22.01.2023, 15:28 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.06.2023, 17:54 przez Brenna Longbottom.)
Zagubiona dziewczynka, za jaką Longbottom w pierwszej chwili wzięła kobietę, najwyraźniej nie była tak bezbronna, jak mogłoby się wydawać, skoro bez większego trudu poradziła sobie z dwoma napastnikami. Brenna wprawdzie nie dostrzegła ruchu różdżki (nie wiedziała zresztą, że gesty Sophie wykonała ręką, nie drewnianym patykiem), ale już samo zaklęcie owszem, to wszak nie było niewidzialne. To był ten przypadek, w którym pozory myliły: Brenna zakładała ze względu na strój i wzrost, że ma do czynienia z jakąś zagubioną turystką albo młodą dziewczyną z dobrego domu, która pierwszy raz wyszła sama na ulicę. Tymczasem kobieta najwyraźniej potrafiła sobie doskonale dawać.
Problem w tym, że jeżeli nie wiedziałeś, jak poruszać się i jak zachowywać na Nokturnie, to pozbycie się dwóch męt niewiele dawało. Ta ulica zdawała się ich wypluwać nieskończone ilości. Brenna nawet kiedyś z dużym zapałem przedstawiała Erikowi i Mavelle teorię, że menele na Nokturnie powstają przez dzieło magii, tak że popchniesz jednego, i od tego popchnięcia on się rozdawaja, i idzie dwóch meneli, i to dlatego aresztowanie dowolnej ich ilości nic nie daje, bo skądś biorą się następni…
Wyciągnęła jedną ręką różdżkę, a drugą odznakę Brygady Uderzeniowej. Nie chciała dotąd nią błyskać, ale w tej chwili był to lepszy pomysł niż alternatywa. Nie pokazała jednak odznaki pannie Flint, choć to na niej koncentrowała spojrzenie, a machnęła dłonią w stronę zaułka, gdzie czaiły się kolejne postacie.
Była więcej niż pewna, że zaraz pognają po posiłki. Ale zanim wrócą wykurzyć Brygadzistkę, przy odrobinie szczęścia one dwie będą już daleko. Brenna nie była na tyle pewna siebie, aby zakładać, że zdołałaby sobie poradzić z całą grupą mieszkańców Nokturna.
- Jeszcze trzy minuty tą drogą i dojdziesz do wejścia na Podziemne Ścieżki! – zawołała Brenna już z daleka, lekko podnosząc głos. Różdżkę trzymała gotowa w razie potrzeby wyczarować tarczę, widząc błysk zaklęcia, ale drugą dłoń uniosła, tym razem demonstrując odznakę Sophie. Wolała dać znać, że nie planuje jej zaatakować, zanim się zbliży, by nie skończyło się to widowiskowym pojedynkiem na środku Nokturna. Po którym obie miałyby tylko wielkie, wielkie kłopoty. – A tam, obawiam się, nie pomoże nawet najlepszy refleks.
O swoim na przykład miała całkiem niezłe mniemanie, a na Podziemne Ścieżki raczej nie zapuściłaby się w pojedynkę za żadne skarby. Mimo tego, że zdaniem niektórych krewnych czy członków rodziny stała w kolejce po drugi żołądek wtedy, kiedy powinna odbierać instynkt samozachowawczy.
– Mam ci pokazać drogę? Właśnie wybieram się w stronę Dziurawego Kotła – oświadczyła Brenna, przystając parę kroków od obalonych mężczyzn. Gdyby doszło do tego na Pokątnej, powinna zasadniczo zatrzymać do wyjaśnienia całą trójkę, ale Nokturn… rządził się swoimi prawami. Próba aresztowania tych dwóch zabrałaby za dużo czasu. Nie mogła pozwolić, aby zastał je tutaj zmrok. Albo koledzy pokonanej dwójki.
Nie rozpoznała Sophii. Nie miałaby na to szans, mimo tego, że nieźle znała jej kuzynostwo, wszak Flintówna pochodziła z Ameryki...
Problem w tym, że jeżeli nie wiedziałeś, jak poruszać się i jak zachowywać na Nokturnie, to pozbycie się dwóch męt niewiele dawało. Ta ulica zdawała się ich wypluwać nieskończone ilości. Brenna nawet kiedyś z dużym zapałem przedstawiała Erikowi i Mavelle teorię, że menele na Nokturnie powstają przez dzieło magii, tak że popchniesz jednego, i od tego popchnięcia on się rozdawaja, i idzie dwóch meneli, i to dlatego aresztowanie dowolnej ich ilości nic nie daje, bo skądś biorą się następni…
Wyciągnęła jedną ręką różdżkę, a drugą odznakę Brygady Uderzeniowej. Nie chciała dotąd nią błyskać, ale w tej chwili był to lepszy pomysł niż alternatywa. Nie pokazała jednak odznaki pannie Flint, choć to na niej koncentrowała spojrzenie, a machnęła dłonią w stronę zaułka, gdzie czaiły się kolejne postacie.
Była więcej niż pewna, że zaraz pognają po posiłki. Ale zanim wrócą wykurzyć Brygadzistkę, przy odrobinie szczęścia one dwie będą już daleko. Brenna nie była na tyle pewna siebie, aby zakładać, że zdołałaby sobie poradzić z całą grupą mieszkańców Nokturna.
- Jeszcze trzy minuty tą drogą i dojdziesz do wejścia na Podziemne Ścieżki! – zawołała Brenna już z daleka, lekko podnosząc głos. Różdżkę trzymała gotowa w razie potrzeby wyczarować tarczę, widząc błysk zaklęcia, ale drugą dłoń uniosła, tym razem demonstrując odznakę Sophie. Wolała dać znać, że nie planuje jej zaatakować, zanim się zbliży, by nie skończyło się to widowiskowym pojedynkiem na środku Nokturna. Po którym obie miałyby tylko wielkie, wielkie kłopoty. – A tam, obawiam się, nie pomoże nawet najlepszy refleks.
O swoim na przykład miała całkiem niezłe mniemanie, a na Podziemne Ścieżki raczej nie zapuściłaby się w pojedynkę za żadne skarby. Mimo tego, że zdaniem niektórych krewnych czy członków rodziny stała w kolejce po drugi żołądek wtedy, kiedy powinna odbierać instynkt samozachowawczy.
– Mam ci pokazać drogę? Właśnie wybieram się w stronę Dziurawego Kotła – oświadczyła Brenna, przystając parę kroków od obalonych mężczyzn. Gdyby doszło do tego na Pokątnej, powinna zasadniczo zatrzymać do wyjaśnienia całą trójkę, ale Nokturn… rządził się swoimi prawami. Próba aresztowania tych dwóch zabrałaby za dużo czasu. Nie mogła pozwolić, aby zastał je tutaj zmrok. Albo koledzy pokonanej dwójki.
Nie rozpoznała Sophii. Nie miałaby na to szans, mimo tego, że nieźle znała jej kuzynostwo, wszak Flintówna pochodziła z Ameryki...
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.