Niepewność tej kształtnej twarzy przed nimi była chwytająca za serce. Powinna chwytać, powinna rozbrajać, powinna pokazywać człowiekowi, jak wiele można poświęcić w imieniu... w zasadzie to w imieniu czego? Co takiego chciała pokazać? Co chciała powiedzieć? Jakie sekrety wyciągała z kajecika, że lękała się o siebie samą? To nic dziwnego. Laurent tego nie oceniał - każdy człowiek powinien się troszczyć o siebie, swoją przyszłość, godne życie. Czy to chodziło o to, że akurat ta posada była dla niej ważna, czy o szereg innych rzeczy - nie miało znaczenia.
Realne znaczenie miało za to to, że Laurent też teraz czegoś chciał. Od tej kobiety, od jej zmartwionych oczu, od napiętego lekko ciała. Od tego, jak przyjęła szklankę od Sebastiana i chociaż dłoń jej nie drżała, to widział to oczyma wyobraźni. Napięcie, niepewność, niepewne napięcie i napięcie niepewności. Gdyby wyłożyć wagę Temidy na stolik to wahałaby się z jednej strony na drugą. Co było przeciwwagą? Słowa. Słodkie słówka, manipulacje. Szczerze? Nie szczere? Laurent nie był tak wysublimowany, żeby... nie. Na pewno nie był? Na pewno? Nie chciał uczynić jej krzywdy i był gotów jej pomóc wszelkimi dostępnymi samemu sobie środkami, żeby do takowej krzywdy nie doprowadzić. O ile w ogóle będzie potrzeba czemuś przeciwdziałać, bo przecież nawet nie wiedzieli, co mają usłyszeć. Śmiało można jednak założyć, że były to tajemnice, które nigdy murów jej Departamentu opuścić nie powinny. Wręcz oczywiste.
- To prawda. - Pokiwał z zastanowieniem głową na słowa Sebastiana. Nieśmiała myśl w jego głowie zrodziła zastanowienie, jak ktoś pokroju Sebastiana mógł odbierać jego osobę. Pryzmat postawiony przed najgorszym z grzechów tworzył wszystkie kolory tęczy. Spojrzeć za pryzmat? Jeszcze do tego trzeba go przesunąć. Myśl więc, tak szybko, jak się zrodziła, tak szybko umarła w swoim łonie. Jakiś przebłysk w oczach Caroline sugerował, że te empatyczne słowa Sebastiana na nią jakoś podziałały w zestawieniu z całokształtem. I wraz z tym pojawiło się też przemyślenie, że to właściwie było niepoprawne. Sebastian wiedział, jaka jest stawka? Albo raczej - jakie karty zostały wyciągnięte? Tak, to była manipulacja. Laurent poczuł się prawie brudny, a jednocześnie widział to niemal wypisane na twarzy kobiety: proszę, chcę wam zaufać. Ten brud nie polegał na wykorzystywaniu swoich możliwości w konwersacji, a w tym, że wcale nie był taki do końca pewien, czy mógłby ją w pełni ochronić. Skala. Tu wszystko zależało od skali. - W Ministerstwo nie warto wierzyć. Wystarczy wierzyć w to, że napędza je machina galeonów. - Nie lubił bardzo tej prawdy, którą wygłaszał jego ojciec, a nie lubił jej dlatego, że nie potrafił z nią dywagować. Że jego pragnienie sprawiedliwego i dobrego świata rozjeżdżało się w realiach. Więc pozostawało mu samemu dbanie o to, żeby tę władzę mieć. - Za to warto wierzyć w ludzi, którzy chcą coś zmienić na tym świecie. Bez względu na wartość pieniądza. Więc uwierz w nas. - W to, że ta sama maszyna, która burzyła jej wiarę w Ministerstwo, mogła też ochronić ją samą. - Wszystko będzie dobrze, Caroline. Pomóżmy sobie wzajem.
!Wszystko będzie dobrze