Mógł dopowiedzieć, że nie tylko dla niej pokaleczył te palce. Że kaleczył je sobie ciągle, nawet o rzeczy, które powinny być gładkie. Kartka papieru była w końcu taka niewinna, a każdy chociaż raz się nią zaciął. Wiedział, że pokaleczył się nawet na nim samym. Nie myślał o Fontaine i nie domyślał się, do kogo mogło to być nawiązanie. Myślami był w ogrodzie. Między różami. Między kwiatami. Myślami wskazywał Flynnowi kwiaty i pytał, które mu się podobają. I czy chce je zerwać. Prezent. Zebranie tamtych kwiatów nie kosztowało jednak tyle czasu, ile czasu kosztuje zrobienie tego dziennika, to prawda, ale Laurent cel miał dokładnie ten sam. Zalać te ostre kanty i wgłębienia po starych ranach żywicą.
Co się odpowiada na takie pytanie? Krótkie, proste, teraz nie potrzebowało żadnych dopowiedzeń. Pytanie było proste - a odpowiedź wcale nie wychyliła się z głębin ciężkiej głowy Laurenta, którego palce ciągle trzymały dłoń Flynna. Przestał je tak zaciskać, ale ten dotyk był jak pomost. Zerwanie go wydawało się tworzyć przepaść, a przepaść była zerwaniem ostatnich nici porozumienia. Co odpowiedzieć? Jak odpowiedzieć inaczej niż tym dotykiem? Spojrzeć na niego? Czy go bardziej nie speszy? Nie zrobi się dziwniej?
- Nie skończyłem go. - Flynn chyba nawet tego nie widział. A może to nawet lepiej - teraz tak się wydawało - będzie miał kartki, które będzie mógł zapełnić czymś... czymkolwiek. Choć podejrzewał, że nie będzie do tego chętny. I to była cała mądrość, jaką teraz miał do powiedzenia: "że go nie skończył". To było takie głupie, ale nie potrafił niczego wyłowić z jeziora swoich myśli, żadnego sensownego zdania, niczego poprawnego, co chciałby mu teraz przekazać. Wszystko się mieszało. Nic do siebie nie pasowało. Nie było takich słów, które dobrze przekazywałyby jego uczucia w tej chwili. - Zamówiłem ostatnio śliczne półki do zamontowania w siodlarni. - Tak, to było ważne. - Jedną z nich mogę podpisać "Crow". - Zabrać, przemontować, kazać umieścić ją gdziekolwiek. - Wiem, że to problematyczne dla ciebie, kiedy go robiłem, nie sądziłem, że twój partner jest taki... aagresywny. - Zawahał się przy tym ostatnim słowie, przez co "a" zostało nieco przeciągnięte. - Nie chcę ci stwarzać więcej problemów. Myślałem, żeby go wyrzucić, ale uznałem, że skoro należy do ciebie, to sam powinieneś zadecydować. - To tylko głupi dziennik. Albo i nie?
Dopalił papieros, napił się herbaty, a złapanie za widelec okupione było dozą cierpiętnictwa. Odszukał spojrzeniem zegarek - wydawało mu się, że wstali o poranku. A może to jakieś dziwne, tutejsze zwyczaje? Spojrzał na ten talerz i chciał powiedzieć "Flynn, ale to jest jajecznica", ale tego nie zrobił. Doprawdy, co za różnica, co to było? Miał skręcony żołądek, kiedy dzielnie zaczął jeść.
- Ty też sądzisz, że jestem głupi? - Można to było ujmować na różne sposoby, ale "niezbyt bystry" dla Laurenta brzmiało jak synonim. A jakże trafne to było, skoro wspomniany został ten wampir!