Momentami nawet zazdrościł Scylli, że urodziła się taka. Oczywiście, ona też nie miała lekko. Nikt nie miał lekko w domu Fenrisa, jednak czasem odnosił wrażenie, że sporo nieprzyjemnych sesji eksperymentalnych ją ominęło, właśnie dzięki temu, że nie skrywała w sobie tej pieprzonej hybrydy. W żadnym wypadku nie miał też do niej o to jakiegoś żalu, wręcz przeciwnie. W chwilach słabości po prostu chciał mieć tak jak ona. Zgadywał, że gdyby musiała przechodzić dokładnie przez te same chore akcje z tatuśkiem, dzisiaj nie byłaby tą samą ażurową panienką co dzisiaj. Jedyna która wyszła z domu Greybacka i wciąż potrafiła się w pełni cieszyć życiem. To że była dziwaczką, to nic wielkiego. Mogła skończyć o wiele gorzej, choćby tak jak Maddox. Złamana i zniewolona.
A matki nienawidził prawie tak samo jak Aseny. Z tą drobną różnicą, że czuł potrzeby uprzykrzania jej życia. I tak nie miała na nic wpływu, nawet jeśli była razem z nimi. W przeciwieństwie do tej zdrajczyni, której bardziej zależało na uratowaniu własnej dupy z potrzasku, niż na własnym rodzeństwie. Bo Maddox wierzył. Nawet jeśli rozjebała mu tą gałkę do patrzenia, nawet jeśli zawinęła się razem ze swoimi rzeczami to wierzył, że po nich wróci. Poukłada swoje sprawy, znajdzie dla nich wszystkich jakieś bezpieczne schronienie i wyciągnie ich z tego bagna. I nawet jeśli faktycznie próbowała, to było za późno. Fenris był doskonałym manipulantem. Zrobił z Maddoxa swojego najwierniejszego sługę. Zaprogramował go. Dosłownie i w przenośni, do tego stopnia, że nie potrafił się mu przeciwstawić. Jego agendę przyjął jako swoją, bo co innego pozostało mu w życiu? Jaką inną alternatywę mógł wybrać w życiu? Wieczną tułaczkę, ukrywanie się po zakamarkach Nokturnu i życie w ciągłym zaszczuciu w obawie przed Ministerstwem? Bo taką wizję świata poza Sforą stworzył mu Fenris. Dlatego nienawidził tego w jaki sposób żyła Asena. Zbyt bardzo niszczyła mu światopogląd, dlatego on musiał zniszczyć to co miała, by chociaż jemu było nieco lżej na tym łez padole.
- A ty dalej w to wierzysz... Westchnął ciężko, może odrobinę kpiąco. Właściwie to było do przewidzenia, że tak mu odpowie. I niby dla takiego życia oddzieliła się od nich? Bycie kelnerką, barmanką, pokojówką i chuj wie kim jeszcze naraz to była ta wolność? Ile litrów rzygowin z podłogi należało zmyć, żeby poczuć swobodę? Miał nadzieję, że czuła do siebie obrzydzenia kiedy spoglądała w swoje odbicie na tafli treści tego co było w barowych spluwaczkach.
Zaśmiał się arogancko, kiedy ta podniosła go za ubrania do góry. - To już, koniec imprezy? Nawet nie zdążyliśmy powspominać jaką zdradziecką kurwą jesteś! - zawołał rozbawiony, chichrając się w głos w irytującym tonie. Takim postępowaniem wyłącznie zachęcała go nakręcenia zabawy. Przez moment nawet pozwalał jej sobą szarpać, nie reagując za nadto. Bawiło go to, że wciąż próbowała udawać, że ma cokolwiek pod kontrolą, że ma na cokolwiek wpływ. W końcu jednak zdecydował się wykonać jakiś ruch. Odepchnął jej ręce od siebie, rozbijając ten uchwyt na jego barkach jakby myślała, że może jakkolwiek mu rozkazywać. Nie miał zamiaru się jej słuchać, w żadnym wypadku.
- Przestań wierzyć w bajki idiotko. Nigdy się od nas nie uwolnisz! Rzucił już mniej rozbawiony. Wszedł na podobne tony co ona, stawiając już sprawę prosto, niczym kawę na ławę. Zmarszczył brwi w groźnym tonie. - Myślisz, że jesteś inna? Że jesteś ponad to? Rzucił czując jak adrenalina powoli zaczyna rozchodzić się po żyłach i mięśniach. Uderzenie ciepła w tył głowy, gotowy żeby nakręcać tą spiralę nienawiści. - Jesteś taką samą bestią jak ja, jak my wszyscy... Uniósł płaską dłoń z zamiarem uderzenia siostry zewnętrzną stroną dłoni.
af ojcowski na buźkę siostruni
Akcja nieudana
Sukces!