Yaxleyówna położyła się na ziemi i czekała, aż osoby, które znajdowały się w kręgu się stąd teleportują. Nie zamierzała zmieniać się w człowieka - nie mogła tego zrobić, miała tego świadomość. Postanowiła więc przeczekać najgorsze, wstrzymać się, tym bardziej, że najwyraźniej oni mieli ochotę się stąd wydostać. Bardzo dobrze, sama nie zamierzała tu spędzić ani minuty więcej, niż by to było potrzebne.
Widma były przerażające, mieli ogromne szczęście, że trafili na ten krąg, zdawała sobie sprawę, że gdyby nie to, to nie wyszłaby dzisiaj z Kniei, ani ona, ani oni. Wpierdoliłyby ich i nie zostawiły po nich niczego. Pamiętała to, co widziała w lesie z Atreusem. Jedna istota była w stanie zrobić ogromną krzywdę człowiekowi, co dopiero taka ich ilość w jednym miejscu.
Przyglądała się swoim skunksim okiem jeszcze kamieniom, z których był zbudowany ten krąg. Nie dawało jej to spokoju. Zastanawiała się, czy dałaby radę zabrać stąd jednego z nich, ale to mogłoby być dosyć mocno kłopotliwe. Odrzuciła więc ten pomysł, ale na pewno wróci w to miejsce. Rozejrzała się jeszcze po otoczeniu, aby zapamiętać jego dokładną lokalizację. To było ważne, bardzo ważne.
Kiedy w końcu jej towarzysze się stąd zmyli Geraldine zamieniła się w końcu w człowieka, zrobiła to od razu po ich teleportacji, podejrzewała bowiem, że mogą poinformować ministerstwo.
Deportowała się więc z tego kręgu, jak najszybciej mogła.