Miała przymknięte oczy, oddychała powoli, miarowo. Starała się słuchać to, co czytał, aczkolwiek nie była w stanie stwierdzić, czego dotyczyło to, co jej przekazywał. Wyłączyła się jakieś piętnaście minut temu, właściwie to skupiła się tylko i wyłącznie na tonie jego głosu, na jego barwie. Mogła go słuchać godzinami, nie robiło jej różnicy o czym właściwie do niej mówił. Najistotniejsze, że znajdował się tuż obok i go słyszała. Nie musiała na niego patrzeć, wystarczała jej sama obecność.
Czuła się błogo. Znajdowali się w malowniczym miejscu, wiatr przyjemnie muskał jej ciało, ostatnie letnie promienie słońca je ogrzewały. Nie potrzebowała niczego więcej do szczęścia. To był jeden z tych przyjemnych, lekkich dni, gdy nie musieli się niczym przejmować.
Zewsząd dochodziły do jej uszu dźwięki wydawane przez owady, przyjemne bzyczenie, ale też trel ptaków. Błogość, tak była pewna, że to ona jej towarzyszyła.
Zdawała sobie sprawę, że Roise próbował się przygotować do czegoś ważnego, miał spore ambicje, jeśli chodzi o to, jak miała wyglądać jego kariera zawodowa i trochę jej to imponowało. Dobrze było widzieć, że naprawdę lubił to, czym się zajmował. Musiał to lubić skoro tak się w to angażował.
Całkiem zgrabnie dzielił czas między swoje wszystkie prace, a ją. Nigdy nie czuła się w żaden sposób zaniedbywana, a nawet zastanawiała się, jak to jest możliwe, że potrafi między tym tak zgrabnie lawirować, to na pewno wymagało sporego samozaparcia. Ona zdecydowanie nie miała, aż tak wielu obowiązków, właściwie to łapała zlecenia, kiedy chciała, mogła sobie pozwolić na to, aby dostosować się do tego, jak wyglądał akurat jego grafik, dzięki czemu mogli wyrwać więcej czasu, który mogli spędzać wspólnie. To był całkiem niezły układ.
Znajdowali się w ich bezpiecznym miejscu, nie musieli martwić się tym, że ktoś może im przeszkodzić, czy zachwiać ich spokój. Byli w domu, ich wspólnym domu, który udało im się zbudować w tym miejscu. Istna sielanka.
Mogli nacieszyć się ostatnimi letnimi dniami, z dala od zgiełku Londynu, nadal uważała, że to, że kupili tę chatę było naprawdę jedną z najlepszych decyzji jakie podjęli.
Powoli zaczynali się przygotowywać do zimy, która miała nadejść, wiedziała, że czekało ich jeszcze sporo pracy, ale przebywanie w tym miejscu było tylko i wyłącznie przyjemnością, tworzenie go razem, dostrzeganie efektów, które przynosił ich wysiłek. To wzbudzało w niej same pozytywne emocje. Mieli coś swojego, o czym nie wiedział nikt inny, ich własne miejsce na ziemi.
Jeszcze chwilę temu byli zaplątani w swoje ciała między tym kwietnym dywanem, pędzieli ku zaspokojeniu swoich żądz, teraz mogli napawać się tą spokojniejszą częścią dnia. Korzystać z ostatniego oddechu lata, które powoli zostawiało miejsce dla jesieni.
Poruszyła się wreszcie, i na moment otworzyła oczy, akurat wtedy na niebie pojawiła się błyskawica, zupełnie znienacka, bo żaden grzmot jej nie zapowiedział. Nie wydawało jej się, aby burza miała nadejść szybko, nic poza tą jedną błyskawicą przecinającą niebo tego nie zapowiadało. Było cicho i błogo, nie wydawało jej się, że będą musieli się stąd zbierać w pośpiechu, mieli jeszcze czas, aby w pełni nacieszyć się tą trwającą chwilą.
Zerwała jeden z fioletowych kwiatów i odwróciła się na bok, tak, aby mieć Roisa na wyciągnięcie ręki. Postanowiła mu nieco poprzeszkadzać w czytaniu, nie, żeby zaczęło ją to nudzić, chociaż może trochę, ale tylko odrobinę. Wiedziała, że musi się na tym skupić, żeby osiągnąć cele, które sobie założył, nie zmieniało to jednak faktu, że nie byłaby sobą, gdyby trochę mu tego nie utrudniała. Powoli zbliżyła kwiat do jego szyi i zaczęła nim ją delikatnie muskać, nie nachalnie. Jej ruchy były bardzo powolne.
- Dalej nie wiem, czym jest wiciokrzew. - Odparła niespecjalnie przejmując się tym, że nadal nie do końca rozróżniała rośliny, o których mówił. Być może wspominał coś o tym, że je sadził, ale te nazwy... tak nadal pozostawały dla niej czarną magią.
- Jeżyną nie pogardzę, czy mogę wybrać tylko jedną opcję, czy wszystkie? Są jakieś ograniczenia? - Wiedziała, że nie, ale wolała się upewnić. To nie tak, że bardzo jej przeszkadzał ten jego medyczny bełkot, ale skoro sam zaproponował, że mogą z nim skończyć, to nie zamierzała oponować, wręcz przeciwnie. Miała tylko nadzieję, że nie dostrzegł na jej twarzy zbyt wielkiego entuzjazmu, bo nie chciała, żeby myślał, że ją to nudziło (nawet jeśli rzeczywiście tak było).