14.11.2024, 23:06 ✶
Dziewczyna prychnęła z rozbawieniem na tekst o utracie duszy, a zaraz ochoczo odwzajemniła uścisk.
-To ty miałaś duszę? Zaskakujący zwrot akcji - pociągnęła z szelmowskim uśmiechem.
Robota. No ta, coś wspominała. Jednakże uwagę Scarlett bardziej przyciągnęła informacja o tym, że się nażrą za cudze. I to ponoć nie byle gdzie.
-Twój eks to raczej nie Longbottom, bo zamiast harować byśmy właśnie wpierdalały krewetki na prywatnym jachcie-mruknęła, odbierając od niej kartkę.
-Stara, mężczyźni po prostu długo dojrzewają - wymruczała na temat końca relacji dziewczyny, przelatując wzrokiem po tekście - zwykle do czterdziestki. Tylko zaraz po czterdziestce mają kryzys wieku średniego i ich mózg zawraca do piętnastego roku życia - wymruczała, unosząc na nią wzrok - Ciasteczko chociaż z niego było? Poza tym nie mów hop, jeszcze wróci. Oni zawsze wracają... Tylko nie zawsze wtedy, gdy tego chcemy-umilkła na moment, przenosząc wzrok na budynek. Szczególnie Ci toksyczni, ale czy Faye się związała z jakimś patusem? Cóż, jeśli gust miała podobny do Mulciber to pewnie tak. Pakowanie się w relacje, które zapewne zajebią fikołka i przestaną istnieć (bo nie miały szansy przetrwać) było tym co ciągnęło dysfunkcyjne jednostki, a jednak te nie potrafiły inaczej. Głównie dlatego, że wiele pozytywnych cech idealnego męża kojarzyły się z nudą.
-I pochwal się jak się nazywa - ponownie skierowała spojrzenie na Faye - Pewnie nie znam, ale jeśli przypadkiem go spotkam to będę świadoma, że to twój eks.
Jej wzrok ponownie wylądował na kartce. Wyglądało jakby się nad czymś usilnie zastanawiała. W sumie było kilka spraw które ją nurtowały.
-Oni mają za dużo hajsu, że odstawiają takie cyrki? - umilkła na moment - w sumie chuj mnie to obchodzi, obchodzi mnie nagroda ale... - uniosła kartkę, a jej jasne tęczówki odnalazły spojrzenie Travers
-Skarbie, nie pamiętam byś mi się oświadczała czy coś - mruknęła, wskazując palcem słowo "rodzina" - W sumie nikt mnie nie zna, mogę być twoją zaginioną siostrą
-To ty miałaś duszę? Zaskakujący zwrot akcji - pociągnęła z szelmowskim uśmiechem.
Robota. No ta, coś wspominała. Jednakże uwagę Scarlett bardziej przyciągnęła informacja o tym, że się nażrą za cudze. I to ponoć nie byle gdzie.
-Twój eks to raczej nie Longbottom, bo zamiast harować byśmy właśnie wpierdalały krewetki na prywatnym jachcie-mruknęła, odbierając od niej kartkę.
-Stara, mężczyźni po prostu długo dojrzewają - wymruczała na temat końca relacji dziewczyny, przelatując wzrokiem po tekście - zwykle do czterdziestki. Tylko zaraz po czterdziestce mają kryzys wieku średniego i ich mózg zawraca do piętnastego roku życia - wymruczała, unosząc na nią wzrok - Ciasteczko chociaż z niego było? Poza tym nie mów hop, jeszcze wróci. Oni zawsze wracają... Tylko nie zawsze wtedy, gdy tego chcemy-umilkła na moment, przenosząc wzrok na budynek. Szczególnie Ci toksyczni, ale czy Faye się związała z jakimś patusem? Cóż, jeśli gust miała podobny do Mulciber to pewnie tak. Pakowanie się w relacje, które zapewne zajebią fikołka i przestaną istnieć (bo nie miały szansy przetrwać) było tym co ciągnęło dysfunkcyjne jednostki, a jednak te nie potrafiły inaczej. Głównie dlatego, że wiele pozytywnych cech idealnego męża kojarzyły się z nudą.
-I pochwal się jak się nazywa - ponownie skierowała spojrzenie na Faye - Pewnie nie znam, ale jeśli przypadkiem go spotkam to będę świadoma, że to twój eks.
Jej wzrok ponownie wylądował na kartce. Wyglądało jakby się nad czymś usilnie zastanawiała. W sumie było kilka spraw które ją nurtowały.
-Oni mają za dużo hajsu, że odstawiają takie cyrki? - umilkła na moment - w sumie chuj mnie to obchodzi, obchodzi mnie nagroda ale... - uniosła kartkę, a jej jasne tęczówki odnalazły spojrzenie Travers
-Skarbie, nie pamiętam byś mi się oświadczała czy coś - mruknęła, wskazując palcem słowo "rodzina" - W sumie nikt mnie nie zna, mogę być twoją zaginioną siostrą