17.11.2024, 14:09 ✶
Nie uzyskała odpowiedzi, toteż zerknęła w jego kierunku na krótką chwilę. Jak na ironię brak odpowiedzi często jest odpowiedzią samą w sobie. Ktoś był.
Jego pytanie z początku ją zdziwiło. Dopiero po chwili uzmysłowiła sobie, że to jej subiektywne podejście może być przyczyną różnicy poglądów.
-Ja bym była, ale ja jestem zjebana - wyznała wykrzywiając wargi w nieco zniesmaczonym grymasie - Biernie przyglądasz się jak jakaś suka w peruce sprzed epoki bezwstydnie dotyka coś co należy do Ciebie. - zmrużyła ślepia, niemal czując pod skórą jak niewygodne i palące musi być to uczucie - Słyszysz jak twój ukochany z czułością zwraca się do kogoś, kto nie jest tobą, będąc w tym zajebiście przekonujący. Jego ton głosu, tak czuły szepczący wyznania miłości, które przecież należą do ciebie. To dla Ciebie są zarezerwowane jego słowa, jego czułość, jego spojrzenia pełne miłości. To twoje i tylko twoje. - Jej wzrok zawisł na jednej z ram, lustrując uważnie wyżłobienia. Co prawda to nie były jej doświadczenia, takich nie miała, wiedziała po prostu jakby to wyglądało. Znała siebie i była świadoma jak bardzo potrafi jej bić na łeb- Czujesz jakby cię okradli, zabrali coś co należy przecież do Ciebie. Poniżyli. Bo ty nie widzisz w nim postaci mimo starań, ty widzisz w nim swoją północ i południe, swoje słońce i księżyc. Czujesz się zdradzony, próbując jednocześnie wyjaśnić i przekonać siebie, że to przecież nie dzieje się naprawdę. A jednak boli, doprowadza krew do wrzenia - Spojrzała na Baldwina, a na jej twarzy pojawiło się rozbawienie. Świadoma była, że lekko się zapędziła i rozgadała -Jestem zbyt terytorialna na takie cyrki. Może gdybyś zapytał kogoś normalnego to by Ci powiedział "Nie, nie ma powodu do zazdrości", ale zapytałeś mnie - Wyznała, a na jej ustach pojawił się łobuziarski uśmiech. Wiedziała, że to z nią jest problem. Kogoś innego z pewnością rozpierałaby duma widząc ukochaną osobę na scenie, ale nie ją. Zresztą nie tylko z aktorami miała problem, jej facet nie musiał być aktorem aby tą zalała krew i owładnęła chęć mordu. Aktor był tym skrajnie beznadziejnym przypadkiem i nawet ona i jej beznadziejny gust wiedział, aby od tej grupy trzymać się na dystans.
Łazienka jakoś nie zwróciła jej uwagi, gdyż ta była skupiona na blondynie i tym z jaką delikatnością obchodził się z Lindą. To był jeden z tych kontrastów, który rzucał się w oczy tym, którzy chcieli go dostrzec.
Słysząc z jego ust norweski zwrot, którym zwykła go raczyć, nie potrafiła powstrzymać się od uśmiechu.
Cóż jest złego w odrobinie szaleństwa? - Nic, tylko szaleńcy są tak naprawdę coś warci w tym świecie pełnym bezsensownych reguł.
Jednak nim zdążyła chociażby otworzyć usta do jej uszu dotarło jej rodowe nazwisko.
Zajebiście uzależnionym od ojca - Już wtedy doskonale wiedziała o kim mówi blondyn i niejako skamieniała.
Poznali się.
-Charlie.. - mruknęła niemal bezgłośnie, tuż przed tym jak sparodiował jej brata. Ta, to bezsprzecznie brzmiało jak jej Charles. Ślepo zapatrzony, głuchy na argumenty. Ojca kochali oboje, chcieli by był dumny, niby tak samo, a jednak zupełnie inaczej. Charlie na każdym kroku bał się, że go zawiedzie, robił rzeczy aby Richard się nie zawiódł. Zaś Scarlett chciała mu zaimponować. Jej motywacje były pozbawione strachu i mówiły "Spójrz i doceń, daj mi trochę uwagi na którą zasłużyłam".
Zrobiła krok w stronę Malfoya, a następnie usiadła, chcąc pozbyć się upierdliwej perspektywy.
-Jeśli szukasz w moich oczach zagubionego cielęcia, to źle trafiłeś, Baldwienie Malfoy - szepnęła, a lodowe spojrzenie pochwyciło kontakt wzrokowy i ani myślało, aby go utracić - Te dawno temu zdechło porzucone i zgniło niepogrzebane, a teraz nawiedza mnie w snach. - zmrużyła ślepia - Nie przyrównuj mnie do braci, bo jestem zbyt dumna aby kto po mnie deptał, min kjære - mówiła spokojnie, można by rzec zbyt spokojnie.
Charliego kochała bezgranicznie, aczkolwiek nie potrafiła pogodzić się z myślą, że ten dalej skamlał, dalej gloryfikował, po tym jak został poniżony. Nie mogła uwierzyć, że pochylił głowę i dalej ślepo wierzył i ufał. Ona była zbyt dumna aby to zrozumieć.
-Kocham Charliego nad życie, ale nie mogę słuchać o tym jak kolejny raz chyli łeb - mruknęła, krzywiąc się.
A więc Malfoye to artystyczna rodzinka, a przynajmniej Baldwin nie jest jedynym, który ma te czy inne talenty.
Słuchała go uważnie. Obserwując subtelne zmiany jakie zachodziły na jego twarzy. Siostra Stryjeczna musiała być kimś bliskim. A może nie? Może on zwyczajnie życzył innym dobrze? Albo przynajmniej rodzinie.
Strasznie szybko zmieniał mu się nastrój, a ona, niczym cień, zdawała się reagować na każdy z nich.
-Trochę zazdroszczę, tak ciut - rzuciła lekko i spojrzała Linde, która wylądowała na ręczniku, zaraz częściowo znikając opatulona materiałem.
-Hm? - Oderwała wzrok od gryzonia, kolejny raz potykając się spojrzeniem o spojrzenie chłopaka.
-Obawiam się, że prawda mogłaby Cię zawieść - wyznała, opierając się o wannę - Po śmierci mentorki dołączyłam do rodziny, ot cała historia. - mruknęła, zastanawiając się nad czymś krótką chwilę, jednak chyba było to na tyle nieistotne lub niewygodne, iż postanowiła porzucić ów myśl.
-Właściwie... Jesteś stąd, nie? Wyglądasz młodo.. Długo już tu mieszkasz? W sensie w mieszkaniu- dopiero teraz jej wzrok zaczął przesuwać się po ścianach, zastygając spojrzeniem na poszczególnych purchelkach farby, która napęczniała pod wpływem wilgoci - Nie wygodniej by Ci było mieszkać ze starymi? - zapytała, chociaż sama nie wiedziała dlaczego. Ona też była młoda, a rozglądała się za nowym lokum. W końcu pomaga to uniknąć niewygodnych pytań. Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal - Chociaż... może to głupie pytanie. Dobrze jest żyć poza zasięgiem wzroku starszch.
Jego pytanie z początku ją zdziwiło. Dopiero po chwili uzmysłowiła sobie, że to jej subiektywne podejście może być przyczyną różnicy poglądów.
-Ja bym była, ale ja jestem zjebana - wyznała wykrzywiając wargi w nieco zniesmaczonym grymasie - Biernie przyglądasz się jak jakaś suka w peruce sprzed epoki bezwstydnie dotyka coś co należy do Ciebie. - zmrużyła ślepia, niemal czując pod skórą jak niewygodne i palące musi być to uczucie - Słyszysz jak twój ukochany z czułością zwraca się do kogoś, kto nie jest tobą, będąc w tym zajebiście przekonujący. Jego ton głosu, tak czuły szepczący wyznania miłości, które przecież należą do ciebie. To dla Ciebie są zarezerwowane jego słowa, jego czułość, jego spojrzenia pełne miłości. To twoje i tylko twoje. - Jej wzrok zawisł na jednej z ram, lustrując uważnie wyżłobienia. Co prawda to nie były jej doświadczenia, takich nie miała, wiedziała po prostu jakby to wyglądało. Znała siebie i była świadoma jak bardzo potrafi jej bić na łeb- Czujesz jakby cię okradli, zabrali coś co należy przecież do Ciebie. Poniżyli. Bo ty nie widzisz w nim postaci mimo starań, ty widzisz w nim swoją północ i południe, swoje słońce i księżyc. Czujesz się zdradzony, próbując jednocześnie wyjaśnić i przekonać siebie, że to przecież nie dzieje się naprawdę. A jednak boli, doprowadza krew do wrzenia - Spojrzała na Baldwina, a na jej twarzy pojawiło się rozbawienie. Świadoma była, że lekko się zapędziła i rozgadała -Jestem zbyt terytorialna na takie cyrki. Może gdybyś zapytał kogoś normalnego to by Ci powiedział "Nie, nie ma powodu do zazdrości", ale zapytałeś mnie - Wyznała, a na jej ustach pojawił się łobuziarski uśmiech. Wiedziała, że to z nią jest problem. Kogoś innego z pewnością rozpierałaby duma widząc ukochaną osobę na scenie, ale nie ją. Zresztą nie tylko z aktorami miała problem, jej facet nie musiał być aktorem aby tą zalała krew i owładnęła chęć mordu. Aktor był tym skrajnie beznadziejnym przypadkiem i nawet ona i jej beznadziejny gust wiedział, aby od tej grupy trzymać się na dystans.
Łazienka jakoś nie zwróciła jej uwagi, gdyż ta była skupiona na blondynie i tym z jaką delikatnością obchodził się z Lindą. To był jeden z tych kontrastów, który rzucał się w oczy tym, którzy chcieli go dostrzec.
Słysząc z jego ust norweski zwrot, którym zwykła go raczyć, nie potrafiła powstrzymać się od uśmiechu.
Cóż jest złego w odrobinie szaleństwa? - Nic, tylko szaleńcy są tak naprawdę coś warci w tym świecie pełnym bezsensownych reguł.
Jednak nim zdążyła chociażby otworzyć usta do jej uszu dotarło jej rodowe nazwisko.
Zajebiście uzależnionym od ojca - Już wtedy doskonale wiedziała o kim mówi blondyn i niejako skamieniała.
Poznali się.
-Charlie.. - mruknęła niemal bezgłośnie, tuż przed tym jak sparodiował jej brata. Ta, to bezsprzecznie brzmiało jak jej Charles. Ślepo zapatrzony, głuchy na argumenty. Ojca kochali oboje, chcieli by był dumny, niby tak samo, a jednak zupełnie inaczej. Charlie na każdym kroku bał się, że go zawiedzie, robił rzeczy aby Richard się nie zawiódł. Zaś Scarlett chciała mu zaimponować. Jej motywacje były pozbawione strachu i mówiły "Spójrz i doceń, daj mi trochę uwagi na którą zasłużyłam".
Zrobiła krok w stronę Malfoya, a następnie usiadła, chcąc pozbyć się upierdliwej perspektywy.
-Jeśli szukasz w moich oczach zagubionego cielęcia, to źle trafiłeś, Baldwienie Malfoy - szepnęła, a lodowe spojrzenie pochwyciło kontakt wzrokowy i ani myślało, aby go utracić - Te dawno temu zdechło porzucone i zgniło niepogrzebane, a teraz nawiedza mnie w snach. - zmrużyła ślepia - Nie przyrównuj mnie do braci, bo jestem zbyt dumna aby kto po mnie deptał, min kjære - mówiła spokojnie, można by rzec zbyt spokojnie.
Charliego kochała bezgranicznie, aczkolwiek nie potrafiła pogodzić się z myślą, że ten dalej skamlał, dalej gloryfikował, po tym jak został poniżony. Nie mogła uwierzyć, że pochylił głowę i dalej ślepo wierzył i ufał. Ona była zbyt dumna aby to zrozumieć.
-Kocham Charliego nad życie, ale nie mogę słuchać o tym jak kolejny raz chyli łeb - mruknęła, krzywiąc się.
A więc Malfoye to artystyczna rodzinka, a przynajmniej Baldwin nie jest jedynym, który ma te czy inne talenty.
Słuchała go uważnie. Obserwując subtelne zmiany jakie zachodziły na jego twarzy. Siostra Stryjeczna musiała być kimś bliskim. A może nie? Może on zwyczajnie życzył innym dobrze? Albo przynajmniej rodzinie.
Strasznie szybko zmieniał mu się nastrój, a ona, niczym cień, zdawała się reagować na każdy z nich.
-Trochę zazdroszczę, tak ciut - rzuciła lekko i spojrzała Linde, która wylądowała na ręczniku, zaraz częściowo znikając opatulona materiałem.
-Hm? - Oderwała wzrok od gryzonia, kolejny raz potykając się spojrzeniem o spojrzenie chłopaka.
-Obawiam się, że prawda mogłaby Cię zawieść - wyznała, opierając się o wannę - Po śmierci mentorki dołączyłam do rodziny, ot cała historia. - mruknęła, zastanawiając się nad czymś krótką chwilę, jednak chyba było to na tyle nieistotne lub niewygodne, iż postanowiła porzucić ów myśl.
-Właściwie... Jesteś stąd, nie? Wyglądasz młodo.. Długo już tu mieszkasz? W sensie w mieszkaniu- dopiero teraz jej wzrok zaczął przesuwać się po ścianach, zastygając spojrzeniem na poszczególnych purchelkach farby, która napęczniała pod wpływem wilgoci - Nie wygodniej by Ci było mieszkać ze starymi? - zapytała, chociaż sama nie wiedziała dlaczego. Ona też była młoda, a rozglądała się za nowym lokum. W końcu pomaga to uniknąć niewygodnych pytań. Czego oczy nie widzą tego sercu nie żal - Chociaż... może to głupie pytanie. Dobrze jest żyć poza zasięgiem wzroku starszch.