- Nie do końca o to mi chodziło. - Warknęła pod nosem, ale on wiedział, na pewno wiedział, co miała na myśli. Zawsze wiedział. Nie było opcji, aby nie dostrzegał jej irytacji, chyba każdy by zauważył to, jak bardzo się wkurzała tym, że jej nie wychodzi. Był to jeden z tych momentów, gdy można z niej było czytać niczym z otwartej księgi.
Naprawdę na początku starała się podejść do tego z entuzjazmem, wydawało jej się, że to może pomóc ułatwić im funkcjonowanie, spowoduje, że nie będzie już taka bezużyteczna, jeśli kiedykolwiek coś mu się ponownie przytrafi, bo nie oszukujmy się nie robiła tego dla siebie. Nie o sobie myślała, kiedy podjęli te próby. Nie miała zamiaru po prostu ponownie znaleźć się w takiej sytuacji, jak kilka dni temu, gdy nie wiedziała, w jaki sposób może mu pomóc, i gdyby nie to, że był względnie przytomny to pewnie nie umiałaby uśmierzyć jego bólu. To ją przerażało, że znowu mogło dojść do podobnych wydarzeń, chciała mieć wtedy chociaż odrobinę więcej świadomości w jaki sposób powinna postępować.
- Nie mów mi co mogę, a czego nie mogę, bo to nie pomaga. - Powinien wiedzieć, w jaki sposób reagowała na zakazy. Nie przyjmowała łatwo takich komentarzy, wręcz przeciwnie, najchętniej potraktowałaby siebie kolejnym zestawem epitetów. - Mogę wszystko... - Wysyczała jeszcze przez zęby, chociaż zdecydowanie nie mogła wykonać tej pierdolonej jodełki, przez co jeszcze westchnęła bardzo głośno, nie do końca zadowolona, bo nie - nie mogła wszystkiego i bardzo jej się to nie podobało.
Nie spodziewała się, że będzie jej to wszystko szło, aż tak źle, że zupełnie nie będzie sobie z tym radzić, szczególnie, że początek wcale nie był najgorszy, wydawało jej się, że później może być tylko lepiej, tyle, że nie spodziewała się, że aż tak się zapętli na tych niepowodzeniach. Nie znosiła, kiedy jej się coś nie udawało, wpadała wtedy w dziwny nastrój i każdy kolejny ruch był coraz mniej pewny, traciła kontrolę nad tym co robiła, najgorsze było to, że zdawała sobie z tego sprawę.
- Nie jesteś jedyną osobą, która ma w tym temacie coś do powiedzenia, jak dalej mnie to będzie tak wkurwiać, to pierdolnę tym bandażem i nigdy do tego nie wrócę. - Po raz kolejny próbowała sobie ulżyć wypowiadanymi przez siebie słowami, aktualnie to była jedyny sposób, dzięki któremu chociaż trochę mogła się pozbyć tych negatywnych emocji, które wzbudzało w niej ogarnianie tego splotu.
- Proszę bardzo, będę robić wolniej. - Skoro znowu to powtarzał, to niech mu będzie, w końcu to on był specjalistą, wykładowcą, ona się na tym chuja znała. Celowo teraz wykonywała ten opatrunek bardzo powoli, ślimaczym tempem, jakby to mogło cokolwiek zmienić. Zupełnie się nie spieszyła, przecież mieli całą noc, czyż nie?
- Nawet najlepszy nauczyciel nie może sobie poradzić z chujowym uczniem, powinieneś się z tym pogodzić, opowiadałam ci o tym, jak kiedyś wybuchł mi kociłek prosto w twarz? - No, może to trochę za dużo powiedziane, przysmaliła sobie wtedy tylko nieco włosy i twarz, ale wiedziała, że eliksiry nigdy nie będą jej ulubioną dziedziną, znaczy ogólnie spadły na ostatnie miejsce jeśli chodzi o szkolne przedmioty.
- Ktoś kiedyś mi powiedział, że powinnam opisywać swoje eliksiry, wydaje mi się, że w moim wypadku to powinno wystarczyć. - Powinien wiedzieć kogo miała na myśli, na pewno wiedział. Zresztą od tamtego momentu faktycznie trzymała się tych wytycznych i one ułatwiały jej prace.
Nie była uczennicą która wysłuchiwała wszystkich poleceń, zazwyczaj działała właśnie w ten sposób, uczyła się głównie na swoich błędach, czasem towarzyszyły temu jakieś uszkodzenia, ale to takie lekcje przynosiły jej najwięcej wiedzy, nie kucie formułek na pamięć, to nic jej nie dawało.
- Kolor? Zielony, zielony jak las zimą, jak drzewa iglaste, bardzo intensywny. Zapach, specyficzny, ostry, trochę jebie, ale da się przeżyć. Jest gęsty, smakuje jak jakaś ziołowa nalewka, tyle, że taka co można ją wypić na Islandii, no te, które dają mchem, to jest pewnie spowodowane korą drzewa wiggen. Jest gęsty na co wpływ mają gumochłony te obślizgłe pędraki. - Cóż, mówiła wszystko, co jej ślina na język przyniosła, wbrew pozorom nie była, aż taką ignorantką jaką się mogła wydawać. - Po spożyciu czujesz się lepiej, jakby zaczęły ci wracać siły, jakby ktoś wlał ci nieco energii do krwioobiegu, nie wiem, jak to inaczej wytłumaczyć. - Cóż, akurat ten eliksir pijała bardzo często, więc doskonale zdawała sobie sprawę z tego, w jaki sposób działał. Wiele razy stawiał ją na nogi.
- Na szczęście nigdy nie próbowałam korzystać z Episkey, podejrzewam, że jeśli jest takie uniwersalne, to pewnie by mi się spodobało to zaklęcie. - Może czas je wprowadzić do swojej listy zaklęć, skoro Roise je tak wychwalał. Znaczy może nie wychwalał, ale Yaxleyówna znalazła w tym coś, co mogłoby się przydać. Lubiła rozwiązania, które działały na wiele różnych przypadków.
- Niemożliwe, pokaż. - Złapała jeszcze jego rękę, aby bliżej przyjrzeć się temu, co mu tam owinęła wokół niej. Nie do końca powtórzyła to, co jej pokazał, ale faktycznie, póki co ten śmieszny opatrunek się trzymał, może nie było, aż tak źle? Myślała jednak, że nic więcej nie będą musieli dzisiaj robić, najwyraźniej ktoś tutaj miał zdecydowanie bardziej ambitne plany.
Odetchnęła głęboko, bo zmęczyło ją to, kurewsko ją zmęczyło, zdecydowanie nie była biegła w opatrywaniu ran, do tego wolała nie myśleć o tym, jakby to wyglądało, gdyby z ręki faktycznie sączyła się krew, co ograniczałoby jej widoczność i lepiło bandaż.
Uniosła pytająco brwi, gdy zobaczyła, że wyciągnął w jej kierunku butelkę, cóż, nie zamierzała odmówić alkoholu, na pewno nie teraz, potrzebowała się napić po tym, co właśnie przeżyła. Wzięła więc szkło do ręki i wychyliła z gwinta całkiem spory łyk, nawet się przy tym nie skrzywiła. Poczuła przyjemne ciepło, które zaczęło krążyć w jej organizmie.
- Alkohol, jest lekarstwem na wszystko. - Rzuciła jakże rezolutnie i upiła kolejny łyk, dopiero po chwili oddała mu butelkę.
- Co jest dalej? Co teraz? Coś prostszego? - Miała nadzieję, że może nie będzie tak źle, ale zamierzała odhaczyć kolejny punkt z listy, skoro już ustalili, że się tym zajmą.