• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 16 Dalej »
[09.1970] Together, forever, nostalgia || Ambroise & Geraldine

[09.1970] Together, forever, nostalgia || Ambroise & Geraldine
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#6
16.11.2024, 01:05  ✶  

Nie znosiła ptactwa, tak naprawdę jedynym skrzydlatym zwierzęciem, które akceptowała był Floret, którego dostała od ojca kiedy skończyła uczyć się w Hogwarcie, wcześniej posiadała sowę, średniej wielkości płomykówkę, za którą nie przepadała. Jej jastrząb był zdecydowanie bardziej użytecznym stworzeniem od tej nieszczęsnej sowy. Towarzyszył jej w polowaniach, trochę czasu zajęło jej wytresowanie go, bo były to zawzięte ptaki, jednak jakoś udało jej się osiągnąć cel, była uparta, najwyraźniej trochę bardziej od swojego ptasiego przyjaciela. Większość łowców wybierała do polowań sokoły, bo je łatwiej było ułożyć, jednak ona jak zawsze wolała te trudniejsze opcje. Skrzywiła się więc kiedy usłyszała skrzek mew, miała nadzieję, że wzbiją się w powietrze i odlecą stąd w siną dal, najlepiej, jakby w ogóle nie wracały.

Zbliżała się zima, niestety, wiązało się to z krótszymi dniami, ale również z czasem za którym nie przepadała. Przywykła do tego, że jej zimy ostatnio wyglądały inaczej, nie wyjeżdżała na zagraniczne wyprawy, coraz mniej jej tego brakowało, mimo wszystko nudziła się podczas tych zimowych dni i wieczorów. Spędzała wtedy sporo czasu na czytaniu, co kiedyś nie sprawiało jej żadnej przyjemności, ale musiała znaleźć sobie jakieś zajęcie, bo inaczej by ochujała.

W Whitby było całkiem przyjemnie, bo nie bywała tutaj sama. Z Roisem od jakiegoś czasu lawirowali między mieszkaniem, a domem, w zależności od tego ile udało im się wyrwać dni wolnych od monotonii, to znaczy od jego pracy, która na pewno była szalenie ciekawa, tyle, że w nią akurat nie mogła się zaangażować. Oczywiście, że przywykła do tego, że tak wygląda ich życie, nie miała problemu z tym, żeby podążać za ich wypracowanymi kompromisami, szczególnie, że widziała, że Ambroise faktycznie był szczęśliwy, kiedy w Mungu wszystko układało się po jego myśli. Była z niego niesamowicie dumna, chociaż nie do końca rozumiała to wszystko, co robił. Najważniejsze, że był szczęśliwy. Zamierzała go wspierać we wszystkim, czym się zajmował, taka była jej rola.

Piaskownica była miejscem, w którym bardzo lubiła przebywać. Mieli tu zawsze coś ciekawego do roboty, bo ciągle walczyli z tym, żeby stała się w pełni funkcjonalną, tak to już jest ze starymi domami, że wymagają ciągłego zaangażowania. To było nawet zabawne, wiecznie się coś psuło i jak skończyli walczyć z jednymi mankamentami, to pojawiały się następne. Wierzyła jednak, że kiedyś faktycznie uda im się to miejsce do całkowitego porządku, chociaż z drugiej strony, czy tego potrzebowali? No nie. To, jak wyglądała aktualnie było wystarczające, szczególnie, że te najważniejsze pomieszczenia już dawno zostały wypełnione ich rzeczami, przez co to miejsce naprawdę było ich domem. Mieli tutaj sporą spiżarnię pełną eliksirów, przeniosła tutaj nawet część swojej broni, żeby zawsze mieć ją pod ręką, tak właściwie to dzielili życie na te dwa miejsca. Nie było to specjalnie problematyczne, okazało się też być nie najgorszym sposobem na to, żeby uciekać od monotonii. Londyn był zdecydowanie głośniejszym miejscem, tam ciągle się coś działo, było tłoczno, miało to swój urok, bo lubiła czasem wyjść do ludzi, czy po prostu między nimi przebywać, Whitby jednak przynosiło zupełnie inne doznania. Tutaj byli całkiem sami, z daleka od świata, nikt nie wiedział o tej ich kryjówce, życie płynęło tutaj zdecydowanie spokojniej, mogli w pełni nacieszyć się swoją obecnością. Nie przeszkadzali jej nawet ci mugole, którzy mieszkali w Whitby, przez te kilka lat udało jej się poznać kilka osób, które faktycznie mieszkały w tym miejscu, a nie pojawiały się tutaj w sezonie wakacyjnymi, nie było ich zbyt wielu. Byli to głównie właściciele drobnych sklepików, w których czasem robiła zakupy spożywcze, coś przecież jeść musieli.

Zresztą obojętne jej było, gdzie właściwie przebywali, najistotniejsze było to, że niezmiennie, od lat tworzyli to wszystko razem, że miała go u swojego boku. Nie spodziewała się, że kiedykolwiek tak bardzo doceni to, że uda jej się znaleźć miłość swojego życia. Wcześniej wydawało się jej, że takie silne uczucie nie ma prawa bytu, że jest to wymysł, opowieści z bajek, tyle, że jej zdanie zmieniło się w momencie, w którym sama tego doświadczyła, wtedy to do niej dotarło. Była szczęśliwa, że miała szansę doznawać tego wszystkiego, że było jej to dane, nie wszyscy bowiem mieli taką możliwość, niektórzy przez całe życie nie znajdowali swojej drugiej połówki.

Zmarszczyła nos, kiedy ją w niego trącił. Nie spodziewała się tego ataku, jak widać powinna być zdecydowanie czujniejsza, zagrożenie czaiło się bowiem wszędzie. - Tak się składa, że nie mam żadnych szalonych planów na tę zimę. - O tym wiedział, miał świadomość, że ten okres wiązał się u niej z przestojem, więc taki wyjazd, gdziekolwiek naprawdę wydawał się jej być bardzo atrakcyjny. - Jeśli możesz sobie pozwolić na urlop, to wiesz, że nie mam żadnych przeciwwskazań, wręcz przeciwnie. - Miała świadomość, że teraz czekał go dosyć intensywny czas w pracy, więc nie chciała go od tego odrywać dla swojego widzimisię, była już duża i potrafiła sobie poradzić z nudą. Nie zamierzała na nią narzekać. Jeśli jednak sam jej to zaproponował, to pewnie oznaczało, że już wszystko przemyślał i miał taką możliwość.

- To ma być polowanie? - Nie musiał tego dla niej robić, wiedziała, że nie był to jeden z jego ulubionych sposobów na spędzanie wolnego czasu. Moligby zająć się czymś innym. - Z tego co się orientuję jest tam rezerwat smoków alpejskich, moglibyśmy pójść je obejrzeć. - Przecież nie musiała od razu zabijać magicznych stworzeń, to nie tak, że tylko tym się zajmowała, lubiła je również oglądać. - Są całkiem słodkie, dużo mniejsze od innych gatunków, nie tak małe jak smoczoogniki, ale też całkiem urocze. - Do tego mieniły się niczym opal, naprawdę było na co popatrzeć.

Wyjazd wydawał się jej być całkiem dobrym pomysłem. Nie miała pojęcia, co skłoniło Ambroisa do rzucenia takie porpozycji, ale naprawdę cieszyła się na samą myśl o tym, że mogliby gdzieś razem wyjechać, to nie tak, że nie spędzali ze sobą ciągle czasu, ale wiadomo, jak to jest. Podczas takich wycieczek można było zupełnie oderwać się od rzeczywistości i nie myśleć o tych codziennych sprawach, popłynąć jeszcze bardziej.

Chrząknęła, kiedy usłyszała jego kolejny komentarz, miała chęć mu się za to odgryźć, ale pozwoliła sobie jedynie na wystawienie języka. Bardzo dojrzałe zachowanie, nie ma co, ale sama sprowokowała go do tego komentarza. - Chodzi mi tylko i wyłącznie o te twoje rośliny, eliksiry i medycynę. - Musiała to sprostować. Zdecydowanie nie uważała się za niedouczoną, ale te dziedziny, którymi on się zajmował nie były jej szczególnie bliskie, było to widać zwłaszcza przy nim, bo on był w tym ekspertem. Nie przeszkadzało jej zupełnie to, że ich zainteresowania były takie różne, każde miało coś, w czym doskonale się odnajdywało, dzięki czemu razem tworzyli całkiem niezły tandem i trudno im było dorównać.

Zaśmiała się, kiedy zaczął mówić o swoich studentach, cóż, była przekonana, że na pewno żaden z nich nie byłby w stanie mu dorównać w żaden sposób, nie było na to szans, jej chłopak był przecież najlepszy z najlepszych. - Jest aż tak źle? - Cóż, nie spodziewała się cudów. Hogwart był tylko etapem przejściowym i nie wydawało jej się, aby jakoś specjalnie przygotowywał uczniów do dorosłego życia, uczyli się tam podstaw, lecz z resztą musieli sobie radzić później. Ona sama nauczyła się wszystkiego poza szkołą, taka była prawda, no może nie wszystkiego, ale tego, co ją konkretnie interesowało. - Myślę, że kto jak kto, ale Flo potrafi utemperować studenta, nie będzie miał z nią lekko, pewnie już nie ma. - Znała doskonale swoją przyjaciółkę i wiedziała, że może sięgnąć po różne metody, aby studenci brali sobie do serca jej polecenia. Nie była łaskawa praktycznie dla nikogo, właściwie z tego, co Yaxleyówna się orientowała to miała więcej cierpliwości jedynie do swoich braci i niej przez wzgląd na długoletnią znajomość. Czasem zdarzało jej się korzystać z usług przyjaciółki, gdy Roisa nie było w pobliżu, zresztą nie z każdym urazem chciała przychodzić do niego, nie musiał wiedzieć o wszystkich momentach, w których coś poszło nie tak.

- Rzodkiewki nie są smaczne. - Skrzywiła się na samą myśl, że musiałaby jakąś zjeść. W sumie temat jadalnych kwiatów nawet ją zainteresował, te nazwy nawet nie brzmiały mocno skomplikowanie. - Dziwny pomysł, ale w sumie ludzie lubią takie niestandardowe rozwiązania, więc pewnie to się sprawdza. - Nie do końca to rozumiała, sama nie przywiązywała wagi do czegoś takiego jak wygląd tortu, najstotniejszy był przecież smak, ale wiedziała, że dla wielu osób miało to spore znaczenie. Niektórzy jedli wzorkiem, czy coś.

- Och, ktoś tu chyba już ma takie doświadczenie za sobą i nie jestem to ja. - Cóż, nie, żeby ją to specjalnie dziwiło. Najczęściej przecież uczyli się na własnych błędach, te informacje też były zdecydowanie najszybciej przyswajane.

- Cóż, całkiem sprytne rozwiązanie, ale wiesz, że nie musiałes pytać, wtedy w ogóle nie byłoby problemu? - To nie tak, że teraz się pojawił, bo oczywiście wybrała tę mniej skomplikowaną opcję. Przewróciła jeszcze jedynie oczami, widząc, że go to bardzo rozbawiło. Sięgnęła po butelkę, którą otworzył i jej wręczył, już miała upić z niej łyka, tyle, że nie zdążyła tego zrobić, bo postanowił poczęstować się sokiem z jeżyn, który został na jej ustach, po raz kolejny ją zaskoczył, nie spodziewała się bowiem, że to zrobi. Postanowiła więc skorzystać z okazji i przy okazji skrać mu całkiem delikatny pocałunek, bo przecież nikt jej tego nie zabroni.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (12018), Geraldine Greengrass-Yaxley (8214)




Wiadomości w tym wątku
[09.1970] Together, forever, nostalgia || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 14.11.2024, 21:10
RE: [09.1970] Together, forever, nostalgia || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 15.11.2024, 00:39
RE: [09.1970] Together, forever, nostalgia || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 15.11.2024, 02:50
RE: [09.1970] Together, forever, nostalgia || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 15.11.2024, 13:42
RE: [09.1970] Together, forever, nostalgia || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 15.11.2024, 21:08
RE: [09.1970] Together, forever, nostalgia || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 16.11.2024, 01:05
RE: [09.1970] Together, forever, nostalgia || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 16.11.2024, 05:05
RE: [09.1970] Together, forever, nostalgia || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 16.11.2024, 23:00
RE: [09.1970] Together, forever, nostalgia || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 17.11.2024, 02:14
RE: [09.1970] Together, forever, nostalgia || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 17.11.2024, 23:48
RE: [09.1970] Together, forever, nostalgia || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 18.11.2024, 02:37
RE: [09.1970] Together, forever, nostalgia || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 18.11.2024, 22:43
RE: [09.1970] Together, forever, nostalgia || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 19.11.2024, 14:16

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa