15.11.2024, 15:43 ✶
Faktycznie, Electra trochę wstydziła się swoich starych projektów i trzymała je schowane głęboko w szufladzie, ale nigdy by ich nie wyrzuciła. Lubiła nawet je przeglądać od czasu do czasu, co jednocześnie napawało ją rozbawieniem oraz podziwem dla dziecięcej kreatywności. Gdyby dowiedziała się, że Laurent dalej uwielbiał te bohomazy, na pewno zrobiłoby jej się bardzo miło. Tak jak zrobiło jej się miło teraz, słysząc komplement z ust kuzyna.
– Naprawdę? Nosiłbyś mój projekt? – spojrzała na niego z mieszanką wdzięczności oraz niedowierzania. Owszem, była dumna ze swoich dzieł i samodzielnie szyła bliskim drobne upominki, lecz nie spodziewałaby się, że byłyby one noszone publicznie. Zwłaszcza, że Lauri był przecież znaną osobą w czarodziejskiej socjecie. – Oczywiście, że możesz zażyczyć sobie taki prezent. Uszyję wszystko, co zechcesz! – wzruszona, wtuliła się w ramię Prewetta. Czuła się naprawdę mile połechtana słowami kuzyna. Nie dość, że wiedziała już co mu dać na Yule, to mogła też jednocześnie dopiec trochę rodzinie od strony matki. Bo jak bardzo nie podziwiałby zdolności krawieckich Rosierów, tak średnio przepadała za ich staroświeckim podejściem do życia. W tej kwestii zdecydowanie wdała się w uwielbiających ryzyko Prewettów.
Dopiero po chwili zorientowała się, że jej reakcja na propozycję wycieczki do Rzymu była chyba trochę zbyt entuzjastyczna. Przestała więc skakać i zniżyła ton głosu.
– Tak jest, kapitanie. Spróbuję wybadać sytuację. – mówiąc to, zasalutowała Laurentowi. – Hmm, z drugiej strony, może faktycznie on wolałby pojechać sam. Albo z jakimś kolegą historykiem. Albo z dziewczyną, jeśli jakąś sobie znajdzie do tego czasu... – zastanowiła się na głos. Rodzinny rejs brzmiał jak przygoda, ale Electra zdawała sobie sprawę, że głośna banda Prewettów raczej nie będzie się skupiać na zwiedzaniu historycznych zabytków. A skoro to miał być prezent dla Icarusa, to powinni skupić się na tym, czego on by najbardziej chciał.
– Naprawdę? Nosiłbyś mój projekt? – spojrzała na niego z mieszanką wdzięczności oraz niedowierzania. Owszem, była dumna ze swoich dzieł i samodzielnie szyła bliskim drobne upominki, lecz nie spodziewałaby się, że byłyby one noszone publicznie. Zwłaszcza, że Lauri był przecież znaną osobą w czarodziejskiej socjecie. – Oczywiście, że możesz zażyczyć sobie taki prezent. Uszyję wszystko, co zechcesz! – wzruszona, wtuliła się w ramię Prewetta. Czuła się naprawdę mile połechtana słowami kuzyna. Nie dość, że wiedziała już co mu dać na Yule, to mogła też jednocześnie dopiec trochę rodzinie od strony matki. Bo jak bardzo nie podziwiałby zdolności krawieckich Rosierów, tak średnio przepadała za ich staroświeckim podejściem do życia. W tej kwestii zdecydowanie wdała się w uwielbiających ryzyko Prewettów.
Dopiero po chwili zorientowała się, że jej reakcja na propozycję wycieczki do Rzymu była chyba trochę zbyt entuzjastyczna. Przestała więc skakać i zniżyła ton głosu.
– Tak jest, kapitanie. Spróbuję wybadać sytuację. – mówiąc to, zasalutowała Laurentowi. – Hmm, z drugiej strony, może faktycznie on wolałby pojechać sam. Albo z jakimś kolegą historykiem. Albo z dziewczyną, jeśli jakąś sobie znajdzie do tego czasu... – zastanowiła się na głos. Rodzinny rejs brzmiał jak przygoda, ale Electra zdawała sobie sprawę, że głośna banda Prewettów raczej nie będzie się skupiać na zwiedzaniu historycznych zabytków. A skoro to miał być prezent dla Icarusa, to powinni skupić się na tym, czego on by najbardziej chciał.