- Najlepsza, nie ma innej opcji, już teraz nie. - Tak, zamierzała zrobić wszystko, żeby faktycznie dotrzymać słowa, szczególnie, że dosyć mocno ją prowokował i sugerował, że nie uda jej się tego zrobić. Właściwie to wcale nie tak trudno było ją zmotywować, metoda może nie była najprzyjemniejsza, ale zaczęła działać. O to chyba im chodziło. Grunt, że przynosiła skutki, te pozytywne.
- Tak, jasne, nie będę się kłócić z panem profesorem, bo nie wypada. - Mogłaby rozpocząć dyskusję na ten temat, ale teraz zafiskowała się na punkcie tego, żeby faktycznie odjebać mu taką jodełkę, jakiej jeszcze nigdy nie widział w swoim życiu, doskonałą, najlepszą, najwspanialszą. Tak, zmierzała ku temu, chociaż efektów jej starań jeszcze nie było widać. Grunt, że faktycznie swoimi oczami widziała już cel, który może wcale jeszcze nie znajdował się na wyciągnięcie ręki, ale wierzyła, że go dosięgnie, jeszcze dzisiaj.
Parsknęła śmiechem, kiedy usłyszała kolejne słowa, które padły z jego ust. - Nie cieszyłabym się z tego na twoim miejscu, bo mam ochotę cię zabić, więc bardzo szybko możesz zacząć znowu umierać. - Czego to jodełka nie robiła z ludźmi, zmieniała ich w prawdziwe, bezwzględne potwory. - Nie jestem pewna, czy byłbyś w stanie odtworzyć to, co mam przed swoimi oczami, możesz spróbować, ale wiesz, już mam pewne doświadczenie. - Na pewno szybko nie zapomni jego widoku w tej nieszczęsnej łazience, kiedy znalazła go tam całego poobijanego, jedną nogą za Zasłoną, nie musiał jej wcale tego przypominać, bo to było dosyć świeże, zresztą, nawet jeśli nie byłoby świeże to i tak na pewno pamiętałaby tę sytuację, spodziewała się, że często będzie gościć w jej koszmarach.
- Padaka? - Była pewna, że nie o to określenie mu chodzi, bo wspominał o jakimś medycznym, ale samo nasunęło jej się to na język. Miała zamiar skompromitować się przed nim w całej okazałości, zresztą chyba bardziej się już nie dało, niech więc przedstawienie trwa. Wcale nie chodziło o to, że nie traktowała tego, co tutaj robili poważnie, tylko udało już się jej tak zezłościć, że potrzebowała dorzucić do tego nieco swoich wyszukanych żartów, bo naprawdę była bardzo bliska tego, żeby po prostu wstać i stąd wyjść. Teraz robiło jej się jakoś trochę lżej na sercu.
- Wszystkie, jakie kurwa wszystkie? - Na moment oderwała swoją rękę od tej jego i przestała zawijać na niej bandaż, kolejny piorun poleciał właśnie w jego stronę. Wiedział, jak ją rozzłościć, bardzo dobrze zdawał sobie sprawę, gdzie uderzyć, aby faktycznie ją to ruszyło. Sfochała sie, na jej twarzy pojawił się grymas, bardzo szybko zresztą odwróciła wzrok i wróciła do wcześniejszej czynności. Prychnęła tylko jeszcze krótko. - Wszystkie... - Nie mogła jeszcze mruknąć pod nosem tego słowa, które tak ją wkurwiło.
- Bardzo elokwentna Mój Drogi, wydawało mi się, że można się po tobie spodziewać czegoś więcej. - Rzuciła bardzo poważnym tonem i znowu, nawet na chwilę nie podniosła wzroku, w końcu była zajęta doskonaleniem swojego jodełkowego oplatania.
- Kto wie, co może mi się przytrafić, do czego będę zmuszona, nie mogę obiecać ci, że tego nie zrobię, sam wiesz, jak jest. Czasem trzeba podejmować szybkie decyzje. - Tak, nie zamierzała przestać, bo widziała, że się irytował, gdy o tym wspominała, a cóż, skoro on się z nią drażnił, to ona mogła mu się odwdzięczyć tym samym. Sam tego chciał. Powinien się spodziewać, że nie będzie bierna, nigdy nie była.
- Wydaje mi się, że zaliczenie będzie tylko formalnością. - Uniosła w końcu wzrok, mógł zobaczyć w jej oczach błysk, tym razem jednak nie jeden z tych przypominających pioruny, zdecydowanie bardziej przyjemny. Wyciągnęła lewą dłoń, żeby przybić mu tę piątkę, chyba udało jej się jakoś ogarnąć to zadanie, które okazało się wcale nie być takim prostym. Jeden problem z głowy, ciekawe, co będzie dalej.
- Wystarczy tej teorii, ona zabija wszystko, niszczy resztki chęci, żeby się uczyć czegokolwiek. - Ton jej głosu świadczył o tym, że była naprawdę zdesperowana i chyba nie mogłaby znieść już więcej żadnej teorii tego dnia. Nie sądziła jednak, że się nad nią zlituje.
- ILE? - Mrugnęła dosyć pospiesznie, kilka razy, jakby nie docierało do niej to co właśnie powiedział. Szesnaście? Chyba całkiem go pogrzało, szczególnie, że widział, jak sobie radziła z przyswajaniem wiedzy, nie było szans, żeby ogarnęła tyle podpunktów jednego dnia. Powinien zweryfikować tę listę i przekształcić ją tak, żeby faktycznie była w stanie spełnić te jego wymagania. Trafił jej się cholernie wymagający nauczyciel.
- Kurde, skąd wiedziałeś, że też zniknęłam wtedy w kiblu? - Najwyraźniej był to jakiś stały scenariusz, który rozgrywał się w Hogwarcie, cóż, powinna się spodziewać, że to nie było wyjątkowe doświadczenie, w końcu była jak wszystkie.
- Bez sensu było marnować czas na naukę tych głupot, szczególnie, kiedy trwał sezon quidditcha, serio wolałbyś uczyć się jakiegoś gówna, które ci nie wychodziło, niżeli latać w tym czasie na miotle? - Ona miała bardzo jasno określone swoje priorytety podczas nauki w szkole. Jednym z najważniejszych była oczywiście gra w qudditcha, w którą mocno się angażowała, a nie jakieś ćwiczenie eliksirów po godzinach, kto by się tym w ogóle przejmował.
Nie specjalnie przejmowała się zaliczeniami, zresztą wiedziała, że jakoś uda jej się je przeżyć, nauczyciele raczej woleli się jej pozbyć ze swoich zajęć, niż próbować ją uwalić i męczyć się z nią dłużej. Yaxleyówna potrafiła być bardzo upierdliwym uczniem.
- Czy ty masz znowu problem z moimi fajkami? - Przymknęła na moment oczy, kiedy leżała na tym dywanie, nie mógł jej tego dzisiaj odpuścić, naprawdę? - Roooooise, dlaczego jesteś takim wrzodem na dupie, cooo? - Zapytała jeszcze całkiem przyjemnym, melodyjnym tonem, zupełnie nie podobnym do tego zwyczajnego.
- Rooooise, jesteś taki cudowny, weź się zlituj i kopsnij swojego wspaniałego fajka, Rooooise, jesteś taki niezastąpiony, Roooise, co byśmy bez ciebie zrobili, Roooooise. - Tak, trochę go przedrzeźniała znowu, ale teraz nieco łagodniej, bo sam zaczął znowu ten sam temat, który poruszał niemalże za każdym razem, kiedy sięgała po swoje ulubione fajki, jakby przez tyle lat nie był w stanie zaakceptować tego, że po prostu je lubiła. To nie było wcale takie trudne.