15.11.2024, 15:54 ✶
Ze wszystkich osób, które Charles znał, Rodolphus był najmniej prawdopodobny do nie radzenia sobie z problemami. I chociaż doskonale mógł zająć się nimi sam, Charlie nie zamierzał zostawić go na pastwę losu i jego kłopotów.
- Mówiłeś o niepowołanych rękach. - Przypomniał Charlie. - W liście.
Wahanie Rolpha, za którym podążył ten nieładny wyraz twarzy, nieco zbił Mulcibera z tropu. Nie był przecież tam po to, by mu wypominać słabość, a po to, żeby działać! A jednak, ta chwila milczenia dała mu do myślenia i musiał dwa razy zastanowić się, nim po raz kolejny otworzył usta.
- Nie twierdzę, że zaprosiłeś mnie, bo czegoś potrzebujesz. Rolph... - Dłoń opuściła kolano, tylko po to, by przeskoczyć na udo kolegi. - Ja naprawdę chcę ci pomóc! Nie dlatego, że sobie nie radzisz, tylko dlatego, że chcę.
Zbity z tropu, Charles nieco złagodniał. Spodziewał się dużych kłopotów, nie kobiety, która nie mogła poradzić sobie z rozstaniem! To nie była sprawa, którą mógł się zająć. Zresztą, wydawało się, że ten konflikt został zażegnany.
- Nie widziałem żadnych listów. - Powiedział ciszej, bardziej potulnie, bardziej ulegle. - Ja myślałem, że... Że masz problemy, Rolph. Niepotrzebnie się martwiłem? - Dopytał, choć znał już odpowiedź. - Na złote loki Freji, to wszystko nie tak. Ale wyszło na lepiej. Na dobrze. Jesteś bezpieczny. - Pocieszył sam siebie. - Chociaż ci mugole... Mieszkałem wśród mugoli w Oslo. Okropne towarzystwo. Nie brzydzisz się?
- Mówiłeś o niepowołanych rękach. - Przypomniał Charlie. - W liście.
Wahanie Rolpha, za którym podążył ten nieładny wyraz twarzy, nieco zbił Mulcibera z tropu. Nie był przecież tam po to, by mu wypominać słabość, a po to, żeby działać! A jednak, ta chwila milczenia dała mu do myślenia i musiał dwa razy zastanowić się, nim po raz kolejny otworzył usta.
- Nie twierdzę, że zaprosiłeś mnie, bo czegoś potrzebujesz. Rolph... - Dłoń opuściła kolano, tylko po to, by przeskoczyć na udo kolegi. - Ja naprawdę chcę ci pomóc! Nie dlatego, że sobie nie radzisz, tylko dlatego, że chcę.
Zbity z tropu, Charles nieco złagodniał. Spodziewał się dużych kłopotów, nie kobiety, która nie mogła poradzić sobie z rozstaniem! To nie była sprawa, którą mógł się zająć. Zresztą, wydawało się, że ten konflikt został zażegnany.
- Nie widziałem żadnych listów. - Powiedział ciszej, bardziej potulnie, bardziej ulegle. - Ja myślałem, że... Że masz problemy, Rolph. Niepotrzebnie się martwiłem? - Dopytał, choć znał już odpowiedź. - Na złote loki Freji, to wszystko nie tak. Ale wyszło na lepiej. Na dobrze. Jesteś bezpieczny. - Pocieszył sam siebie. - Chociaż ci mugole... Mieszkałem wśród mugoli w Oslo. Okropne towarzystwo. Nie brzydzisz się?