19.11.2024, 01:35 ✶
Crow zaklął w myślach kiedy nie udało mu się uratować siebie i Thomasa z sytuacji zagrożenia. Nie miał pojęcia czy Geraldine stała się stuknięta przez tego potwora, czy zawsze zachowywała się jak skończona idiotka, ale nie zamierzał tego analizować, bo nie miał na to czasu.
Było ciemno, a on nie rozpalił wokół nich żadnego światła, o ile nie było to niezbędne do poruszania się. Światło zwróciłoby na nich uwagę, a Crow uważał, że w tej sytuacji jedynym słusznym wyjściem był ewakuacja i to do niej zamierzał dążyć - jeżeli Thoran nadal żył i istniał, to rozprawią się z nim inaczej. Nie teraz, nie tutaj i na pewno nie rozpalając ogień w pierdolonej jaskini. Jego pocieszeniem było to, że wcale nie krążyli po tym miejscu długo. Nie błądzili po tamtych rozwidleniach, znalezienie drogi nie powinno być ciężkie.
- Teleportacja nie działa - szepnął do Figga. Nie chciał zostawiać go tutaj samego. Mężczyzna zakrywał usta jedynie ręką, więc powinien go puścić - ale jednocześnie bał się, że ten spanikuje lub nie będzie wiedział, co robić. Puścił dłoń, ale nie puścił jego - przesunął palcami po skórze, od palców po ramię, na które pewny tego, że dotyka jego, a nie tego potwora prosto z czeluści piekielnych. Nacisnął na to ramię, sprowadzając ich w dół, bliżej podłoża - bo dym powinien lecieć do góry. Zresztą - Crow chciał mu w tym pomóc. Kształtować przy nich świeże powietrze, wypychające ten dym w górę, poza ich najbliższe otoczenie, ale nic dużego, nic ponadto - bo nie chciał karmić ognia wykształtowanym tlenem i doprowadzić do jeszcze większego pożaru. Tak chciał wyprowadzić ich z korytarza. Jego plan udaremniło zaklęcie Geraldine - nie miał pojęcia gdzie planowała wypchnąć to wszystko podmuchem wiatru, skoro znajdowali się w zamkniętej przestrzeni. - Udusimy się. - Rzucając kolejne zaklęcia nadał krótki komunikat, nie żartował, to nie był wykształtowany dym, który mogli rozproszyć tylko prawdziwy ogień palący ludzkie ciało - i w każdej chwili mógł buchnąć mocniej, podsycony, być może posiadający więcej paliwa niż Geraldine się spodziewała. Ona była szalona. Translokacją nie usunie tego co niewidoczne - co więc miał robić? W tym strachu wywołanym potencjalną, w dodatku bardzo głupią śmiercią, Crow zdecydował się, póki jeszcze mógł oddychać, wrócić do tej pierwszej myśli - do kształtowania bańki czystego powietrza i translokowania tego, co cudem by dojrzał, a co mogło polecieć w nich przy tak silnym podmuchu.
Uciekają. Nie chciał umierać - chciał się stąd wydostać i wrócić do ludzi, których kochał. Trzymając się blisko Figga próbuje się ewakuować, zatrzymuje się tylko jeżeli nakazuje mu instynkt.
Było ciemno, a on nie rozpalił wokół nich żadnego światła, o ile nie było to niezbędne do poruszania się. Światło zwróciłoby na nich uwagę, a Crow uważał, że w tej sytuacji jedynym słusznym wyjściem był ewakuacja i to do niej zamierzał dążyć - jeżeli Thoran nadal żył i istniał, to rozprawią się z nim inaczej. Nie teraz, nie tutaj i na pewno nie rozpalając ogień w pierdolonej jaskini. Jego pocieszeniem było to, że wcale nie krążyli po tym miejscu długo. Nie błądzili po tamtych rozwidleniach, znalezienie drogi nie powinno być ciężkie.
- Teleportacja nie działa - szepnął do Figga. Nie chciał zostawiać go tutaj samego. Mężczyzna zakrywał usta jedynie ręką, więc powinien go puścić - ale jednocześnie bał się, że ten spanikuje lub nie będzie wiedział, co robić. Puścił dłoń, ale nie puścił jego - przesunął palcami po skórze, od palców po ramię, na które pewny tego, że dotyka jego, a nie tego potwora prosto z czeluści piekielnych. Nacisnął na to ramię, sprowadzając ich w dół, bliżej podłoża - bo dym powinien lecieć do góry. Zresztą - Crow chciał mu w tym pomóc. Kształtować przy nich świeże powietrze, wypychające ten dym w górę, poza ich najbliższe otoczenie, ale nic dużego, nic ponadto - bo nie chciał karmić ognia wykształtowanym tlenem i doprowadzić do jeszcze większego pożaru. Tak chciał wyprowadzić ich z korytarza. Jego plan udaremniło zaklęcie Geraldine - nie miał pojęcia gdzie planowała wypchnąć to wszystko podmuchem wiatru, skoro znajdowali się w zamkniętej przestrzeni. - Udusimy się. - Rzucając kolejne zaklęcia nadał krótki komunikat, nie żartował, to nie był wykształtowany dym, który mogli rozproszyć tylko prawdziwy ogień palący ludzkie ciało - i w każdej chwili mógł buchnąć mocniej, podsycony, być może posiadający więcej paliwa niż Geraldine się spodziewała. Ona była szalona. Translokacją nie usunie tego co niewidoczne - co więc miał robić? W tym strachu wywołanym potencjalną, w dodatku bardzo głupią śmiercią, Crow zdecydował się, póki jeszcze mógł oddychać, wrócić do tej pierwszej myśli - do kształtowania bańki czystego powietrza i translokowania tego, co cudem by dojrzał, a co mogło polecieć w nich przy tak silnym podmuchu.
Uciekają. Nie chciał umierać - chciał się stąd wydostać i wrócić do ludzi, których kochał. Trzymając się blisko Figga próbuje się ewakuować, zatrzymuje się tylko jeżeli nakazuje mu instynkt.
Kształtowanie ◉○○○○ - Na czyste powietrze.
Rzut O 1d100 - 88
Sukces!
Sukces!
Translokacja ◉◉◉○○ - Na to co może w nich uderzyć przy okazji. (Na tym etapie w dupie ma te odłamki garnka, napierdala we wszystko jak leci.)
Rzut Z 1d100 - 34
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.