15.11.2024, 01:43 ✶
- Wystarczyło nie palić jako nastolatka, to też byś wyrosła - powtórzył mogolską legendę miejską, bo przecież z nich dwojga to on tutaj palił papierosy. Co nie przeszkodziło mu, żeby jednak wyrosnąć dużo bardziej niż Nora, ale to już takie szczegóły, które nie były takie istotne. Najzabawniejszy był jego żart przecież.
Biegnąc przed siebie, aby zdążyć na skraj lasu jako pierwszy odwrócił się przez ramię.
- Niby jak miałby oszukiwać? - zaśmiał się nie zwalniając ani na chwilę, a może powinien. Bo odwracając się zobaczył, że nagle nie widzi już wyjścia z lasu, tylko zbliżającą się ziemię. Zahaczył o jedne z wystających korzeni i jak długi wyłożył się na trawie. Miał szczęście, że wylądował na trawie, a nie kolejnych korzeniach. Tylko trawa była nieco wilgotna i przejechał dobrych kilka metrów na brzuchu. Całą te trawę pokonał trzymając kapelusz w górze, aby go nie uszkodzić. Prychając i plując trawą zaczął się gramolić na czworaka, aby móc się podnieść na nogi. Cały przód ciała go bolał, może nie jakoś specjalnie, jednak do tego stopnia, że cały wyścig nie był już taki istotny.
- Ej, co to za zmowa z drzewami? Zostałaś ich pasterką? - zapytał podczas gramolenia się na nogi. Zdecydowanie to nie był dobry dzień na bieganie po lesie, a może po prostu powinien być bardziej uważny podczas tego biegania. Co prawda teraz jego ubranie było w kolorze trawy ziemi, którymi on sam mocno pachniał.
- Oddaję, to nie mój dzień - mruknął jeszcze oddając Norze jej kapelusz i otrzepując koszulę i spodnie z brudu choć trochę.
Biegnąc przed siebie, aby zdążyć na skraj lasu jako pierwszy odwrócił się przez ramię.
- Niby jak miałby oszukiwać? - zaśmiał się nie zwalniając ani na chwilę, a może powinien. Bo odwracając się zobaczył, że nagle nie widzi już wyjścia z lasu, tylko zbliżającą się ziemię. Zahaczył o jedne z wystających korzeni i jak długi wyłożył się na trawie. Miał szczęście, że wylądował na trawie, a nie kolejnych korzeniach. Tylko trawa była nieco wilgotna i przejechał dobrych kilka metrów na brzuchu. Całą te trawę pokonał trzymając kapelusz w górze, aby go nie uszkodzić. Prychając i plując trawą zaczął się gramolić na czworaka, aby móc się podnieść na nogi. Cały przód ciała go bolał, może nie jakoś specjalnie, jednak do tego stopnia, że cały wyścig nie był już taki istotny.
- Ej, co to za zmowa z drzewami? Zostałaś ich pasterką? - zapytał podczas gramolenia się na nogi. Zdecydowanie to nie był dobry dzień na bieganie po lesie, a może po prostu powinien być bardziej uważny podczas tego biegania. Co prawda teraz jego ubranie było w kolorze trawy ziemi, którymi on sam mocno pachniał.
- Oddaję, to nie mój dzień - mruknął jeszcze oddając Norze jej kapelusz i otrzepując koszulę i spodnie z brudu choć trochę.