• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 3 4 5 6 7 … 16 Dalej »
[09.1970] Together, forever, nostalgia || Ambroise & Geraldine

[09.1970] Together, forever, nostalgia || Ambroise & Geraldine
Szelma
Yes, it's dangerous.
That's why it's fun.
wiek
29
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Łowczyni
Od czego warto zacząć? Ród Yaxley ma w swoich genach olbrzymią krew. Przez to właśnie Geraldine jest dosyć wysoka jak na kobietę, mierzy bowiem 188 cm wzrostu. Dba o swoją sylwetkę, jest wysportowana głównie przez to, że trenuje szermierkę, lata na miotle, biega po lasach. Przez niemalże całe plecy ciągnie się jej blizna - pamiątka po próbie złapania kelpie. Rysy twarzy dość ostre. Oczy błękitne, usta różane, diastema to jej znak rozpoznawczy. Buzię ma obsypaną piegami. Włosy w kolorze ciemnego blondu, gdy muska je słońce pojawiają się na nich jasne pasma, sięgają jej za ramiona, najczęściej zaplecione w warkocz, niedbale związane - nie lubi gdy wpadają jej do oczu. Na lewym nadgarstku nosi bransoletkę z zębów błotoryja, która wygląda jakby lewitowały. Porusza się szybko, pewnie. Głos ma zachrypnięty, co jest pewnie zasługą papierosa, którego ciągle ma w ustach. Pachnie papierosami, ziemią i wiatrem, a jak wychodzi z lasu do ludzi to agrestem i bzem jak jej matka. Jest leworęczna.

Geraldine Greengrass-Yaxley
#12
18.11.2024, 22:43  ✶  

Ceniła spokój jaki tutaj mieli. Były to podobne doświadczenia do tych, które pamiętała ze swojego dzieciństwa, chociaż też bardzo odległe, bo jej dom rodzinny jednak znajdował się w paśmie górskim, a ich wspólny dom nad morzem. Oba miejsca bardzo blisko natury, na odludziu, właściwie to nawet zapomniała jak jej tego brakowało. Ciszy, głuszy, braku ludzi, którzy pojawiali się na każdym rogu. To miejsce miało wyjątkowy urok, właściwie chyba polubiła je bardziej od Snowdonii. Może dlatego, że to oni wybrali je na swój dom, nikt za nich nie zadecydował, podjęli wspólną decyzję, postanowili zrobić z tej chatki swoje miejsce na ziemi i właściwie czuła, że im się to udaje. Nigdzie nie czuła się tak bardzo u siebie jak tutaj. Szczególnie, że było to ich wspólne miejsce, należało do nich, nie tylko do niej, a jej dom był tam, gdzie znajdował się Roise - tego była pewna, tak bardzo jak niewielu innych rzeczy w swoim życiu.

Dźwięk fal, które rozbijały się o skały wydawał się być coraz głośniejszy, bardziej intensywny, jakby znajdowały się coraz bliżej, chociaż wcale tak nie było. Zapewne to zasługa burzy, która się do nich zbliżała. Zapewne zakończy się to sztormem, które zaczęła lubić. Mieli całkiem niezłe miejsce do obserwacji niespokojnego morza, znajdowali się w końcu na wyciągnięcie ręki od tej niezbadanej otchłani. Miało to swój urok. Zaczęła coraz bardziej doceniać siły natury, które tutaj wydawały się nie mieć żadnych granic, a jednak byli bezpieczni w swojej chatce na skraju wydm.

- Coś ty taki ckliwy? - Przyglądała się mu przez dłuższą chwilę, bo te słowa nie do końca do niego pasowały, miała wrażenie, że gdzieś na moment odpłynął, zniknął, kto wie dokąd zmierzały jego myśli. Nie wiedziała, co znowu kombinuje, ale zabrzmiało to interesująco. Oczywiście, nie miała zamiaru go jakoś mocno ciągnąć za język, jeszcze nie, kto wie, co będzie kiedy zacznie zbliżać się zima.

- To jest właśnie w tym wszystkim najlepsze, nikt się tego nie spodziewa, dlatego czasem lubię nieco prowokować. - Tak, przyjemność sprawiało jej przede wszystkim zaskakiwanie ludzi, wprowadzanie ich w sytuacje, których się nie spodziewali, przynoszenie zwątpienia. Nie wiedzieć czemu od zawsze czuła, że jest to właściwe. - Nigdy nawet nie zauważyłam, żeby ktoś pożerał mnie wzrokiem, wiesz? Przynajmniej od kilku lat zupełnie tego nie czuję, zawsze szukam tylko jednego spojrzenia. - Od dawna zupełnie ignorowała wszystkich innych ludzi, którzy pojawiali się na tych spędach. Liczył się tylko on, to, że mogli tam być w swoim towarzystwie, dopiero kiedy zaczęli zjawiać się tam razem zaczęły się jej podobać. Właściwie każda chwila spędzona z Roisem była wyjątkowa, nawet jeśli robili coś, za czymś kiedyś nie przepadała. Widać wystarczyło tylko odpowiednie towarzystwo i z każdej okazji można było wycisnąć coś przyjemnego. Wiele się zmieniło, naprawdę nie spodziewała się, że kiedykolwiek będzie taka szczęśliwa i spokojna. Czuła, że jego obecność zmieniła ją na lepsze, stała się zdecydowanie dużo bardziej stabilna, zmieniła swój sposób myślenia, ale nie czuła, że coś przez to traciła, wręcz przeciwnie zyskała bardzo wiele.

Perspektywa wspólnego wyjazdu w Alpy wydawała się być naprawdę kusząca, właściwie teraz nie była już tylko perspektywą, bo podjęli decyzję, mieli tam pojechać, teraz nie było juz odwrotu i bardzo dobrze, naprawdę potrzebowali nieco spokoju z dala od tych wszystkich, naglących spraw, które zawsze pojawiały się na miejscu akurat wtedy, kiedy chcieli odpocząć. Gdy wyjadą nikt nie będzie ich niepokoił, będą mieli święty spokój z dala od wszystkich problemów życia codziennego. To nie tak, że mieli ich jakoś wiele, jednak tutaj ciągle ktoś czegoś od nich chciał, czy to rodzina, klienci, współpracownicy, zawsze się ktoś znalazł. Tam ich nie znajdą, nie będą musieli się od siebie odrywać. Na pewno ten czas minie im wspaniale, być może to będzie ich nowa tradycja? Może powinni co roku wyrywać się gdzieś razem właśnie zimą, aby nacieszyć się sobą. To nie był najgorszy pomysł i zamierzała się nim podzielić z Roisem, kiedy juz zrealizują tą pierwszą podróż.

- Wspaniale, już nie mogę się doczekać. - Obdarzyła go ciepłym uśmiechem, Geraldine była w tej chwili naprawdę bardzo spokojna, w sumie mogłaby nawet rzec, że czuła się błogo. Nie musieli się niczym martwić, wszystko wydawało się samo całkiem nieźle układać, czego właściwie więcej potrzebowali do szczęścia? Chyba niczego, skoro mieli już wszystko. No, może poza tą jedną myślą, która nie dawała jej spokoju, trochę jednak nie wiedziała, jak powinna mu zasugerować tę sprawę, właściwie chyba nigdy jakoś specjalnie nie dyskutowali na temat posiadania potomstwa, nie do konca wiedziała, jakby na to zareagował, czy właściwie widział siebie jako rodzica, czy uważał, że ona nadaje się na matkę jego dzieci? To był cięższy temat, do którego pewnie wróci prędzej, czy później, bo nie dawało jej to spokoju.

- Skarbie, wiesz, że nie mam nic do ukrycia, z tobą mogłoby być trochę gorzej, po to pewnie byłby jakiś twój znajomy z pracy, kto wie, co by sobie o mnie pomyślał. - Nie miałaby z tym najmniejszego problemu, chociaż zdawała sobie sprawę z tego, że Roise nigdy nie postawiłby jej w takiej sytuacji i tylko znowu się z nią droczył, bardzo często to robił, w zasadzie ona postępowała podobnie. Ich życie byłoby zdecydowanie nudniejsze, gdyby nie zachowywali się w ten sposób, mieli w zwyczaju nieco sobie dogryzać, ale odbywało się to w miarę przystępny sposób, nie krzywdzili tym siebie nawzajem.

Od zawsze mieli problem z trzymaniem rąk przy sobie, z pewnymi rzeczami nie było sensu walczyć, zresztą nie czuła takiej potrzeby, wolała zdecydowanie płynąć z nim pod prąd, zawsze i wszędzie, bez względu na to, gdzie się znajdowali. Byli dla siebie stworzeni, większość osób z ich otoczenia zdawała sobie z tego sprawę, nigdy też nie kryli się ze swoim uczuciem przed całym magicznym społeczeństwem. Właściwie od lat zachowywali się, jakby już dawno sformalizowali ten związek, nie czuła jakiś braków przez to, że faktycznie tego nie zrobili. Nie spieszyło im się, właściwie po co mieli się spieszyć, skoro mieli mieć przed sobą jeszcze wiele, wspólnych lat życia. Kiedyś pewnie obudzą się, stwierdzą, że jest to ten dzień i po prostu to zrobią.

- Tak właściwie to wszędzie brzmi odpowiednio, tak, masz rację. - Bez sensu było się zastanawiać nad tym, co wcześniej miał na myśli, skoro faktycznie teraz wybrał najlepszą z odpowiedzi. Nie liczyło się miejsce, to już dawno przestało mieć znaczenie, wystarczył gest, spojrzenie, krótka chwila, aby mogli się sobą nasycić gdziekolwiek, byle miejsce było chociaż odrobinę ustronne. Najważniejsze, że mogli się sobą nacieszyć, a cóż miała wrażenie, że każda okazja się do tego nadawała.

- Nie udawaj, że tego nie wiedziałeś. - Znał bardzo dobrze jej kulinarne upodobania i na pewno zdawał sobie sprawę z tego, co lubiła jeść najbardziej, nie była szczególnie wybredna, wystarczyło faktycznie aby na talerzu znalazł się chociaż drobny kawałek mięsa, wtedy była szczęśliwa.

- Nie spodziewałam się po tobie aż takich gróźb, widać bardzo mocno dotknęłam twojej zielarskiej dumy, żeby ci się odgryźć nie będę chorować, to nigdy mi tego nie wypomnisz. - Cóż, na pewno te obrzydliwe nalewki były dużo lepsze w smaku od tych bardziej obrzydliwych eliksirów, którymi czasem też ją raczył, tyle, że to trochę jak wybieranie mniejszego zła. Gdyby miała jakikolwiek wybór to na pewno leczyłaby się tylko i wyłącznie ognistą, no, może też grzanym winem, niestety one nie działały, aż tak dobrze. Musiała sięgać po te mniej przyjemne w smaku specyfiki.

Nie zawsze rozmowy były potrzebne, mogłaby trwać przy nim tak po prostu i to jej wystarczało. Dotykać jego twarzy delikatnie, opuszkami palców, cieszyć się tym, że po prostu tu był. Miała wiele szczęście, że było jej dane poznać takie silne uczucie, zakochała się w nim przecież dosyć szybko, miała dwadzieścia trzy lata i pewność, że poznała miłość swojego życia. Nie wydawało jej się, żeby każdy miał takie szczęście, przecież tyle istniało opowieści o nieszczęśliwych miłościach. Czuła, że to, co dostali od losu było wyjątkowe. Nikt nie znał jej tak jak on, przed nikim nie mogła się tak otworzyć, wcale nie musiała mówić, rozumiał ją bez słów, wystyarczyło krótkie spojrzenie, aby wiedział o czym myśli. Czasem się spierali, to prawda, ale te ich drobne starcia był niczym przy tym wszystkim innym, co sobie gwarantowali. Roise stał się jej domem, jej ostoją, spokojem, wszystkim czego nigdy nie miała. Teraz miała to w swoich ramionach, cały swój świat. Naprawdę była wdzięczna przeznaczeniu, że postanowiło połączyć ich drogi. Zaczęła nawet wierzyć w to, że jest coś więcej, musiało być, skoro została obdarzona takim silnym uczuciem, niczym jakimś błogosławieństwem.

Atmosfera wokół nich gęstniała, powietrze robiło się lepkie i ciężkie, co zwiastowało niezaprzeczalnie nadejście burzy. Nie zamierzała ich dzisiaj ominąć, nie, żeby jej to przeszkadzało. Skryją się później w ich chatce i będą podziwiać spektakl z domu. Wierzyła, że będzie jednym z tych wartych zapamiętania, kto wie, czy nie była to ich ostatnia, letnia burza w tym roku. Jesień zbliżała się już przecież wielkimi krokami, o czym świadczyły kolory wrzosów, które ich otaczały. Nie uciekną jej, później przyjdzie zima, ciemna, zimna, chociaż czy, aby na pewno. Od kiedy Ambroise był jej w życiu również zima wydawała się jej nabierać kolorów i być jakaś taka cieplejsza, przyjemniejsza, do przeżycia. Zresztą podchodziła do niej z ogromnym sentymentem, bo przecież zimą się wszystko zaczęło. Nie zapominała o tym, to w zimie poczuła drgnięcie swojego lodowatego serca.

Wiatr zaczął plątać ich włosy, coraz bardziej zaznaczał swoja obecność, pierwsze krople deszczu powoli docierały do ziemi i do ich ciepłych ciał. Nie było to specjalnie problematyczne, to nie był jeszcze taki chłód, który mógłby im przeszkadzać, nie kiedy biło od nich ciepło, które ogrzewało siebie nawzajem. Była szczęśliwa, czuła ogromny spokój mimo tego, że zaczynała nad nimi szaleć burza, o czym przypominały jej błyskawice przeszywające niebo i grzmoty rozchodzące się nad ich głowami. Zaczynało się przedstawienie, miała nadzieję, że będzie to odpowiednie zwieńczenie tego wspaniałego lata. Podczas pobytów w tym miejscu przeżyli wiele burz i wiele sztormów, za każdym razem zachwycały ją niemalże tak samo, jak za pierwszym razem. Uwielbiała podziwiać siłę żywiołów, wydawały się być nie do zatrzymania, woda i wiatr, gromy na niebie. Wszystkie razem tworzyły piękny chaos, którym mogli się napawać.

Odsunęli się od siebie nieco rozproszeni tym, co działo się wokół nich, chociaż czy właściwie byli rozproszeni, nie do końca, to nie o to chodziło. Przywykli do tych zmian pogody, sporo czasu spędzali na łónie natury, to nie było dla nich nic nowego. Wpatrywała się dłuższą chwilę w swojego chłopaka nie mogła się przy tym przestać uśmiechać, była szczęśliwa, tak bardzo szczęśliwa, że w sumie sama nie mogła uwierzyć w to swoje szczęście. Nie odezwała sie jednak ani słowem, nie uważała, że było to potrzebne, on i tak wiedział, co czuła.

Robiło się coraz ciemniej, jednak nie wydwało jej się, że powinni się spieszyć, mogli tutaj zostać jeszcze na moment, chwilę, poobserwować okolicę. Tak, to wydawało się słuszne. Ścisnęła delikatnie jego dłoń, gdy splótł ich palce, aż opadł ponownie na koc. Zrozumiała aluzję, po krótkiej chwili bowiem znalazła się tuż obok niego, a w sumie to na jego piersi, wtulała się w mężczyznę swojego życia podziwiając przy tym chaos na niebie.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Ambroise Greengrass-Yaxley (12018), Geraldine Greengrass-Yaxley (8214)




Wiadomości w tym wątku
[09.1970] Together, forever, nostalgia || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 14.11.2024, 21:10
RE: [09.1970] Together, forever, nostalgia || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 15.11.2024, 00:39
RE: [09.1970] Together, forever, nostalgia || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 15.11.2024, 02:50
RE: [09.1970] Together, forever, nostalgia || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 15.11.2024, 13:42
RE: [09.1970] Together, forever, nostalgia || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 15.11.2024, 21:08
RE: [09.1970] Together, forever, nostalgia || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 16.11.2024, 01:05
RE: [09.1970] Together, forever, nostalgia || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 16.11.2024, 05:05
RE: [09.1970] Together, forever, nostalgia || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 16.11.2024, 23:00
RE: [09.1970] Together, forever, nostalgia || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 17.11.2024, 02:14
RE: [09.1970] Together, forever, nostalgia || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 17.11.2024, 23:48
RE: [09.1970] Together, forever, nostalgia || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 18.11.2024, 02:37
RE: [09.1970] Together, forever, nostalgia || Ambroise & Geraldine - przez Geraldine Greengrass-Yaxley - 18.11.2024, 22:43
RE: [09.1970] Together, forever, nostalgia || Ambroise & Geraldine - przez Ambroise Greengrass-Yaxley - 19.11.2024, 14:16

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa