16.11.2024, 11:11 ✶
Flynn nigdy nie dokończy tego dziennika. Będzie się zastanawiał nad rzeczami, które mógłby tam opisać. Może nawet kiedyś zapisze jakąś kartkę, ale później bardzo precyzyjnie wytnie ją nożem i będzie głęboko żałował tego, że w ogóle spróbował. Przecież nigdy nie uda mu się zrobić tego tak ładnie jak robił to Laurent. Nie potrafił ładnie pisać, robił to z częstymi błędami, mylił litery nawet znając je na pamięć i czytając absurdalne ilości książek. Nie potrafił tak ładnie rysować. Nie miał zmysłu pozwalającego mu na dobranie wszystkiego tak jak on - żeby było ładnie. Czy ten dziennik był kolorowy? Co on mógł do niego wnieść? Szarość grafitu trzymanego w kieszeni ołówka. Krzywe znaki udające pismo. To nie było ładne, to było... Smutne.
- Szkoda - powiedział, odkładając zeszyt na blat. Szkoda, że coś takiego nie zostało dokończone. Jednocześnie nie szkoda, że nie marnował na niego czasu. Definitywnie nie zasłużył na dostawanie takich prezentów. - K-Kończenie takich rzeczy przynosi zwykle satysfakcję. - Kontynuował to właściwie tylko po to, żeby ukryć prawdę o swoich myślach, kompleksach. Jeszcze bardziej nasilonych przez półkę w siodlarni. Bo to było tak dobre podsumowanie tego kim był, jak go traktowano i jak on traktował siebie. Półka w siodlarni. Wydzielony dla niego kawałek regału. Fiery pozwoliła mu trzymać tych kilka przedmiotów nazbieranych przez lata pod łóżkiem. Był dodatkiem do życia innych ludzi, najlepiej takim którym nie trzeba było się zawsze przejmować. A przynajmniej tym się czuł. I oczywiście, że blondyn nie miał nic złego na myśli, Crow nawet domyślał się, że to była kolejna z prób uczynienia ich bliższymi sobie, ale... Dla kogoś kto ciągle żył koncepcją posiadania swojego biurka, swojej przestrzeni i zdążył odkryć w sobie w ogóle potrzebę posiadania go, ta półka w siodlarni brzmiała jak relikt przeszłości, skoro w zasięgu możliwości miał coś o czym marzył jako dziecko uciekające do Londynu - mieszkanie w wielkim mieście, mieście możliwości. Przy kimś na kim mu zależało i z kim się dogadywał. Gdyby jeszcze dało się pozbyć ciepła rozchodzącego się po ciele za każdym razem kiedy Laurent otwierał przy nim usta...
Powinien mu powiedzieć, że to nieaktualne? Że jego agresywny partner był teraz jego agresywnym bratem? Właściwie, to znowu nim był. Może on nie był jego partnerem nigdy, skoro to Crow po trzech latach zapytał go o to czy są razem, a Alexander po trzech miesiącach rozciął to co zdążyli zapleść. Oczekiwał warkocza, nie kołtunu.
Znowu zrobił minę, jakby chciał coś powiedzieć, ale nie mógł. I to była prawda - chciał mówić o Alexandrze. Chciał też mówić o tym, że Laurent mógł sprawiać mu problemy. Rozwiązywanie jego problemów było jedynym do czego mógł się przydać, a on chciał być przydatny. Naprawdę układał już w głowie jakieś pierwsze słowa, w lekkiej panice, bo jeszcze przed chwilą Laurent narzekał jak rzadko się odzywał. Zdenerwował się, przez moment wpatrywał się w sufit próbując odnaleźć tam jakąkolwiek inspirację, a później... Została na niego zrzucona bomba. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że zadrżał.
Dużo się zmieniło przez ten miesiąc. Na początku lipca powiedziałby bez cienia zawahania: tak Laurent, jesteś idiotą. Samo to, że musisz o to pytać świadczy o tym, że jesteś tępy. Dzisiaj coś takiego by mu przez gardło nie przeszło. Owszem, w wielu aspektach oceniłby jego wiedzę poniżej przeciętnej, momentami zbyt łatwo go było przegadać (szczególnie kiedy milczał i te rozmowy odbywały się w jego wyobraźni...), mówił rzeczy tak naiwne i odklejone od rzeczywistości. Ale... Ale... Oczywiście, że zaczął go tłumaczyć. Tłumaczył go tak samo jak tłumaczył faceta który go bił, faceta który dochodził tylko wyzywając go od dziwek, kobietę traktującą go dobrze tylko kiedy dobrze wykonywał swoje zadania. Laurent... Może trochę manipulował... Może... Może zaprosił upiora do swojego domu i kąpał się z nim w wannie, ale...
- Laurent - zaczął. To że nie odpowiedział od razu mówiło chyba samo za siebie, ale pierwszy raz wybiórczy mutyzm stał się jednocześnie jego tarczą - bo można było zakładać różne, niekoniecznie najgorsze rzeczy. Czasami Crow zwyczajnie bał się odezwać. - Są momenty kiedy mówisz rzeczy od których mam ochotę złapać się za głowę. I takie kiedy mówisz coś czego kompletnie nie rozumiem. To znaczy że ty jesteś głupi czy ja?
- Szkoda - powiedział, odkładając zeszyt na blat. Szkoda, że coś takiego nie zostało dokończone. Jednocześnie nie szkoda, że nie marnował na niego czasu. Definitywnie nie zasłużył na dostawanie takich prezentów. - K-Kończenie takich rzeczy przynosi zwykle satysfakcję. - Kontynuował to właściwie tylko po to, żeby ukryć prawdę o swoich myślach, kompleksach. Jeszcze bardziej nasilonych przez półkę w siodlarni. Bo to było tak dobre podsumowanie tego kim był, jak go traktowano i jak on traktował siebie. Półka w siodlarni. Wydzielony dla niego kawałek regału. Fiery pozwoliła mu trzymać tych kilka przedmiotów nazbieranych przez lata pod łóżkiem. Był dodatkiem do życia innych ludzi, najlepiej takim którym nie trzeba było się zawsze przejmować. A przynajmniej tym się czuł. I oczywiście, że blondyn nie miał nic złego na myśli, Crow nawet domyślał się, że to była kolejna z prób uczynienia ich bliższymi sobie, ale... Dla kogoś kto ciągle żył koncepcją posiadania swojego biurka, swojej przestrzeni i zdążył odkryć w sobie w ogóle potrzebę posiadania go, ta półka w siodlarni brzmiała jak relikt przeszłości, skoro w zasięgu możliwości miał coś o czym marzył jako dziecko uciekające do Londynu - mieszkanie w wielkim mieście, mieście możliwości. Przy kimś na kim mu zależało i z kim się dogadywał. Gdyby jeszcze dało się pozbyć ciepła rozchodzącego się po ciele za każdym razem kiedy Laurent otwierał przy nim usta...
Powinien mu powiedzieć, że to nieaktualne? Że jego agresywny partner był teraz jego agresywnym bratem? Właściwie, to znowu nim był. Może on nie był jego partnerem nigdy, skoro to Crow po trzech latach zapytał go o to czy są razem, a Alexander po trzech miesiącach rozciął to co zdążyli zapleść. Oczekiwał warkocza, nie kołtunu.
Znowu zrobił minę, jakby chciał coś powiedzieć, ale nie mógł. I to była prawda - chciał mówić o Alexandrze. Chciał też mówić o tym, że Laurent mógł sprawiać mu problemy. Rozwiązywanie jego problemów było jedynym do czego mógł się przydać, a on chciał być przydatny. Naprawdę układał już w głowie jakieś pierwsze słowa, w lekkiej panice, bo jeszcze przed chwilą Laurent narzekał jak rzadko się odzywał. Zdenerwował się, przez moment wpatrywał się w sufit próbując odnaleźć tam jakąkolwiek inspirację, a później... Została na niego zrzucona bomba. Nawet nie zdawał sobie sprawy z tego, że zadrżał.
Dużo się zmieniło przez ten miesiąc. Na początku lipca powiedziałby bez cienia zawahania: tak Laurent, jesteś idiotą. Samo to, że musisz o to pytać świadczy o tym, że jesteś tępy. Dzisiaj coś takiego by mu przez gardło nie przeszło. Owszem, w wielu aspektach oceniłby jego wiedzę poniżej przeciętnej, momentami zbyt łatwo go było przegadać (szczególnie kiedy milczał i te rozmowy odbywały się w jego wyobraźni...), mówił rzeczy tak naiwne i odklejone od rzeczywistości. Ale... Ale... Oczywiście, że zaczął go tłumaczyć. Tłumaczył go tak samo jak tłumaczył faceta który go bił, faceta który dochodził tylko wyzywając go od dziwek, kobietę traktującą go dobrze tylko kiedy dobrze wykonywał swoje zadania. Laurent... Może trochę manipulował... Może... Może zaprosił upiora do swojego domu i kąpał się z nim w wannie, ale...
- Laurent - zaczął. To że nie odpowiedział od razu mówiło chyba samo za siebie, ale pierwszy raz wybiórczy mutyzm stał się jednocześnie jego tarczą - bo można było zakładać różne, niekoniecznie najgorsze rzeczy. Czasami Crow zwyczajnie bał się odezwać. - Są momenty kiedy mówisz rzeczy od których mam ochotę złapać się za głowę. I takie kiedy mówisz coś czego kompletnie nie rozumiem. To znaczy że ty jesteś głupi czy ja?
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.