15.11.2024, 09:58 ✶
Kiwnął głową na znak, że rozumie. Sebastian miał dużo racji, nawet on wiedział, że neutralność była... Cóż. Nie była. Mało kto był neutralny - on sam nie był, bo przecież gdyby tylko ktoś ważniejszy się dowiedział, że Felix lubi szlamy i się z nimi zadaje, to... Cóż. Sam zresztą nie wiedział, czy jednym z mugolaków nie był. Może i był? Przecież nie znał swoich rodziców.
Gdy wylał dobrą zupę na szatę mężczyzny, zdenerwował się. Przecież miał ją, kurde, zjeść. Poza tym nienawidził marnotrawstwa. Już w sierocińcu nauczył się, żeby jeść tyle, ile dają - tyle ile dają czyli absolutnie wszystko. A teraz prawie połowa z jego miski wylądowała na szacie Sebastiana, więc co to miało być? Odwrócił się do tłumu.
- No kurwa, starczy dla każdego, ten tu mówi, że jest naprawdę du... - urwał w połowie zdania. Nad ich głowami świsnęło zaklęcie, a tłumek nie tylko naparł mocniej, ale część osób z kolejki kucnęła, chowając głowy między ramionami. - Ale żeby atakować kapłanów?!
Felix zrobił krok w bok, zapominając o jedzeniu na małą, krótką chwilę. Wyciągnął różdżkę w zasadzie to całkowicie odruchowo, ale ponownie wywołało to efekt przeciwny do zamierzonego. Ludzie z kolejki zaczęli wyciągać swoje, część osób nawet odłączyła się od reszty i popędziła w stronę zamieszania.
- Pan się lepiej odsunie - nie wiedział, jak dobry w rzucaniu zaklęć był kapłan. On sam był beznadziejny, ale wyglądał na dobrego człowieka, a Felix lubił dobrych ludzi - chciał więc jakkolwiek go chronić. Machnął różdżką w stronę jednego pocisku, który pędził w stronę stoiska. - ALE ŻE W JEDZENIE?!
Tego było już za wiele. Kolejka rozpierzchła się, ujawniając pijanego czarodzieja, który kołysał różdżką na boki. Miał rozbiegany wzrok.
- Karmią wyrzutków - powiedział, charakterystycznie przeciągając głoski. Nie atakował, w ogóle sprawiał wrażenie, jakby to nie on rzucił ten czar.
Gdy wylał dobrą zupę na szatę mężczyzny, zdenerwował się. Przecież miał ją, kurde, zjeść. Poza tym nienawidził marnotrawstwa. Już w sierocińcu nauczył się, żeby jeść tyle, ile dają - tyle ile dają czyli absolutnie wszystko. A teraz prawie połowa z jego miski wylądowała na szacie Sebastiana, więc co to miało być? Odwrócił się do tłumu.
- No kurwa, starczy dla każdego, ten tu mówi, że jest naprawdę du... - urwał w połowie zdania. Nad ich głowami świsnęło zaklęcie, a tłumek nie tylko naparł mocniej, ale część osób z kolejki kucnęła, chowając głowy między ramionami. - Ale żeby atakować kapłanów?!
Felix zrobił krok w bok, zapominając o jedzeniu na małą, krótką chwilę. Wyciągnął różdżkę w zasadzie to całkowicie odruchowo, ale ponownie wywołało to efekt przeciwny do zamierzonego. Ludzie z kolejki zaczęli wyciągać swoje, część osób nawet odłączyła się od reszty i popędziła w stronę zamieszania.
- Pan się lepiej odsunie - nie wiedział, jak dobry w rzucaniu zaklęć był kapłan. On sam był beznadziejny, ale wyglądał na dobrego człowieka, a Felix lubił dobrych ludzi - chciał więc jakkolwiek go chronić. Machnął różdżką w stronę jednego pocisku, który pędził w stronę stoiska. - ALE ŻE W JEDZENIE?!
Tego było już za wiele. Kolejka rozpierzchła się, ujawniając pijanego czarodzieja, który kołysał różdżką na boki. Miał rozbiegany wzrok.
- Karmią wyrzutków - powiedział, charakterystycznie przeciągając głoski. Nie atakował, w ogóle sprawiał wrażenie, jakby to nie on rzucił ten czar.