- To prawda. - Kończenie takich rzeczy przynosi satysfakcję. Jakże trafne podsumowanie z ust Crowa! Sam był twórcą, projektantem - nie potrafił tylko zaprojektować własnego wnętrza. Za to kreowanie sprawnie działających pułapek i projektowanie kolejnych przejść na Głębokich Ścieżkach wychodziło mu perfekcyjnie. - Nie mógłbym go skończyć. Chciałem go wyrzucić. - Wydawało mu się, że już to powiedział, ale chyba jednak nie. Albo nie. Powiedział. Dosłownie chwilę temu to chyba powiedział? Tak... Zawahał się nad tym, ile rzeczy wypowiedział w myślach, ile z nich nie chciało przejść przez gardło, a ile powinno zostać dopowiedzianych, a nie zostały. Jak to nieśmiałe: "mam też wolny pokój, którego drzwi mogę opatrzyć napisem Flynn Bell". - Ale to byłoby zbyt impulsywne. Chciałem go skończyć. I nie chciałem go wyrzucać. - Czy Flynn potrafił pojąć ten dualizm odczuć? Kiedy nic się nie ze sobą nie zgadza, a jednocześnie pasuje do siebie idealnie? Może nie, bo kiedy Crow czuł gniew to brał wazon i wyrzucał go przez okno. Laurent myślał, że powinien go trzymać, ponieważ... - Cieszę się, że do ciebie dotarł. Chyba choć trochę spełnił swoje zadanie..? - Chyba. Chociaż trochę. Bo wydawał się nim tak zaabsorbowany przez chwilę, jak i zdawał się być większym kłopotem, niż mile widzianym prezentem. Niektórych po prostu nie było warto uszczęśliwiać na siłę. Blondyn miał to w zwyczaju robić za często.
Pytanie-pułapka. Nie to jego - to Flynna. Właściwie to spodziewał się usłyszenia dokładnie tego, co nie przeszło przez gardło Flynna, ale jego pytanie... Wiedział, co chciał przekazać. Mimo to odpowiedź rodziła się sama w głębi głowy. Przez ten krótki moment zeszkliły się jego oczy, ale kiedy uniósł je na Flynna to łzy zdążyły wyschnąć nim w ogóle opuściły powieki. Tu była ta chwila ciszy. To zastanowienie. Cisza ta jednak mu nie przeszkadzała. Rozumiał - Flynn musiał się zastanowić. Przemyśleć. Jak nadać komunikat poprawnie, kiedy jesteś osobą, która tak łatwo w słowach się gubi, wątpi w nie, a potem się denerwuje, kiedy coś mu źle wyszło?
- Dziękuję. - Za próbę i chęci, nawet jeśli wnioski miał przeciwne do tego, co Flynn chciał osiągnąć. Przynajmniej tak mu się wydawało. Że Crow był jakiś inny, jakiś... dogłębnie poruszony. Czymś. Kimś. Sytuacją z wczoraj? Nie pytał, ale czy nie był mu winny wyjaśnień? Znów przeniósł wzrok na swój talerz. - Uważam, że jesteś inteligentny. - Do dzisiaj się wstydził tego, że w pewnym momencie czuł się wręcz jak zwycięzca, kiedy w jednej pierdole nad nim zatriumfował. Z jednym głupim słówkiem.