Atreus przyglądał się Porterowi z umiarkowanym zainteresowaniem, kryjąc za tym jakieś zażenowanie tym jak bardzo chłopak zdawał się wić, niezdolny do sensownego pozbierania myśli i przekazania ich w klarowny, jasny sposób. W takim stanie Cedric wydawał mu się w ogóle nieprzydatny, a przynajmniej na ten moment i równie dobrze mogło go tutaj nie być. Auror co jakiś czas kiwał krótko głową, dając mu znać że go słucha i trochę żałował że to on nie teleportował Avery i nie został w Mungu, tylko Hollow.
Kiedy skończyli słuchać tych jego wypocin, podczas których chyba wszyscy się jednakowo zmęczyli; on próbami wyrzucenia z siebie zdań złożonych, a oni koniecznością słuchania tego wszystkiego, kiwnął tylko do Longbottom głową. Skoro zamierzała dookoła powęszyć, to nie zamierzał jej tego w jakikolwiek sposób utrudniać, bo akurat jej wilczy nos uznawał w tej sytuacji za cholernie przydatny. Może nawet tak samo, jak i nie bardziej jak widmowidzenie którym dysponowała, a które mogło pokazać im nie tylko samą scenkę, która wydarzyła się w namiocie przy napadzie Avery, a może i nawet twarzy napastnika. Ale do tego musieliby mieć cholerne szczęście - atakujący musiałby popełnić karygodny wręcz błąd, a to z kolei... cóż... Atreus zwyczajnie uważał za mało prawdopodobne. Nabrał powoli powietrza w płuca i równie ślamazarnie je wypuścił, wreszcie ruszając się z miejsca, bo kiedy ona ruszyła do namiotu bawić się w wilka, on miał zamiar zebrać wszystkich dostępnych brygadzistów w jednym miejscu, czyli przed namiotem artystów.
- Avery trafiła do Munga, Porter nic nie wie - powiedział spokojnym, neutralnym tonem, patrząc od jednej twarzy do drugiej, nie mogąc sobie darować wyciągnięcia nazwiska Cedrica na wierzch. - Czy jesteście w stanie powiedzieć kto nie opuszczał namiotu bankietowego do czasu opadnięcia bariery? A może słyszeliście coś ciekawego wśród gości? Coś co wtedy nie wydawało się aż tak dziwne, ale teraz, w perspektywie tego co sie stało, brzmi zupełnie inaczej?
Uważne spojrzenie aurora prześlizgnęło się po twarzach brygadzistów, jakby oczekiwał że to na nich znajdą się odpowiedzi na jego pytania. Może takie, których nie chcieliby udzielić. Ale prawda była taka że w tym momencie zwracał większą uwagę na to, co kryło się pod spodem. Na rozbłyskające kolorami aury, które otaczały ich ciała i były dla niego lepszym zwierciadłem duszy, niż te przysłowiowe oczy. Patrzył na ich aury i, cholera, miał nadzieję że któryś z nich się potknął. Albo że chociaż wiedzieli coś przydatnego.
charyzma III
percepcja III - aurowidzenie
1. kto nie opuszczał namiotu bankietowego do czasu opadnięcia bariery?
2. czy ktoś słyszał coś podejrzanego - w sumie tu chyba najbardziej do tej co rozmawiała z yaxleyem?
3. w sumi to nie wiem
[edycja za zgodą MG]
Kiedy skończyli słuchać tych jego wypocin, podczas których chyba wszyscy się jednakowo zmęczyli; on próbami wyrzucenia z siebie zdań złożonych, a oni koniecznością słuchania tego wszystkiego, kiwnął tylko do Longbottom głową. Skoro zamierzała dookoła powęszyć, to nie zamierzał jej tego w jakikolwiek sposób utrudniać, bo akurat jej wilczy nos uznawał w tej sytuacji za cholernie przydatny. Może nawet tak samo, jak i nie bardziej jak widmowidzenie którym dysponowała, a które mogło pokazać im nie tylko samą scenkę, która wydarzyła się w namiocie przy napadzie Avery, a może i nawet twarzy napastnika. Ale do tego musieliby mieć cholerne szczęście - atakujący musiałby popełnić karygodny wręcz błąd, a to z kolei... cóż... Atreus zwyczajnie uważał za mało prawdopodobne. Nabrał powoli powietrza w płuca i równie ślamazarnie je wypuścił, wreszcie ruszając się z miejsca, bo kiedy ona ruszyła do namiotu bawić się w wilka, on miał zamiar zebrać wszystkich dostępnych brygadzistów w jednym miejscu, czyli przed namiotem artystów.
- Avery trafiła do Munga, Porter nic nie wie - powiedział spokojnym, neutralnym tonem, patrząc od jednej twarzy do drugiej, nie mogąc sobie darować wyciągnięcia nazwiska Cedrica na wierzch. - Czy jesteście w stanie powiedzieć kto nie opuszczał namiotu bankietowego do czasu opadnięcia bariery? A może słyszeliście coś ciekawego wśród gości? Coś co wtedy nie wydawało się aż tak dziwne, ale teraz, w perspektywie tego co sie stało, brzmi zupełnie inaczej?
Uważne spojrzenie aurora prześlizgnęło się po twarzach brygadzistów, jakby oczekiwał że to na nich znajdą się odpowiedzi na jego pytania. Może takie, których nie chcieliby udzielić. Ale prawda była taka że w tym momencie zwracał większą uwagę na to, co kryło się pod spodem. Na rozbłyskające kolorami aury, które otaczały ich ciała i były dla niego lepszym zwierciadłem duszy, niż te przysłowiowe oczy. Patrzył na ich aury i, cholera, miał nadzieję że któryś z nich się potknął. Albo że chociaż wiedzieli coś przydatnego.
charyzma III
Rzut Z 1d100 - 78
Sukces!
Sukces!
percepcja III - aurowidzenie
Rzut Z 1d100 - 49
Sukces!
Sukces!
1. kto nie opuszczał namiotu bankietowego do czasu opadnięcia bariery?
2. czy ktoś słyszał coś podejrzanego - w sumie tu chyba najbardziej do tej co rozmawiała z yaxleyem?
3. w sumi to nie wiem
[edycja za zgodą MG]