Gdzieś może leżał klucz do odpowiedniego zamka, który pozwalał dostać się jeszcze głębiej do Flynna. Pomóc go rozkodować, przekodować, zakodować na nowo. Gdzieś też leżał klucz do kłódki, żebyś mógł przekodować samego siebie. Może wtedy gdzieś znajdzie się wspólny ton, w którym zrozumienie nie będzie przeskakiwaniem siebie wzajem w locie, a zatrzymaniem się przy sobie wzajem. Jak... na chwilę zatrzymali się tutaj. Całe uniwersum musiało przestawić swoje gwiazdy i planety. Musiało się stać coś strasznego, coś niemal ostatecznego. Coś, po czym nie było już żadnego kodowania i żadnych drugich szans. Po prostu by nie było. Tymczasem jesteś ty, a wraz z tobą wstyd tego, czego się dopuściłeś. Nie przed Flynnem - przed tym, jak zawiedzeni byliby najbliżsi. Dlatego nie chciał, żeby ktokolwiek się dowiedział o tym ekscesie. A raczej... o prawdziwej naturze tego ekscesu. Nikt... ale Flynn już wiedział. I wydawało się to bardzo naturalne, żeby wiedział. Naturalne, żeby poczuł ten ciężar.
Uniósł się tylko trochę przy tym poprawieniu. Wyciągnął bardziej nogi, podparł trochę inaczej. I usiadł tak, żeby móc spojrzeć mu w oczy. Czekał. Nie przerywał. Tak, miał rację - lubił to. Flynn też rozumiał tę część jego jak nikt inny. I uwielbiał to zrozumienie, bo nie było w tym oceny. Krytycyzmu, przygany. Nawet jeśli nie musiało to wzbudzać pozytywnych uczuć - och nie, bo na to nie wpadł. To zakończenie zdania nigdy niewypowiedzianego. Tak jak nie mówił on, nie przyganiał, nie przerywał. Czekał. A kiedy te słodkie komplementy zalały jego ciało - Jutrzenka nieco zajaśniała. Jak migotanie fal, kiedy słońce w końcu chociaż rąbkiem wychyliło się zza chmur. A to przecież był tylko uśmiech. Czy uśmiech może zastępować słowa? W świecie, gdzie Flynn wolał milczeć - na pewno. Ale milczenie nigdy nie było czymś, co go w pełni zadowalało. Można przemilczeć wszystko i to działało. Na dzień. Tydzień. Może nawet rok. A potem się okazywało, że już zupełnie nic nie działa i nie ma czego zbierać. Nie ma nawet kawałki wazy do naprawienia.
- I..? - Cokolwiek Flynn chciał powiedzieć wydawało się sterczeć bardzo daleko i głęboko za tą linią. Za okopami, za grubymi murami. Coś ciągniętego na jego plecach pługiem - może wywlókł to właśnie z tych pól.