- Chyba nikt nie może żywić się tylko powietrzem, nawet roślina. - Odpowiedziała jeszcze Victorii, przynajmniej nie zwykłym powietrzem, a nikt nie wspominał o tym, żeby w tubie były jakieś specjalne gazy.
- Jasne, to może zadziałać. - Czy Nora uważała, że akurat ona powinna to robić? Cóż, trochę bała się tej rośliny, ale skoro stwierdzili, że jest odpowiednią osobą, to nie zamierzała tego negować. Uśmiechnęła się niemrawo, jakby faktycznie wiedziała, co robi. No, bo przecież wiedziała, była z niej wspaniała zielarka, nie takie rośliny oglądała już w swoim życiu, prawda? No, nie do końca, ale mniejsza o to.
Zwrociła się do Rose - Przeczytałam to w notatkach, one tak mają, że się rozsypują po tym, jak się je odetnie. - To było chyba stwierdzenie faktu, a nie pytanie, nie wspomniała o tym, iż wtedy po jakimś czasie wyrastają z nich dwie kolejne bulwy, bo to nie wydawało jej się istotne, tam pisali o latach, a tyle czasu nie mieli.
Zsunęła ponownie kocie nauszniki na uszy. Była gotowa do działania. Oby szybko miały to z głowy i przeszły do tej mniej inwazyjnej części. Nie czuła się zbyt pewnie z tym, co miała zrobić, bo ta roślina była duża, a ona była malutka, nawet w swoich butach na obcasie, nie takie rzeczy jednak robiła w swoim życiu, należała do organizacji walczącej z śmierciożercami, to i z byle rośliną powinna sobie poradzić, tak, próbowała sobie wmówić, że jest potężną czarownicą mimo swoich raczej niewielkich umiejętności związanych z zaklęciami, które mogłyby się jej przydać podczas ewentualnej walki, oby nie musiała tutaj robić nic takiego, zreszta koło niej stała Victoria, która była aurorką, na pewno ją obroni, gdyby coś poszło nie tak.
Poczuła smród, który dotarł do jej nozdrzy, gdy tuba się uniosła. Wpatrywała się w roślinę, właściwie to dwie z szeroko otwartymi oczami. Tego się nie spodziewała. - O KURWA. - Rzuciła jeszcze elokwentnie, najwyraźniej nie miała nic więcej w tej chwili do powiedzenia. Musiała się rozmnażać zdecydowanie szybciej, niż było napisane w notatkach, nie mogli odcinać kolejnych części, bo zaraz będą tu mieli całą hodowlę tych stworzeń.
Poczuła na sobie wzrok Ambroisa, więc uniosła głowę, aby na niego spojrzeć, na pewno miał jej coś ważnego do przekazania. Zrozumiała jego gesty, tak właściwie to chyba była najlepsza z możliwych opcji. Bez problemu utrzymałby ją na swoich barkach, był wielki, nie ma się co oszukiwać, że sprawiłoby to mu jakikolwiek problem, mógłby ja asekurować, nie musiałaby się martwić o to, czy w ogóle sięgnie do rośliny z krzesła.
Nie mieli zbyt wiele czasu, także nie miała zamiaru zwlekać, gdy Roise się nachylił wdrapała mu się na plecy bez chwili zawachania, ufała mu, wiedziała, że jej nie upuści.
Rozsiadła się całkiem wygodnie na jego barkach, miała nadzieję, że członkowie towarzystwa nie będą teraz podziwiać jej pośladków, bo cóż, sukienka, którą miała na sobie była dosyć krótka, ale czego się nie robi dla nauki!
Figg trzymała mocno w dłoni igłę, bo nie chciała, żeby jej teraz wypadła. Miała zamiar wkłuć się witke, aby pobrać soki z rośliny.
teraz tak, zaczynam od rzutu na WoP - chcę wybrać najbardziej odpowiednie miejsce do wbicia igły, robię to w miejscu, w którym Roise rozproszył tubę, później pobieram próbkę przy pomocy rzemiosła - Figg pracuje z roślinami, sama tworzy sobie komponenty do eliksirów, no zna się na rzeczy jak przystało na prawdziwego specjalisę
Sukces!
Akcja nieudana
Akcja nieudana