18.11.2024, 17:38 ✶
Od razu dało się wyczuć, że Flynnowi nie podobało się to gadanie o zmianach, o ich oczywistości. Wzdychał inaczej, zaciskał palce na jego boku i nie komentował tego otwarcie, ale coś przecież musiało być nie tak. On beznadziejnie udawał. Od razu przestawało dziwić to jak się ubierał - wysyłał komunikaty sprzeczne z tym jak wyglądały jego psie oczy. Gdyby ubierał się jak wszyscy, byłby mordercą wyglądającym jak przerażony, wiecznie skołowany szczeniak.
Logiczne tłumaczenie takich rzeczy. Tu już nawet nie chodziło o brak pełnego obrazu, tu chodziło o próbę wyjaśniania tego logicznymi argumentami. Emocje nie były logiczne. Emocje w dupie miały nieuchronność upływu czasu i nadchodzące wraz z nim zmiany, przynajmniej w tym kontekście.
- Cały czas się boję - między innymi tego, że przyznał się do strachu. Nie powinien. Tak samo jak nie powinien przyznawać się do swoich słabości. Posiadał ich aż dwie i cokolwiek świat chciał o tym uważać, miał to w dupie - uczucie topienia się od ich spojrzenia mogło czynić go desperatem. Co z tego, że nim był? Dlaczego miałby się wstydzić tego, że ktoś trzymał go na smyczy? On im pomagał przypinać ten łańcuch do nadgarstka dla pewności, gdyby przypadkiem zechcieli go zgubić. - Ale... - Znów się poruszył. Poprawił to w jaki sposób siedzieli i znów serce zabiło mu mocniej. - Ty dobrze wiesz gdzie znajduje się mój interes, bo znajduje się pod twoimi nogami. - Znajdował się blisko tonu, którym flirtował, ale to nie było dokładnie to samo. - Jesteś kimś, kto chyba rozumie tę część mnie. Ja dobrze wiem, że to lubisz. Robienie z nas kompletnych debili, kiedy tylko pojawiasz się w zasięgu wzroku. Wiem, że tam są inni, że... - że się im oddajesz i nazywasz się dziwką bo to co na Ścieżkach było iskrą, dzisiaj było w twoim ciele pożarem. - Ugh, chodzi o to, że... - Że to absolutnie uwielbiał. Bycie zdominowanym życiowo tak jak on dominował ludzi w łóżku.
Przesunął palcami dłoni, która nie trzymała go za biodro po jego skroni i policzku. Odgarnęła mu z twarzy kosmyk włosów.
- Jesteś idealny. Jesteś pieprzonym arcydziełem. Nie opuszczasz moich myśli. Jesteś... Całkowicie wart tych wszystkich spojrzeń i... - Nabrał powietrza. Głośno, głęboko. Próbował się do czegoś w sobie zebrać, jednocześnie wydawało mu się, że to wcale nie jest dobry moment.
Logiczne tłumaczenie takich rzeczy. Tu już nawet nie chodziło o brak pełnego obrazu, tu chodziło o próbę wyjaśniania tego logicznymi argumentami. Emocje nie były logiczne. Emocje w dupie miały nieuchronność upływu czasu i nadchodzące wraz z nim zmiany, przynajmniej w tym kontekście.
- Cały czas się boję - między innymi tego, że przyznał się do strachu. Nie powinien. Tak samo jak nie powinien przyznawać się do swoich słabości. Posiadał ich aż dwie i cokolwiek świat chciał o tym uważać, miał to w dupie - uczucie topienia się od ich spojrzenia mogło czynić go desperatem. Co z tego, że nim był? Dlaczego miałby się wstydzić tego, że ktoś trzymał go na smyczy? On im pomagał przypinać ten łańcuch do nadgarstka dla pewności, gdyby przypadkiem zechcieli go zgubić. - Ale... - Znów się poruszył. Poprawił to w jaki sposób siedzieli i znów serce zabiło mu mocniej. - Ty dobrze wiesz gdzie znajduje się mój interes, bo znajduje się pod twoimi nogami. - Znajdował się blisko tonu, którym flirtował, ale to nie było dokładnie to samo. - Jesteś kimś, kto chyba rozumie tę część mnie. Ja dobrze wiem, że to lubisz. Robienie z nas kompletnych debili, kiedy tylko pojawiasz się w zasięgu wzroku. Wiem, że tam są inni, że... - że się im oddajesz i nazywasz się dziwką bo to co na Ścieżkach było iskrą, dzisiaj było w twoim ciele pożarem. - Ugh, chodzi o to, że... - Że to absolutnie uwielbiał. Bycie zdominowanym życiowo tak jak on dominował ludzi w łóżku.
Przesunął palcami dłoni, która nie trzymała go za biodro po jego skroni i policzku. Odgarnęła mu z twarzy kosmyk włosów.
- Jesteś idealny. Jesteś pieprzonym arcydziełem. Nie opuszczasz moich myśli. Jesteś... Całkowicie wart tych wszystkich spojrzeń i... - Nabrał powietrza. Głośno, głęboko. Próbował się do czegoś w sobie zebrać, jednocześnie wydawało mu się, że to wcale nie jest dobry moment.
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.