• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 16 Dalej »
[03.1968] When love takes a detour || Ambroise & Geraldine

[03.1968] When love takes a detour || Ambroise & Geraldine
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#28
17.11.2024, 00:27  ✶  

Wypuściła głośno powietrze, kiedy usłyszała jego odpowiedź. No, nie była ona szczególnie wylewna. W końcu była, była przy nim przez cały ten czas, i najwyraźniej to jej nie wystarczało, może to był ten moment, w którym chciałaby sięgnąć po coś więcej, on chyba jednak nie chciał jej na to pozwolić. Miała po prostu trwać przy jego boku i stanowić oparcie. Czy naprawdę była skłonna dalej zachowywać się w ten sposób, po tym wszystkim? Czuła, że jej potencjał się marnuje, że mogłaby zrobić coś więcej. Szkoda, że nie chciał tego zauważyć. Właściwie to przestały jej chyba wystarczać te argumenty, to pierdolenie, że chodzi tylko i wyłącznie o jej bezpieczeństwo. Nie mógł jej trzymać z dala od wszystkiego przez całe życie, to nie mogło się sprawdzić, zresztą właśnie mieli przykład tego, że nie do końca to działało. Było chujowe, a nadal usilnie próbował się tego trzymać. Powinien zaakceptować to, że naprawdę jest samodzielną, myślącą (no, z tym różnie bywało) osobą, która jest w stanie mu pomóc wtedy, kiedy będzie mu się walił grunt pod nogami. Razem mieliby większe szanse na przetrwanie, dlaczego nie chciał do siebie dopuścić tej myśli? Wkurwiało ją niemiłosiernie to, że tak się przy tym upierał, nie miała pojęcia, czy kiedykolwiek uda jej się jakoś wpłynąć na to, w jaki sposób myślał, raczej nie. Był uparty chyba nawet bardziej od niej, co doprowadzało ją do szewskiej pasji.

- Cóż, to najwyraźniej ani ja nie wierzę tobie, ani ty mi. To trochę komplikuje sprawę. - Mogła ugryźć się w język, jednak nie zamierzała wysłuchiwać tego, że jej nie ufa. Ona też nie do końca wierzyła mu w to, że nic nie pamięta, wręcz przeciwnie była pewna, że chce przed nią coś ukryć. Sam jej przecież o tym powiedział. Niech więc jej teraz nie wyjeżdża z tym, że to on jej nie wierzy. Po prostu przyjęła taką samą postawę jak on, nie była gorsza, również potrafiła zachowywać się w ten sposób, uczyła się od najlepszych, czyż nie?

- Mhm. - Mruknęła jeszcze cicho. Nie była pewna, czy faktycznie to był koniec tej rozmowy, wydawało jej się, że wręcz przeciwnie - dopiero zaczynali, zupełnie nie była z tego powodu zadowolona. Nie chciała tego teraz robić, wolałaby przeczekać, pozwolić na to, żeby te emocje, które zbierały się w niej przez te pięć dni opadły, wtedy na pewno mogłaby zacząć panować nad tym, co miała mu do powiedzenia. Nie chciała powtórki z rozrywki, kłótni pełnej wyrzutów i słów, których nie chciała wypowiadać, wiedziała, że to się na tym skończy, nie mogło być inaczej. Nie, kiedy krew w niej buzowała i paliła ją od środka. To nie wróżyło niczego dobrego.

Chciała podejść do tego odpowiedzialnie, zachować się jak dorosły człowiek, nie pozwolić na to, żeby emocje wzięły nad nią górę. Przeczekać ten najgorszy moment, ale chyba nie miała mieć ku temu możliwości. Najwyraźniej nie obeszłoby się bez strzelania piorunami z oczu i uniesionego tonu głosu, a naprawdę nie chciała tego robić. To nie tak, że chciała zamieść to wszystko pod dywan, miała świadomość, że to też nie przyniosłoby żadnego efektu, prędzej, czy później musiałaby to z siebie wyrzucić, bo za bardzo gryzłoby ją to od środka. Tyle, że też nie czuła, że był to odpowiedni moment na kolejną kłótnię, tak, czuła, że skończy się to niezbyt przyjemnie, chociaż nie chciała do tego doprowadzać.

- Ja pierdole, Roise, kiedy dojdzie do tego, że nie ma twoich, czy moich spraw, są wspólne, szczególnie, gdy znikasz z domu na pięć jebanych dni i nocy. - Nie potrafiła zrozumieć dlaczego nadal tak usilnie próbował to dzielić. Czy naprawdę nie mógł jej zaufać? O co właściwie mu chodziło. Może, gdyby opowiedział jej o wszystkim nieco bardziej zrozumiałaby jego podejście. W tym wypadku błądziła, nie miała pojęcia, co się dzieje, nie znosiła sytuacji, w których nie wiedziała, czego powinna się spodziewać. W tym momencie dokładnie tak było, nic jej nie mówił, nic nie pamiętał, kurwa, odcinał ją od tego wszystkiego, jakby była jakąś popapraną wariatką, która w tej chwili zamierzała wstać i iść się zemścić. To nie tak, że chętnie by tego nie zrobiła, ale miała w sobie jeszcze odrobinę rozsądku i wiedziała, że nie mogła sobie pozwolić na takie irracjonalne decyzje. Kilka lat wcześniej pewnie nie zastanawiałaby się ani chwili, ale teraz była w zupełnie innym miejscu, przez niego, właściwie to dzięki niemu.

- Dobrze rozumiesz. - Cieszyła się, że mają zgodność co do tego, że ta zgodność nie istnieje. Nie tym razem. Musieli najwyraźniej znaleźć inne rozwiązanie, bo nie wierzyła w to, że jeśli porzucą ten temat, to nie wypłynie on za kilka dni, miesięcy robiąc między nimi jeszcze więcej szkody. Musieli się jakoś dogadać. Tego była pewna, nie mogli pozwolić na to, żeby ta jedna sprawa pogrzebała to, co tworzyli przez tyle lat. Zawsze były jakieś rozwiązania, na pewno znajdą je i tym razem.

Starała się od wielu lat informować go o swoich wszystkich planach, naprawdę nie podejmowała już spontanicznych, nieprzemyślanych decyzji, dostosowała się praktycznie całkowicie, dlaczego on nie mógł postąpić podobnie? Dlaczego tak się przed tym bronił, czy ograniczała mu w jakikolwiek sposób jego wolność/ No nie, nie zamierzała tego robić, nie była pojebana, wiedziała, że nie mogłaby mu czegokolwiek zabronić, zresztą nigdy nie chciała tego robić, oczekiwała po prostu odrobinę więcej szczerości, tak, przede wszystkim o to jej chodziło, może też bardziej równego traktowania, bo mógł jej nawijać makaron na uszy, ale wiedziała, kto jest na bardziej uprzywilejowanej pozycji i nie, nie była to ona.

- Czy to moment, w którym powinnam prosić o wybaczenie? To nie są kurewsko niskie tony, tylko stwierdzenie faktów. - Tak, ona widziała to w ten sposób. Postanowiła się tym z nim podzielić, najwyraźniej nie do końca mu się to spodobało. Szkoda, nie zamierzała jednak za to przepraszać, wolała, żeby wiedział, jak ona to widzi. Nie sądziła, że w jakikolwiek sposób to na niego wpłynie, zdecydowanie nie nadawał się dzisiaj do żadnych negocjacji, czy w ogóle kiedykolwiek się nadawał? Musiałaby się nad tym zastanowić.

Miała wrażenie, że to musiało kiedyś eskalować. To jego zniknięcie było ku temu idealnym momentem, bo niby się na to zgodziła, ale od samego początku coś jej nie grało. Wymuszał na niej te wszystkie obietnice o tym, że nie będzie się angażowała w jego sprawy, a sam nigdy nie robił tego samego. Dlaczego on miał luźniejszy łańcuch jeśli o to chodzi, dlaczego to jej założył kaganiec i próbował zmusić do tego, aby trzymała się z daleka. To nie było sprawiedliwe, właśnie zaczęła to dostrzegać. Jeśli miałaby ochotę pójść komuś wpierdolić, na pewno by to zrobiła, czy mu się to podobało, czy nie.

- Nie, kurwa, nie to próbuje dać ci do zrozumienia. - Miała ochotę nim potrząsnąć, nie zrobiła tego jednak, bo bała się, że może zrobić mu krzywdę. Zamiast tego zacisnęła mocno dłonie o poczuła paznokcie, które wbijały jej się w ich wewnętrzną stronę. Na pewno pozostaną jej po tym ślady, w ten sposó radziła sobie z gniewem, wtedy gdy nie mogła odreagować inaczej. - Naprawdę sądzisz, że zrobiłabym coś takiego, żeby cię ukarać? Już raz próbowałam i wiem, że to nie działa. - Pamiętała, jak skończył się jej ostatni podobny pomysł. Nie chciała wracać do tych dni, kiedy czuła się niepewnie, kiedy wydawało jej się, że zaczynają wymykać się sobie z rąk. Wiedziała, że odwrócenie sytuacji nie zadziała, nie była aż tak głupia, żeby w ogóle o tym pomyśleć. - Próbuję ci uświadomić, że samo wyobrażenie sobie tej sytuacji może nie oddać uczuć, które się pojawiają podczas czegoś takiego. - O to jej chodziło, nie zamierzała stawiać go pod ścianą i uczyć go poprzez doświadczenie. Nie chciała znikać z jego życia bez słowa, to byłoby naprawdę bardzo chujowe posunięcie i chociaż miała ochotę utrzeć mu nosa, to nie zrobiłaby tego w taki sposób.

- To było pięć jebanych dni, uwierz mi, że wtedy zaczynasz kwestionować wszystko, bez względu na to, czy masz ku temu powody, czy ich nie masz. Mogłam ci o tym nie mówić. - Tak, mogła się zamknąć, może to była lepsza opcja, nie musiałaby teraz wysłuchiwać tego wszystkiego i tłumaczyć się z tego, dlaczego coś sobie pomyślała, kiedy nie było go tutaj. Nie czuła, żeby opowiadanie o tym, jak się czuła w jakikolwiek pomogło jej się uporać z tym, co tutaj przeżywała, wręcz przeciwnie, zaczęło jej towarzyszyć jeszcze większe poczucie winy, że w ogóle miała śmiałość myśleć o tym w taki sposób, że zwątpiła. Nie powinna tego robić, ale to zrobiła, czy naprawdę miała, aż taki problem z zaufaniem? Nie, nigdy dotąd, tyle, że tkwienie w tym mieszkaniu, bez żadnych informacji spowodowało, że zdecydowanie nie była sobą, nie myślała racjonalnie, do chuja czuła się, jakby zwariowała.

Jej dłonie zaciskały się coraz mocniej, czuła, że nie jest gotowa na tą wymianę zdań, oczy miała zaczerwienione, nie dość, że była zmęczona, to wydawało jej się, że zupełnie niepotrzebnie wywowała tę dyskusję. Bezradność w jej przypadku zazwyczaj przynosiła łzy, walczyła ze sobą, bo zdecydowanie nie chciała się tutaj teraz rozpłakać. Nic jej się przecież nie stało, nic jej nie bolało, może trochę dusza, ale powinna sobie jakoś z tym poradzić. Poczuła szczypanie na wewnętrznej stronie dłoni, przeniosła na nią swój wzrok i ją otworzyła, pojawiła się krew, powinna się tego spodziewać, nie był to pierwszy raz.

- Rozumiem. - Rzuciła cicho, tak dotarło to do niej, tak samo, jak docierało do niej to, że jej obawy jego zdaniem były zupełnie bezpodstawne, może faktycznie postępowała głupio, może nie powinna sobie pozwalać na te wszystkie uczucia, które ją wypełniały. Aktualnie niczego nie była pewna, szczególnie, że zacząl ten swój cały wysryw, może faktycznie była trochę popsuta? Zdarzało się jednak, że ludzie ją zawodzili, nie wiedzieć czemu spodziewała się kolejnego rozczarowania, jakby faktycznie nie zasługiwała na nic więcej, tylko czekała, aż wszystko się spierdoli.

Roise nie był jednak jej kolejnym znajomym, przyjacielem, był kimś bardziej jej bliskim, powinna mieć do niego więcej zaufania, nie tracić go podczas pierwszej takiej sytuacji. Dlaczego więc to zrobiła? Sama nie umiała tego stwierdzić.

Co jeśli nie była w stanie tak żyć? Jeśli nie chciała się zgadzać na dalsze odsuwanie jej od większości spraw, na te ogólniki, które jej dawał. Co jeśli faktycznie nie potrafiła tego przeskoczyć, jeśli chciała wiedzieć, jeśli nie zgadzała się na to, że zabraniał jej się mścić. Co jeśli jednak chciała czegoś więcej? Nie zamierzała tego sprawdzać, już wtedy odpowiadała mu dosyć lakonicznie, bo nie chciała go stracić, nie chciała rezygnować z tego, co mogli razem stworzyć. Zresztą nigdy tego nie żałowała, bo poza niektórymi, drobnymi spięciami żyło im się naprawdę dobrze. Chciała takiej przyszłości, nie zamierzała z niego rezygnować, nigdy. Nie byłaby w stanie tego zrobić, tylko nie do końca jej się podobało to, na co musiała się zgadzać, aby faktycznie wiodła takie życie. Była rozdarta, miotała się, a wiedziała, że nie ma tutaj zbyt wielu opcji. Nie mogła na niego naciskać, bo to by nic nie dało.

- Nie chodzi mi o ryzyko, o to, że istnieje, powinieneś to wiedzieć. - To nigdy nie był dla niej problem, zdawała sobie sprawę z tego, że tak już wyglądały ich życia, bardziej chodziło jej o te wszystkie ograniczenia, niedopowiedzenia, które nadal gdzieś tam istniały, nigdy nie zostały do końca wyjaśnione, może trochę przez nią, bo przecież potakiwała mu tak jak tego oczekiwał, a teraz nieco tego żałowała.

- Dziękuję. - Nie miała pojęcia, jak inaczej miała zareagować na to, co do niej mówił. Trochę przeraził ja natłok słów padających z jego ust, ale może faktycznie to było to, czego potrzebowała, żeby poczuć się pewniej. Trochę na nim to wymusiła, ale zadziałało. Może Roise faktycznie nigdy nie zamierzał jej zostawić, nie może, a na pewno, tak, teraz dotarło to do niej bardzo mocno.

- Cóż, jebany Farciarz jest przykładem, po prostu nie chcę, żebyś skończył jak on. - Tak, o to jej przede wszystkim chodziło. Nie miała pojęcia, czy ktoś szukał Rosiera, kiedy tamten zniknął, czy ktoś go znalazł, raczej nie, zadbali o to, aby nikt go nie znalazł, wybrali naprawdę odpowiedni fragment lasu, w który nikt się nie zapuszczał, nie mógł zostać odnaleziony. Nie chciała, żeby Ambroise skończył jak on, nie mogła się zgodzić na coś takiego. Nie potrafiłaby żyć mając świadomość, że nie wie właściwie, co się z nim stało, jak skończył, kto go zabił, ani gdzie znajduje się jego ciało. Nie poradziłaby sobie z tym, nie umiałaby ruszyć dalej, nie, kiedy łączyło ich takie silne uczucie.

Przewróciła oczami, kiedy usłyszała tę wymówną sugestią. Ochujał do reszty. - Nie ma szans, żebym ci teraz pokazała cycki, może za pięć dni i pięć nocy? - Tak, zupełnie niepotrzebnie postanowiła wrócić do jej nowego, ulubionego okresu czasu. Pięć dni i pięć nocy, będzie to wyciągać, gdy tylko nadarzy się okazja.

- Może kucharz? Całkiem nieźle gotujesz i chyba lubisz to robić? Do tego te ich fartuchy są całkiem podobne do uzdrowicielskich kitli, więc może byś nawet nie za bardzo odczuł zmianę. - Tak, postanowiła pociągnąć ten temat, żeby trochę rozluźnić atmosferę, która zdecydowanie nie należała do przyjemnych. Dobrze im zrobi, jeśli na moment się od tego oderwą i zajmą czymś innym. Potrzebowali odrobiny spokoju, przede wszystkim Roise, ale ona również, zdawała sobie sprawę z tego, że te kilka ostatnich dni i nocy dosyć mocno ją wymęczyło, przede wszystkim psychicznie.

- Smocza ospa brzmi jak coś, co byłabym w stanie zapamiętać, możemy na tym skończyć, bo inaczej pewnie coś poplączę i wymyślę nową chorobę, o której istnieniu nikt wcześniej nie słyszał, a tego zdecydowanie wolelibyśmy uniknąć. - Tak, jeśli mieli kłamać, to w taki sposób, żeby faktycznie nikt nie był w stanie im tego zarzucić. Nie miała pojęcia, co napisze w tych listach, ale na pewno skorzysta z którejś propozycji, którą jej podsunął. Zrobi to później, teraz nie miała zamiaru wychodzić z łóżka.

Mimo tego, że kilka minut wcześniej dosyć mocno się żarli, to nadal nie chciała być nigdzie indziej, tylko u  jego boku, nacieszyć się obecnością mężczyzny, poczuć jego dłonie na swoim ciele i ciepło skóry. Brakowało jej tego przez te kilka ostatnich dni, naprawdę bała się tego, że więcej może nie mieć możliwości przytulenia go.

- Nie będę cię budzić, musisz odpoczywać, poradzę sobie. - Była w stanie znaleźć książkę i wyszukać w niej informacje. Naprawdę nie była, aż taką ignorantką, tyle, że przesunęła to w czasie. Póki co również przymknęła oczy, oddychała w końcu spokojnie, stres powoli zaczął ją opuszczać, uspokajała się, liczyła na to, że te negatywne emocje już do niej nie wrócą, że faktycznie udało jej się ich pozbyć, bo nie chciała wracać do tego, co było.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (31326), Geraldine Greengrass-Yaxley (23949)




Wiadomości w tym wątku
[03.1968] When love takes a detour || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 11.11.2024, 00:36
RE: [03.1968] When love takes a detour || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 11.11.2024, 01:17
RE: [03.1968] When love takes a detour || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 11.11.2024, 04:15
RE: [03.1968] When love takes a detour || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 11.11.2024, 20:11
RE: [03.1968] When love takes a detour || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 11.11.2024, 22:15
RE: [03.1968] When love takes a detour || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 11.11.2024, 23:46
RE: [03.1968] When love takes a detour || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 12.11.2024, 01:38
RE: [03.1968] When love takes a detour || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 12.11.2024, 10:08
RE: [03.1968] When love takes a detour || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 12.11.2024, 13:09
RE: [03.1968] When love takes a detour || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 12.11.2024, 14:34
RE: [03.1968] When love takes a detour || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 12.11.2024, 15:37
RE: [03.1968] When love takes a detour || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 12.11.2024, 22:12
RE: [03.1968] When love takes a detour || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 13.11.2024, 04:20
RE: [03.1968] When love takes a detour || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 13.11.2024, 13:43
RE: [03.1968] When love takes a detour || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 13.11.2024, 16:26
RE: [03.1968] When love takes a detour || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 13.11.2024, 20:45
RE: [03.1968] When love takes a detour || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 13.11.2024, 22:28
RE: [03.1968] When love takes a detour || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 13.11.2024, 23:33
RE: [03.1968] When love takes a detour || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 14.11.2024, 01:46
RE: [03.1968] When love takes a detour || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 14.11.2024, 11:32
RE: [03.1968] When love takes a detour || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 14.11.2024, 15:17
RE: [03.1968] When love takes a detour || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 14.11.2024, 23:51
RE: [03.1968] When love takes a detour || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 15.11.2024, 04:50
RE: [03.1968] When love takes a detour || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 15.11.2024, 15:27
RE: [03.1968] When love takes a detour || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 15.11.2024, 19:24
RE: [03.1968] When love takes a detour || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 15.11.2024, 23:12
RE: [03.1968] When love takes a detour || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 16.11.2024, 16:27
RE: [03.1968] When love takes a detour || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 17.11.2024, 00:27
RE: [03.1968] When love takes a detour || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 17.11.2024, 15:05
RE: [03.1968] When love takes a detour || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 18.11.2024, 01:06
RE: [03.1968] When love takes a detour || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 18.11.2024, 04:20

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa