19.11.2024, 19:57 ✶
Pierwsza pojawiła się w pokoju mama, siadając na łóżku, a słysząc jej słowa Karl, westchnął jedynie.
– No dobrze, już już. Zrozumiałem twoją niewerbalną wiadomość. Mabel, jakby coś się działo to mnie wołaj. Zostawiam was same – mruknął kot, trącając swoim nosem rękę dziewczynki, a następnie wyszedł z pomieszczenia wzdychając raz po raz.
Mabel uśmiechnęła się słabo w stronę mamy, a następnie przysiadła obok niej na łóżku, chwytając swojego pluszowego flaminga i bezwiednie zaczynając bawić się skrzydełkami pluszaka.
– Myślałam, że nie powinno się łamać prawa nie ważne jakie są powody – rzuciła cicho, wpatrując się w mamę, a potem dodała jeszcze mniej pewnie. – A jak ktoś tak robi, to tylko w książkach.
Bo przecież jednak fikcyjnym postaciom wypadało chyba jednak nieco więcej, a przynajmniej tak jej się wydawało. Dzieci w książkach mogły jednak trochę cześciej być niegrzeczne, niż na przykład ona w takim przedszkolu. Już miała coś jeszcze do tego dodać, ale wtedy zobaczyła nieśmiało zaglądającego do jej pokoju pana Sama. Posłała mu uśmiech, starając się, aby był on jak najszczerszy, bo pan Sam sam wyglądał jakoś takoś... Smutno?
– Wszystko w porządku? – spytała. – Bo pan tak wyszedł w środku rozmowy. I w ogóle pan był ptakiem. Pan jest też ptakiem i niedźwiedziem? Można tak? – Oby tylko on jeszcze kogoś nie porwał, bo trochę nie chciało jej już się robić kolejnej laurki dla kolejnej porwanej osoby. – Jak coś to mam jeszcze sajgonki, które Karl przyniósł. Jakby pan był głodny.
– No dobrze, już już. Zrozumiałem twoją niewerbalną wiadomość. Mabel, jakby coś się działo to mnie wołaj. Zostawiam was same – mruknął kot, trącając swoim nosem rękę dziewczynki, a następnie wyszedł z pomieszczenia wzdychając raz po raz.
Mabel uśmiechnęła się słabo w stronę mamy, a następnie przysiadła obok niej na łóżku, chwytając swojego pluszowego flaminga i bezwiednie zaczynając bawić się skrzydełkami pluszaka.
– Myślałam, że nie powinno się łamać prawa nie ważne jakie są powody – rzuciła cicho, wpatrując się w mamę, a potem dodała jeszcze mniej pewnie. – A jak ktoś tak robi, to tylko w książkach.
Bo przecież jednak fikcyjnym postaciom wypadało chyba jednak nieco więcej, a przynajmniej tak jej się wydawało. Dzieci w książkach mogły jednak trochę cześciej być niegrzeczne, niż na przykład ona w takim przedszkolu. Już miała coś jeszcze do tego dodać, ale wtedy zobaczyła nieśmiało zaglądającego do jej pokoju pana Sama. Posłała mu uśmiech, starając się, aby był on jak najszczerszy, bo pan Sam sam wyglądał jakoś takoś... Smutno?
– Wszystko w porządku? – spytała. – Bo pan tak wyszedł w środku rozmowy. I w ogóle pan był ptakiem. Pan jest też ptakiem i niedźwiedziem? Można tak? – Oby tylko on jeszcze kogoś nie porwał, bo trochę nie chciało jej już się robić kolejnej laurki dla kolejnej porwanej osoby. – Jak coś to mam jeszcze sajgonki, które Karl przyniósł. Jakby pan był głodny.