18.11.2024, 02:43 ✶
Przesadził. To jak bardzo zaczynało boleć go ciało przypominało, że nawet on posiadał swoje limity i pozwolił sobie na ich zbyt nierozważne przekroczenie. Nie doszedł do tragicznego momentu, w którym utknęliby tu na dłuższy czas, ale z takim doświadczeniem posiadał wiedzę, aby rozumieć, że nie powinien robić tego co przed chwilą zrobił. Nie w takim natężeniu i chaosie. Tylko że nie brak wiedzy go tutaj zaprowadził lecz impulsywność.
Miał zdarte gardło, zasapany, zziajany i spocony osunął się po drzwiach na ziemię, pozostawiając na nich nieelegancką, nieco paskudną smugę. Czuł się z samym sobą, jakby dorzucał węgiel do pieca w hucie - zalewały go fale nieprzyjemnego gorąca, dusił się wdychanym powietrzem, niebo zdawało się go dzisiaj oślepiać jak rozżarzone węgle, chociaż nie wydawało mu się, że widzi na nim słońce. Kamienie i ziemia nie były wygodne, szczególnie nie w pozycji, w jakiej się znalazł, ale gówno go to obchodziło.
Wdech i wydech. Wdech i wydech.
Powoli powracał do otaczającej go rzeczywistości.
- Wyglądam ci... na- - Sapnął. - Szczęśliwego? - Stęknął. - To nie jest... mówienie prosto... - Zadygotał. - To jest... - Ta rzeczywistość, do której powracał, nie była przyjemna, ale doprowadził się do stanu takiej dezorientacji, żeby chociaż chwilowo nie zwracać na to uwagi. - Ty tak k-kurwa mącisz... - I to nie miało znaczenia, że on też miał sporo za uszami. - Kochasz mnie? - Oczywiście - wymierzył w niego cios największym słowem, jakie odnalazł w słowniku. Dopiero później mierzył niżej. - Albo chociaż... - Ale wcale nie bardzo nisko. - Lubisz... - Tyle wspólnych godzin i tyle rozterek - co wypada, a czego nie, kto będzie cierpiał jeżeli chwyci go za rękę, a kto zatriumfuje. Te rozmyślenia były puste. Tak piekielnie puste. - Chcesz... spędzać ze mną czas? - Oddychał spokojniej, nie było w tym już takiej gwałtowności. - Czy chcesz... Ten pieprzony dom... - Albo przynajmniej altanę ze szkicu. - Jest ktoś kto pieprzy cię lepiej niż ja? - Zawahał się. - Kupuje ładniejsze pierścionki? - Nie odważył się powiedzieć - ktoś kto miesza ci w głowie bardziej niż ja, ale to być może dlatego, że znał odpowiedź na to pytanie - nie. Był w tym absolutnym, najbardziej toksycznym specjalistą. - To jest mówienie prosto.
Miał zdarte gardło, zasapany, zziajany i spocony osunął się po drzwiach na ziemię, pozostawiając na nich nieelegancką, nieco paskudną smugę. Czuł się z samym sobą, jakby dorzucał węgiel do pieca w hucie - zalewały go fale nieprzyjemnego gorąca, dusił się wdychanym powietrzem, niebo zdawało się go dzisiaj oślepiać jak rozżarzone węgle, chociaż nie wydawało mu się, że widzi na nim słońce. Kamienie i ziemia nie były wygodne, szczególnie nie w pozycji, w jakiej się znalazł, ale gówno go to obchodziło.
Wdech i wydech. Wdech i wydech.
Powoli powracał do otaczającej go rzeczywistości.
- Wyglądam ci... na- - Sapnął. - Szczęśliwego? - Stęknął. - To nie jest... mówienie prosto... - Zadygotał. - To jest... - Ta rzeczywistość, do której powracał, nie była przyjemna, ale doprowadził się do stanu takiej dezorientacji, żeby chociaż chwilowo nie zwracać na to uwagi. - Ty tak k-kurwa mącisz... - I to nie miało znaczenia, że on też miał sporo za uszami. - Kochasz mnie? - Oczywiście - wymierzył w niego cios największym słowem, jakie odnalazł w słowniku. Dopiero później mierzył niżej. - Albo chociaż... - Ale wcale nie bardzo nisko. - Lubisz... - Tyle wspólnych godzin i tyle rozterek - co wypada, a czego nie, kto będzie cierpiał jeżeli chwyci go za rękę, a kto zatriumfuje. Te rozmyślenia były puste. Tak piekielnie puste. - Chcesz... spędzać ze mną czas? - Oddychał spokojniej, nie było w tym już takiej gwałtowności. - Czy chcesz... Ten pieprzony dom... - Albo przynajmniej altanę ze szkicu. - Jest ktoś kto pieprzy cię lepiej niż ja? - Zawahał się. - Kupuje ładniejsze pierścionki? - Nie odważył się powiedzieć - ktoś kto miesza ci w głowie bardziej niż ja, ale to być może dlatego, że znał odpowiedź na to pytanie - nie. Był w tym absolutnym, najbardziej toksycznym specjalistą. - To jest mówienie prosto.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.