czarnoksiężnika. – Znasz go. Szuka sposobów, by życie stało się ciekawsze, jak zwykle – skwitowała. Nie wiedziała, co dokładnie działo się w życiu brata: nie mogła monitorować go aż tak bardzo, nawet jeżeli martwiła się mocniej niż zwykle, choćby z powodu ogromu plotek, sprawy Zimnych i tym, co zaszło między nim a Laurentem. Mogła jedynie próbować być w pobliżu i mieć nadzieję, że Atreus nadmiernie się nie rozpędzi.
– Liczę, że tak pozostanie, ale zawsze lepiej mieć zabezpieczenie, które bardzo trudno otworzyć niż go nie mieć – powiedziała, kiwając lekko głową Migotkowi, kiedy skrzat pojawił się w zasięgu jej widzenia. – Może najpierw założę przekładnię i potem napijemy się herbaty? – zaproponowała, w myślach dopowiadając sobie: i najlepiej coś zjemy.
Zwłaszcza on.
Naprawdę starała się nie traktować ich już jak dzieci, ale wiele kosztowało jej nie zapytanie, kiedy jadł po raz ostatni.
Pozwoliła, by uniósł jej dłoń, a kiedy wypuścił tę z uścisku, pogłaskała go lekko po policzku. Nigdy nie była nadzwyczajnie wylewna, ale najbliższym nie stawiała takich granic, a Laurent zdawał się jej zawsze należeć do tych osób, które potrzebowały pewnych gestów bardziej niż zwykle. Może dlatego, że rzadko miał zapewne okazje doświadczać ich ze strony rodziców.
– Obawiam się, że nie potrafię być tu obiektywna, Laurencie. Mam o Philipie jak najgorsze zdanie i bardziej interesuje mnie twoje dobro niż jego – przyznała Florence bez śladu oporów. Nie była niczego winna Nottowi, nawet nie sprawiedliwej oceny: nie miała wobec niego żadnych pozytywnych emocji. A Laurent z pewnością nie zasługiwał na traktowanie, jakiego doświadczył ze strony znanego celebryty. – Zadbałeś o siebie i nie powinieneś mieć wyrzutów sumienia z tego powodu – oświadczyła stanowczo.
Przypatrywała się mu przez chwilę uważnie, kiedy wspomniał, że „ma nadzieję”, że nie ma złych wieści, niepewna, co miał na myśli. Słyszała wprawdzie od niego o tym, co planowała Aydaya, ale potem nie obijało się jej w rodzinie nic o uszy – nie była pewna, czy Prewettówna ustąpiła, czy też coś toczyło się zakulisowo.
– Zajmowałam się ostatnio głównie pracą, myślę, że nie stało się nic szczególnie niezwykłego. Nie mam opowieści, którymi mogłabym błyszczeć w towarzystwie – stwierdziła, zgodnie z prawdą zresztą: to raczej krewni i przyjaciele Florence mieszali się w wielkie przygody niż ona sama. – Chociaż muszę przyznać, że po Lammas spodziewam się problemów ze strony… Voldemorta na jesieni – powiedziała, wahając się na mgnienie, zanim wypowiedziała imię mrocznego czarnoksiężnika. – Znasz go. Szuka sposobów, by życie stało się ciekawsze, jak zwykle – skwitowała. Nie wiedziała, co dokładnie działo się w życiu brata: nie mogła monitorować go aż tak bardzo, nawet jeżeli martwiła się mocniej niż zwykle, choćby z powodu ogromu plotek, sprawy Zimnych i tym, co zaszło między nim a Laurentem. Mogła jedynie próbować być w pobliżu i mieć nadzieję, że Atreus nadmiernie się nie rozpędzi.