18.11.2024, 10:45 ✶
Gdy roślina została oddzielona płachtą, odetchnęła z ulgą. Chociaż jeden problem został przykryty - być może zlepili go na ślinę, ale jako tako działało. Drzewko wiggenowe nie miało oczu, ale w jakiś sposób reagowało na obecność nie tylko innych roślin, więc chociaż tak mogli zadziałać.
- Zobaczymy - powiedziała cicho, odkładając różdżkę na stolik. Sięgnęła za to po skalpel - jeden z kilku, które były przykryte czystą warstwą materiału. Miękko i ostrożnie odsłoniła ostre jak brzytwa narzędzia, uważając żeby się nie skaleczyć. Jej szczupłe palce ostrożnie ujęły rękojeść najmniejszego skalpela, a następnie Greengrassówna podeszła do pierwszego z brzegu drzewka, które nie wykazywało oznak "życia" w zwierzęcym tego słowa znaczeniu. Westchnęła, a potem sięgnęła po okrągły pojemniczek na próbki. Pod stołem znajdował się magiczny mikroskop, ale go na razie nie wyciągała: najpierw chciała spróbować uciąć kawałek kory, a potem liścia, osobno też gałązki.
Pracowała z precyzją, godną magibotanika. Wszystkie jej ruchy były przemyślane i dokładne, nawet jej ręka nie zadrżała, gdy wykonywała pierwsze cięcie, a potem drugie, wolną dłonią odkładając wszystko do pojemniczka.
- Jak nasza druga roślina? Wyjmiesz mikroskop? - zapytała, z uwagą obserwując nadmiar soków, który się pojawił w miejscu nacięć. Było go dużo, dużo więcej niż powinno. - Widzisz to? Dużo więcej soków. Normalnie jest go o połowę mniej. Pobierzesz próbkę?
Sama nie mogła wszystkiego robić, miała już zajęte obie ręce.
- Zobaczymy - powiedziała cicho, odkładając różdżkę na stolik. Sięgnęła za to po skalpel - jeden z kilku, które były przykryte czystą warstwą materiału. Miękko i ostrożnie odsłoniła ostre jak brzytwa narzędzia, uważając żeby się nie skaleczyć. Jej szczupłe palce ostrożnie ujęły rękojeść najmniejszego skalpela, a następnie Greengrassówna podeszła do pierwszego z brzegu drzewka, które nie wykazywało oznak "życia" w zwierzęcym tego słowa znaczeniu. Westchnęła, a potem sięgnęła po okrągły pojemniczek na próbki. Pod stołem znajdował się magiczny mikroskop, ale go na razie nie wyciągała: najpierw chciała spróbować uciąć kawałek kory, a potem liścia, osobno też gałązki.
Pracowała z precyzją, godną magibotanika. Wszystkie jej ruchy były przemyślane i dokładne, nawet jej ręka nie zadrżała, gdy wykonywała pierwsze cięcie, a potem drugie, wolną dłonią odkładając wszystko do pojemniczka.
- Jak nasza druga roślina? Wyjmiesz mikroskop? - zapytała, z uwagą obserwując nadmiar soków, który się pojawił w miejscu nacięć. Było go dużo, dużo więcej niż powinno. - Widzisz to? Dużo więcej soków. Normalnie jest go o połowę mniej. Pobierzesz próbkę?
Sama nie mogła wszystkiego robić, miała już zajęte obie ręce.