Irytowała się nadal. Nie ułatwiało jej wcale sprawy to, że Roise nie wydawał się szczególnie zadowolony z jej postępów. Naprawdę się starała, chociaż może niepotrzebnie tak bardzo skupiała się na tych komentarzach, ale musiała wylać z siebie całą złość, inaczej zupełnie nie mogłaby się opanować, chociaż może, gdyby przelała ją na tę jodełkę... Cóż, nie była jednak na tyle bystra, żeby to zrobić. Wolała paplać, zresztą to zazwyczaj był jej pierwszy wybór jeśli chodzi o pozbycie się złości, no może nie pierwszy, bo chętnie też sięgała po fizyczne odreagowywanie, często w coś kopała, czy uderzała, teraz jednak wolała tego nie robić. Wybrała więc przemoc słowną, najlepsze było to, że w stosunku do siebie samej. Nie miała problemu z tym, żeby zacząć sobie samej ubliżać, wręcz przeciwnie, robiła to całkiem chętnie. Była zła przede wszystkim na siebie samą, że jej to nie wychodziło.
- Zrobię taką jodełkę, że nie będziesz w stanie jej dorównać.- Warknęła na niego ponownie, tak - prowokował ją, tak to zaczynało działać. Miała zamiar mu udowodnić, że się mylił. To był całkiem niezły motywator, Yaxleyówna nie znosiła przegrywać, nie lubiła, kiedy inni dostawali to, czego chcieli. Dlatego też dalej siedziała i bandażowała mu tę rękę, chociaż naprawdę miała ochotę tym pizgnąć i pójść sobie w pizdu.
- Może wtedy zrozumiesz, że to, co tutaj robimy może nie mieć sensu. - Cóż, skoro już zaczęła mówić to na pewno nie zamierzała przed nim ukrywać tej jakże wspaniałej historii. Nie, żeby było o czym opowiadać, każdemu zdarzyło się prawie podpalić salę do eliksirów, na pewno, to musiał być powtarzający się epizod.
- Nie wyglądasz na umierającego, ostatnio umierałeś bardziej. - Rzuciła całkiem lekko spoglądając na niego przez dłuższą chwilę. Rozumiała do czego zmierzał, ale nieszczególnie się tym przejęła. Miała to robić wolniej - to dawała mu tego czego od niej wymagał. Taka z niej była pokorna uczennica. Starała się to robić w miarę delikatnie, chociaż zapominała o tej delikatności, kiedy bandaż zsuwał się z jego rąk po raz kolejny. Za każdym, kolejnym razem wkładała w ten splot więcej siły, metodą prób i błędów zamierzała zobaczyć, co się bardziej sprawdzi, tylko, że kurwa mać nic się nie sprawdzało. To zaczynało ją dobijać, naprawdę była w tym, aż taka beznadziejna?
- Cóż, to najpierw spierdolę, a później będę w siebie wlewać te twoje mikstury, uwierz mi, gdy spieprzasz przed trollem nie myślisz o tym, żeby sięgać po jakiekolwiek eliksiry, biegnący za tobą troll powoduje, że nie potrzebujesz niczego, znajdujesz w sobie bardzo dużo ukrytej mocy, o której istnieniu nie masz pojęcia. - Wydawała się być faktycznie bardzo pewna tego, że dokładnie się tak dzieje, jakby miała już doświadczenie w uciekaniu przed górskim trollem, zresztą na pewno nie było to jedyne stworzenie przed którym musiała spierdalać w podskokach.
- Tak, zarzuć mi jeszcze, że jestem daltonistką. - Mruknęła niezadowolona, zielony to zielony, nie wiedzieć czemu ujebała sobie, że jest to odcień lasu iglastego, właściwie to nigdy nie skupiała się jakoś szczególnie na jego barwie, piła to, co podsunięto jej pod nos.
- Czyli jest jedna odpowiedź na wszystkie pytania, które mi zadasz, może uda mi się jakoś prześlizgnąć przez te lekcje... - Tak, dokładnie w ten sposób udało jej się jakimś cudem zdać eliksiry i zapomnieć o tym przedmiocie bardzo szybko. Do niczego przecież jej się to nie miało przydać.
Nie przestawała przy tym zajmować się jodełką, która to była gwiazdą tego wieczoru, tyle, że oderwana od tego zajęcia, nie skupiała się na tym, aż tak bardzo, nie starała się, aby każdy jej ruch był precyzyjny, może właśnie o to chodziło, aby trochę odpuściła?
- Za późno, zresztą sam mi to podsunąłeś, więc wiesz kogo możesz winić, jak postanowię to przetestować w praktyce. - Tak, nie zamierzała przestać go drażnić, chciała, żeby denerwował się tym wszystkim chociaż tak trochę jak ona, dlaczego tylko Geraldine miała się czuc niekomfortowo? Oczywiście, że nie miała zamiaru korzystać z tego zaklęcia kiedykolwiek, bo trochę obawiała się tego, że mogłoby przynieść odwrotny efekt do tego, co chciała osiągnąć. Potrafiła mierzyć siły na zamiary, chociaż mogło się wydawać, że było zupełnie inaczej.
- Nie wierzę, czyżby pan profesor był zadowolony z postępów swojej studentki? - Na jej twarzy pojawił się delikatny uśmiech, trochę zaczęła znikać jej irytacja, która jeszcze przed chwilą się z niej wyrywała, ale właśnie tak juz miała. Zazwyczaj bardzo szybko się odpalała, ale równie szybko gasła i całkiem łatwo było jej się doprowadzić do tego względnie normalnego humoru.
- Tylko nie zaczynaj kolejnego wykładu. - Tak, wolałaby, żeby ją to teraz ominęło. Dużo się już dzisiaj nasłuchała i nie była pewna, ile jeszcze jest w stanie znieść. Niestety nie należała do najlepszych słuchaczy, szczególnie gdy jeszcze musiała przetrawiać te wszystkie informacje w swojej głowie. Oczywiście, gdy dotyczyło to dziedzin, w których nie była szczególnie lotna, a takimi były eliksiry, czy uzdrowicielstwo. Dziwiło ją w sumie, że nikt w Hogwarcie nie podchodził do tego w podobny sposób, przecież szkoła powinna ich przygotowywać do życia, a czy właśnie taka pierwsza pomoc nie powinna być jedną z rzeczy, która mogłaby im się naprawdę przydać? Cóż, pewnie szybko to się nie zmieni. Ministerstwo kulało, Hogwart kulał, instytucje były strasznie zacofane i nikt z tym niczego nie robił.
- Jak dużo jest tych punktów? i jak bardzo głęboko będziemy się rzucać? Co jeśli utonę? - Nie miała pojęcia, co dla niej przygotował na dzisiaj jej wspaniały nauczyciel, nie wiedziała ile jeszcze w stanie będzie zrobić, bo naprawdę trochę ją to wymęczyło.
- Może być, daj mi tę butelkę. - Skoro mieli zaliczyć przerwę, to zamierzała z niej w pełni skorzystać, może jak się nieco upije to nauka przyjdzie jej lżej, otworzy swój umysł, czy coś.
- Co do tego kociołka, to po prostu wrzuciłam coś za szybko, za dużo w złej kolejności i jebło, prosto w moją twarz, w sensie nie do końca twarz, bo udało mi się dosyć szybko przesunąć ją znad wrzącej zawartości garnka, ale było blisko, zjarały mi się trochę włosy, całkiem śmiesznie było, ale wtedy dotarło do mnie, że nigdy nie będzie ze mnie alchemika. - Nie była to specjalnie emocjonująca historia, ale prawdziwa!
Skoro miała przerwę sięgnęła na stół po to, żeby wziąć swoją papierośnicę i jeszcze bardziej się odstresować, wsadziła sobie do paszczy fajka, odpaliła go, po czym po prostu położyła się na tym zajebistym dywanie i wpatrywała w sufit.