22.01.2023, 16:37 ✶
Dźwięk upadającej miski był bardzo nieprzyjemny, a wręcz wzbudzał w Nicholasie jeszcze większą niechęć do Salema. Co prawda był to kot i nie mógł oczekiwać od niego niczego wielkiego, ale chyba moment nastoletniego buntu powinien mieć już dawno za sobą? Nawet klątwołamacz za swoich nastoletnich czasów nie niszczył niczego dla chwili uwagi, a przecież robił naprawdę wiele dziwnych rzeczy.
Łapa Salema omal go nie podrapała, na szczęście Figgowi udało się w ostatniej chwili uniknąć ostrych pazurów i nie skończyć z ranami po krótkiej, ale intensywnej interakcji z kocurem. Ten polazł gdzieś w bliżej nieokreślone miejsce, obrażony jak to kot, na co brunet jedynie przewrócił oczami przedrzeźniająco, nie robiąc sobie nic z jego uwagi o "byciu tak brudnym".
- ...Niech będzie, zrobię to z sitkiem. - odpowiedział siostrze, sięgając tymi samymi, brudnymi dłońmi do docelowej szafki, w której miało się znaleźć sitko. Pozostawił co prawda na drzwiczkach ślad swoich białych paluchów, ale przynajmniej mąka trafiła do miski przesiana przez kuchenne narzędzie.
- Ale sama widzisz jaki on dla mnie jest? Jak mam być dla niego miły, jak chce mnie oszukać na każdym kroku dla jedzenia. Sprzedałby mnie najgorszemu wrogowi za pełną miskę, mówię ci. - rzucił do siostry z oburzeniem, również nie ukrywając swojej irytacji zachowaniem kota. Doskonale rozumiał to, że Salem był towarzyszem życiowym Nory, i tak naprawdę tylko dla niej Nicholas znosił nastoletni bunt kota. Gdyby nie ona, to najprawdopodobniej psikałby wodą ostrzegawczo w kierunku Salema za każdym razem, gdy ten próbuje coś wymusić, albo jest zwyczajnie niemiły. Temu kotu zdecydowanie brakowalo dyscypliny, nie to co poczciwym sowom, które choć nie gadały, to przynajmniej nie sprawiały takich wychowawczych problemów.
- Nie musi mnie lubić, będziemy sobie urządzać ciche dni. - wzruszył ramionami, odstawiając mąkę i rozważając, czy sam nie zje tuńczyka Salema na kolację. Tak dla zasady. - Dzisiaj czuję się na czarną, dziękuję. Jesteś wspaniała. - obdarował ją ciepłym, wdzięcznym uśmiechem i upił niewielki łyczek gorącej kawy, parząc sobie przy tym nieostrożnie czubek języka.
- Czemu piekę? Wiesz... pomyślałem, że może wymyślę ci jakiś nowy przepis, który spodoba się klientom... No i przy okazji coś pomogę tutaj, skoro już pozwalasz mi u siebie mieszkać. Żeby nie było, że twój młodszy braciszek pomieszkuje tutaj na krzywy... krzywą twarz. - powstrzymał się od użycia niewłaściwego słownictwa, którego nie wypadało stosować przy kobiecie, a tym bardziej swojej starszej siostrze. Czasem czuł się głupio żyjąc trochę na kredyt siostry, ale o tym nie mówiło mu się łatwo. Dlatego właśnie wolał coś zrobić żeby się odwdzięczyć za gościnę, a nie jedynie dokładać finansowo do czynszu, jeżeli akurat miał jakieś zlecenia i mógł sobie na to pozwolić.
Łapa Salema omal go nie podrapała, na szczęście Figgowi udało się w ostatniej chwili uniknąć ostrych pazurów i nie skończyć z ranami po krótkiej, ale intensywnej interakcji z kocurem. Ten polazł gdzieś w bliżej nieokreślone miejsce, obrażony jak to kot, na co brunet jedynie przewrócił oczami przedrzeźniająco, nie robiąc sobie nic z jego uwagi o "byciu tak brudnym".
- ...Niech będzie, zrobię to z sitkiem. - odpowiedział siostrze, sięgając tymi samymi, brudnymi dłońmi do docelowej szafki, w której miało się znaleźć sitko. Pozostawił co prawda na drzwiczkach ślad swoich białych paluchów, ale przynajmniej mąka trafiła do miski przesiana przez kuchenne narzędzie.
- Ale sama widzisz jaki on dla mnie jest? Jak mam być dla niego miły, jak chce mnie oszukać na każdym kroku dla jedzenia. Sprzedałby mnie najgorszemu wrogowi za pełną miskę, mówię ci. - rzucił do siostry z oburzeniem, również nie ukrywając swojej irytacji zachowaniem kota. Doskonale rozumiał to, że Salem był towarzyszem życiowym Nory, i tak naprawdę tylko dla niej Nicholas znosił nastoletni bunt kota. Gdyby nie ona, to najprawdopodobniej psikałby wodą ostrzegawczo w kierunku Salema za każdym razem, gdy ten próbuje coś wymusić, albo jest zwyczajnie niemiły. Temu kotu zdecydowanie brakowalo dyscypliny, nie to co poczciwym sowom, które choć nie gadały, to przynajmniej nie sprawiały takich wychowawczych problemów.
- Nie musi mnie lubić, będziemy sobie urządzać ciche dni. - wzruszył ramionami, odstawiając mąkę i rozważając, czy sam nie zje tuńczyka Salema na kolację. Tak dla zasady. - Dzisiaj czuję się na czarną, dziękuję. Jesteś wspaniała. - obdarował ją ciepłym, wdzięcznym uśmiechem i upił niewielki łyczek gorącej kawy, parząc sobie przy tym nieostrożnie czubek języka.
- Czemu piekę? Wiesz... pomyślałem, że może wymyślę ci jakiś nowy przepis, który spodoba się klientom... No i przy okazji coś pomogę tutaj, skoro już pozwalasz mi u siebie mieszkać. Żeby nie było, że twój młodszy braciszek pomieszkuje tutaj na krzywy... krzywą twarz. - powstrzymał się od użycia niewłaściwego słownictwa, którego nie wypadało stosować przy kobiecie, a tym bardziej swojej starszej siostrze. Czasem czuł się głupio żyjąc trochę na kredyt siostry, ale o tym nie mówiło mu się łatwo. Dlatego właśnie wolał coś zrobić żeby się odwdzięczyć za gościnę, a nie jedynie dokładać finansowo do czynszu, jeżeli akurat miał jakieś zlecenia i mógł sobie na to pozwolić.