Dla Jaspera Electra nie była jedynie chwilową fascynacją. Taka z pewnością zakończyłaby się już lata temu, gdy między nimi zostaną jedynie sekrety, które woleliby zabrać ze sobą do grobu, i nie zostałoby nic ciekawego, czego mogliby się o sobie dowiedzieć. Chwilowa fascynacja zapewne zakończyłaby ich znajomość w momencie, w którym Jessie, jako pierwszy, opuścił mury Hogwartu i nie przetrwałaby aż do tego dnia.
Benji, wciąż trzymany przez Jessiego za obrożę, zaczął wyciągać się w stronę Electry, obwąchując jej torebkę i każdej strony, z której mógł dosięgnąć, i merdając ogonem tak mocno, że łyżeczki zaczęły podskakiwać.
Z lekko uniesioną brwią patrzył na matkę, gdy Charlotte mówiła o nieprzemyślanych drobiazgach, które ciągnęły się za człowiekiem do końca jego życia i zamykały mu tuż przed nosem niektóre drzwi i parę myśli pojawiło się w jego głowie. Szybko jednak odwrócił wzrok, pozostawiając te pytania we własnym umyśle, bo zdecydowanie nie był to moment na zadawanie takich pytań, a i wcale nie musiała być to prawda.
Gdyby tylko wiedział, o czym w tym momencie myślał jego wujek...
-Tak, schody zdecydowanie były bardzo pomocne - powiedział z lekkim uśmiechem, łapiąc delikatnie ogon Benjiego, żeby przestał nim uderzać o stolik, i zaraz zwrócił się do przyjaciółki. -Swoją drogą, pamiętasz, jak ci opowiadałem o tych nowych smaczkach dla psów, o których opowiadał mi znajomy? Pomyślałem, że może zobaczysz tam coś odpowiedniego dla Cerbera. Mam je w swoim pokoju, jeżeli chciałabyś rzucić okiem - zaproponował.