- Może wręcz przeciwnie, jak tak patrzę na ciebie, to wychodzi na to, że jednak trzeba było jarać. - Cóż, jej brat zdecydowanie stał w kolejce po wzrost, kiedy ona była gdzieś indziej, sama właściwie nie wiedziała w jakiej. Nie, żeby specjalnie ubolewała z powodu swoich gabarytów, cóż, taki już był jej urok, do tego nauczyła sobie całkiem nieźle radzić z tymi swoimi wysokimi obcasami, które zazwyczaj powodowały, że wydawała się nieco wyższa. Miała jednak odrobinę rozsądku i nie ubierała ich podczas tych wszystkich wyjść terenowych, bo zdawała sobie sprawę, że mogło się to skończyć dosyć drastycznie.
- Ruszyłeś pierwszy!!! Bez uprzedzenia. - Krzyknęła jeszcze do brata, po czym ruszyła za nim w pogoń, cóż, to nie było specjalnie łatwe, bo doszli już do tego, że miała zdecydowanie krósze nogi, a co za tym idzie robiła mniejsze kroki, przez co pozostawała w tyle.
Miała jednak trochę szczęścia, bo Thomas potknął się o korzeń i poleciał jak długi na ziemię, zatrzymała się na moment i zarechotała, cóż, nie ma to jak bardzo sprawne rodzeństwo. Zdecydowanie nie można było im odmówić uroku, jednak nie byli przynajmniej dzisiaj w szczególnie dobrej formie, znaczy Norka nigdy nie była, u brata to był chyba przypadek. Sama niemalże potknęła się o korzeń, kiedy do niego podchodziła.
- Tak, od dzisiaj jestem zaklinaczką drzew, musisz sobie z tym radzić. - Nie mogła przestać się śmiać, cała ta sytuacja była naprawdę zabawna.
Nachyliła się do Thomasa, aby wyciągnąć dłoń w jego kierunku, chciała pomóc mu wstać.
- Dziękuję bardzo, czekaj, to ty zmywasz po kolacji, tak? - Wypadałoby przypomnieć mu, jakie były konsekwencje tego drobnego wypadku. Miała jednak więcej szczęścia, niż rozumu, no kto by się tego spodziewał.
Przejęła swój kapelusz i założyła go sobie ponownie na głowę. Cóż, mogła wreszcie rozpocząć poszukiwania rzepy, po którą tutaj przybyli. Zaczęła się rozglądać uważnie, żeby sprawdzić, czy faktycznie tutaj rośnie.
Sukces!
Akcja nieudana