16.11.2024, 00:11 ✶
John musiał zauważać te rzeczy. Pęknięcia na prezentowanej mu fasadzie, drżenie ukrytych pod blatem dłoni. Nie komentował tego w żaden sposób i nie był nachalny, ale w połączeniu ze zbudowanym nie wiadomo kiedy dystansem miało prawo to nieco człowieka zmrozić. Był bardzo, ale to bardzo uważny i budował wokół siebie wrażenie kogoś, kto dobrze czytał ludzi i pamiętał ich wcześniejsze słowa.
- I co takiego było ważniejsze od łączenia głosem wielbicieli każdego gatunku muzyki? - Pytanie nie zahaczało w żaden sposób o Crowa, a jednak wydawał się być tym zaciekawiony.
- Jakbym je nosił w kieszeni, to flakon by pękł - dodał gdzieś pomiędzy wierszami, po prychnięciu na dźwięk słowa dama wypowiedzianego w celu opisania Madame Fontaine.
Ale to prychnięcie nie odbijało się teraz w jego twarzy. Znów ścisnął spierzchnięte wargi i obserwował Laurenta. Teraz kiedy jego uwaga była skupiona na blondynie, błyszczące oczy przejechały po całej jego sylwetce, również po zaciśniętych na sobie dłoniach i zmarszczył brwi, nieco nachalnie wciskając rękę pomiędzy jego, żeby to na nim testował możliwości swoich paznokci.
- Czemu coś od ciebie dostałem. - Powiedział to o wiele ciszej niż mówił wcześniej, powracając tym samym do tonu głosu, który towarzyszył im w sypialni. John milczał. Przesuwał spojrzeniem od jednego do drugiego przez kilka długich sekund, po czym nieco nerwowo podniósł się z miejsca.
- Ah kurwa, nie wytrzymam tego. Chłopaki, idziemy się przebrać, zanim babcia po was przyjedzie. - A oni się go posłuchali. Najwyraźniej również poczuli bijące od swojego wujka napięcie. To, od którego on sam czuł się tak, jakby świat na moment zwolnił. Nawet nie zauważył momentu, w którym Alfie zgarnął z blatu kilka swoich bohomazów, chociaż te były rozrysowane na tyłach kopert zawierających dane nadawców.
- I co takiego było ważniejsze od łączenia głosem wielbicieli każdego gatunku muzyki? - Pytanie nie zahaczało w żaden sposób o Crowa, a jednak wydawał się być tym zaciekawiony.
- Jakbym je nosił w kieszeni, to flakon by pękł - dodał gdzieś pomiędzy wierszami, po prychnięciu na dźwięk słowa dama wypowiedzianego w celu opisania Madame Fontaine.
Ale to prychnięcie nie odbijało się teraz w jego twarzy. Znów ścisnął spierzchnięte wargi i obserwował Laurenta. Teraz kiedy jego uwaga była skupiona na blondynie, błyszczące oczy przejechały po całej jego sylwetce, również po zaciśniętych na sobie dłoniach i zmarszczył brwi, nieco nachalnie wciskając rękę pomiędzy jego, żeby to na nim testował możliwości swoich paznokci.
- Czemu coś od ciebie dostałem. - Powiedział to o wiele ciszej niż mówił wcześniej, powracając tym samym do tonu głosu, który towarzyszył im w sypialni. John milczał. Przesuwał spojrzeniem od jednego do drugiego przez kilka długich sekund, po czym nieco nerwowo podniósł się z miejsca.
- Ah kurwa, nie wytrzymam tego. Chłopaki, idziemy się przebrać, zanim babcia po was przyjedzie. - A oni się go posłuchali. Najwyraźniej również poczuli bijące od swojego wujka napięcie. To, od którego on sam czuł się tak, jakby świat na moment zwolnił. Nawet nie zauważył momentu, w którym Alfie zgarnął z blatu kilka swoich bohomazów, chociaż te były rozrysowane na tyłach kopert zawierających dane nadawców.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.