22.01.2023, 19:49 ✶
Spojrzała na brata wyraźnie zszokowana. Przyczyny jej oburzenia stały się jasne, gdy się odezwała.
I nie. Wcale nie chodziło o słowa o ciuchach.
- Przeczytałam Władcę Pierścieni, gdy miałam dwanaście lat, Narnię niedługo później, i to są Opowieści z Narnii, nie Baśnie o Narnii! Ostatnio to przerobiłam najnowszą książkę Franka Herberta – sprostowała, klepiąc go nawet lekko w rękę, jakby uważała, że zasłużyć na karę za wygłaszane herezje. – A ty nie dyskryminuj ładnych chłopców – rzuciła w stronę Rokwooda. Puściłaby jego słowa pomimo uszu, bo nawet przez sekundę nie potrafiłaby potraktować takiej uwagi poważnie, gdyby nie wyłapała podejrzliwego spojrzenia brata. Erikowi chyba ostatnio zaczynało przeszkadzać, że Brenna jest typem dziewczyny absolutnie nie przyciągającym uwagi mężczyzn, i w dodatku absolutnie tej nie poszukującym.
Biedna, nie miała pojęcia, że wynikało to trochę z tego, że chyba chciał odwrócić uwagę rodziny od samego siebie i tego, że ciągnęło go do randek z mężczyzną, nie kobietą.
- Nie patrz tak na mnie, braciszku, to tylko żart. Nie lubię tłoku, a wszystkich dziewczyn i chłopców Charliego nie dałoby się zmieścić pewnie nawet w szafie mamy – powiedziała, posyłając Erikowi promienny uśmiech. Wobec kogoś innego nie pozwoliłaby sobie na taki żart tuż po tym, jak stracił bliskie osoby. Ale Rokwood sprawiał wrażenie, jakby było mu wręcz łatwiej, gdy rezygnowało się przed nim z powagi. I tak ugryzła się w język, by nie dodać jeszcze coś o tym, że nie ma mowy, by umawiała się z dziećmi. To mógłby wziąć już do siebie.
Do przemyśleń Erika o siatce znajomych Brenna mogłaby dodać jeszcze coś w stylu: mamy masę znajomych, bo jestem pajacem i potrafię podejść do obcego człowieka, a potem zaprosić go na obiad. To znaczy teraz już trochę rzadziej, bo może okazać się szpiegiem Voldemorta, ale kiedyś robiłam takie rzeczy regularnie.
Nie wiedziała jednak, co chodziło im po głowach, nijak więc nie mogła tego skomentować.
- Myślę, że Nora pokaże ci co i jak, a później głównie będziesz podawał rzeczy klientom i odbierał zapłatę. Jeśli jesteś w stanie w miarę szybko liczyć, to już sporo. A w kawiarni pewnie przyda się mężczyzna…
Za dnia w końcu ludzie przychodzili tam głównie po słodycze, ale wieczorami mogła trafić się różna klientela. I chociaż dzięki magii nawet niska kobieta mogła być niebezpieczna, to Brennie zdawało się, że wielu czarodziejów ma w głowie zakodowane, że to barczysty mężczyzna jest groźniejszy. Choć w ich świecie rzadko bito się przecież na pięści.
- Och, mama i Dora płakałyby nad pelargoniami, zajmę się więc tymi grządkami sama – parsknęła, bez protestów wręczając Charliemu kapelusze. – Jeśli interesuje cię coś jeszcze, to w sąsiednim pokoju tuż przy drzwiach jest kupka kartonów z przedmiotami, które chcę wyrzucić. Po lewej. W głębi pod oknem ułożyłam te, które mogą, ale nie muszą się przydać, w nich też możesz dowolnie grzebać – poinstruowała. Te, które uznała za potencjalnie przydatne i zamierzała wykorzystać albo wiedziała, że pewnie kiedyś będą jeszcze użyte, ułożyła gdzieś indziej. – Czy te mogę wynieść, czy zamierzasz w nich chodzić? – dodała poważnie, demonstrując kapelusz z sępem oraz drugi, zeżarty przez mole.
I nie. Wcale nie chodziło o słowa o ciuchach.
- Przeczytałam Władcę Pierścieni, gdy miałam dwanaście lat, Narnię niedługo później, i to są Opowieści z Narnii, nie Baśnie o Narnii! Ostatnio to przerobiłam najnowszą książkę Franka Herberta – sprostowała, klepiąc go nawet lekko w rękę, jakby uważała, że zasłużyć na karę za wygłaszane herezje. – A ty nie dyskryminuj ładnych chłopców – rzuciła w stronę Rokwooda. Puściłaby jego słowa pomimo uszu, bo nawet przez sekundę nie potrafiłaby potraktować takiej uwagi poważnie, gdyby nie wyłapała podejrzliwego spojrzenia brata. Erikowi chyba ostatnio zaczynało przeszkadzać, że Brenna jest typem dziewczyny absolutnie nie przyciągającym uwagi mężczyzn, i w dodatku absolutnie tej nie poszukującym.
Biedna, nie miała pojęcia, że wynikało to trochę z tego, że chyba chciał odwrócić uwagę rodziny od samego siebie i tego, że ciągnęło go do randek z mężczyzną, nie kobietą.
- Nie patrz tak na mnie, braciszku, to tylko żart. Nie lubię tłoku, a wszystkich dziewczyn i chłopców Charliego nie dałoby się zmieścić pewnie nawet w szafie mamy – powiedziała, posyłając Erikowi promienny uśmiech. Wobec kogoś innego nie pozwoliłaby sobie na taki żart tuż po tym, jak stracił bliskie osoby. Ale Rokwood sprawiał wrażenie, jakby było mu wręcz łatwiej, gdy rezygnowało się przed nim z powagi. I tak ugryzła się w język, by nie dodać jeszcze coś o tym, że nie ma mowy, by umawiała się z dziećmi. To mógłby wziąć już do siebie.
Do przemyśleń Erika o siatce znajomych Brenna mogłaby dodać jeszcze coś w stylu: mamy masę znajomych, bo jestem pajacem i potrafię podejść do obcego człowieka, a potem zaprosić go na obiad. To znaczy teraz już trochę rzadziej, bo może okazać się szpiegiem Voldemorta, ale kiedyś robiłam takie rzeczy regularnie.
Nie wiedziała jednak, co chodziło im po głowach, nijak więc nie mogła tego skomentować.
- Myślę, że Nora pokaże ci co i jak, a później głównie będziesz podawał rzeczy klientom i odbierał zapłatę. Jeśli jesteś w stanie w miarę szybko liczyć, to już sporo. A w kawiarni pewnie przyda się mężczyzna…
Za dnia w końcu ludzie przychodzili tam głównie po słodycze, ale wieczorami mogła trafić się różna klientela. I chociaż dzięki magii nawet niska kobieta mogła być niebezpieczna, to Brennie zdawało się, że wielu czarodziejów ma w głowie zakodowane, że to barczysty mężczyzna jest groźniejszy. Choć w ich świecie rzadko bito się przecież na pięści.
- Och, mama i Dora płakałyby nad pelargoniami, zajmę się więc tymi grządkami sama – parsknęła, bez protestów wręczając Charliemu kapelusze. – Jeśli interesuje cię coś jeszcze, to w sąsiednim pokoju tuż przy drzwiach jest kupka kartonów z przedmiotami, które chcę wyrzucić. Po lewej. W głębi pod oknem ułożyłam te, które mogą, ale nie muszą się przydać, w nich też możesz dowolnie grzebać – poinstruowała. Te, które uznała za potencjalnie przydatne i zamierzała wykorzystać albo wiedziała, że pewnie kiedyś będą jeszcze użyte, ułożyła gdzieś indziej. – Czy te mogę wynieść, czy zamierzasz w nich chodzić? – dodała poważnie, demonstrując kapelusz z sępem oraz drugi, zeżarty przez mole.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.