18.11.2024, 13:59 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.11.2024, 15:56 przez Charlotte Kelly.)
Pod edycję, charyzma
– Jessie, skarbie, nigdy nie zaadaptowałabym podrzutka Potterów. Na pewno byłby Gryfonem.
Nie żeby jej mąż i najlepszy przyjaciel byli Gryfonami. Skąd. Ani trochę. A może zaraz, byli, i właśnie dlatego doskonale wiedziała, co mówi, prawda? Nie popełnia się kolejny raz tych samych błędów.
Charlotte machnęła różdżką, wyczarowując kolejny, ciepły powiew, by napełnić nim mieszkanie. Jak każda magia, miał za jakiś czas przeminąć, ale pani Kelly miała nadzieję, że opóźni nieco przemianę ich mieszkania w Antarktydę.
Znikła na moment w swoim pokoju, by wypuścić sowę. Okno zresztą zostawiła szeroko otwarte, bo na zewnątrz było gorąco, a tutaj robiło się coraz zimniej i liczyła, że ciepło lecące z zewnątrz w połączeniu z jej czarem ułatwi nieco zwalczenie zimna, opanowującego mieszkanie.
– Niestety, obawiam się, że ten lód może zostawić ślady na ścianach, dlatego spodziewam się możliwego malowania… och, przestań się drzeć!!! – zawołała, kiedy z każdym słowem musiała podnosić głos coraz bardziej i bardziej, aby dało się usłyszeć, co mówiła, gdy duch… tak. Wydzierał się, dając głośno upust swojemu niezadowoleniu.
Charlotte wydarła się więc głośniej i chyba na moment zakłopotała tym nieco ducha, bo faktycznie się zamknął.
– No, wreszcie – stwierdziła z satysfakcją, wychodząc ze swojego pokoju, z drugą torbą w ręku. Starannie zamknęła za sobą drzwi, bo to też pomagało w ochranianiu pomieszczenia przez chłodem. – Cóż… nie dziwi cię to prawdopodobnie dlatego, że mieszkasz z egzorcystką i wywoływaczką duchów. Dziś ten pojemnik miał trafić do Ministerstwa, do Departamentu Tajemnic – powiedziała Charlotte, nieco krzywym spojrzeniem mierząc psiaka, którego Jasper trzymał w ramionach. Oczywiście, Rita po prostu złapie ducha z powrotem do pojemnika – Charlotte przyszło do głowy, że powinna pewnie też zainteresować się egzorcyzmami – więc i tak duch trafi tam, gdzie powinien, ale wciąż trochę to kobietę irytowało…
– Theo, zabierz lepiej swoje notatki, inaczej twoja praca gotowa zamknąć. Na co macie ochotę? Ja płacę – rzuciła Charlotte, zanim wyszła z mieszkania…
Rzut Z 1d100 - 46
Sukces!
Sukces!
– Jessie, skarbie, nigdy nie zaadaptowałabym podrzutka Potterów. Na pewno byłby Gryfonem.
Nie żeby jej mąż i najlepszy przyjaciel byli Gryfonami. Skąd. Ani trochę. A może zaraz, byli, i właśnie dlatego doskonale wiedziała, co mówi, prawda? Nie popełnia się kolejny raz tych samych błędów.
Charlotte machnęła różdżką, wyczarowując kolejny, ciepły powiew, by napełnić nim mieszkanie. Jak każda magia, miał za jakiś czas przeminąć, ale pani Kelly miała nadzieję, że opóźni nieco przemianę ich mieszkania w Antarktydę.
Znikła na moment w swoim pokoju, by wypuścić sowę. Okno zresztą zostawiła szeroko otwarte, bo na zewnątrz było gorąco, a tutaj robiło się coraz zimniej i liczyła, że ciepło lecące z zewnątrz w połączeniu z jej czarem ułatwi nieco zwalczenie zimna, opanowującego mieszkanie.
– Niestety, obawiam się, że ten lód może zostawić ślady na ścianach, dlatego spodziewam się możliwego malowania… och, przestań się drzeć!!! – zawołała, kiedy z każdym słowem musiała podnosić głos coraz bardziej i bardziej, aby dało się usłyszeć, co mówiła, gdy duch… tak. Wydzierał się, dając głośno upust swojemu niezadowoleniu.
Charlotte wydarła się więc głośniej i chyba na moment zakłopotała tym nieco ducha, bo faktycznie się zamknął.
– No, wreszcie – stwierdziła z satysfakcją, wychodząc ze swojego pokoju, z drugą torbą w ręku. Starannie zamknęła za sobą drzwi, bo to też pomagało w ochranianiu pomieszczenia przez chłodem. – Cóż… nie dziwi cię to prawdopodobnie dlatego, że mieszkasz z egzorcystką i wywoływaczką duchów. Dziś ten pojemnik miał trafić do Ministerstwa, do Departamentu Tajemnic – powiedziała Charlotte, nieco krzywym spojrzeniem mierząc psiaka, którego Jasper trzymał w ramionach. Oczywiście, Rita po prostu złapie ducha z powrotem do pojemnika – Charlotte przyszło do głowy, że powinna pewnie też zainteresować się egzorcyzmami – więc i tak duch trafi tam, gdzie powinien, ale wciąż trochę to kobietę irytowało…
– Theo, zabierz lepiej swoje notatki, inaczej twoja praca gotowa zamknąć. Na co macie ochotę? Ja płacę – rzuciła Charlotte, zanim wyszła z mieszkania…
Koniec sesji