22.01.2023, 20:54 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.08.2023, 18:48 przez Brenna Longbottom.)
Brenna chwilę po tym, jak zatrzymała się wreszcie u podnóża pagórka, leżała w bezruchu. Serce tłukło się jej szaleńczo w piersi i dopiero po jakichś pięciu sekundach do kobiety w pełni dotarło, że żyje i chyba nawet nie połamała się tak bardzo, jakby mogła. Leżała zwinięta w kłębek, głównie dlatego, że w pierwszym momencie nie była pewna, jak mocno ucierpiała i bała się drgnąć.
Posiniaczyła się trochę tocząc po nierównej powierzchni, tego jednak pewnie by nawet nie poczuła: nawykła do tego typu obrażeń. Prawa kostka promieniowała jednak bólem, jak nic uszkodzona, a huk w głowie wskazywał na to, że i ją uderzyła o jakiś kamień, gdy toczyła się w dół. Brenna zacisnęła na moment powieki, starając się uspokoić oddech i zmusić się do pozbierania. Miała szczęście, że była czarodziejką. Złamanie czy zwichnięcie bez magii unieruchomiłoby ją na dobre kilka miesięcy. W tej chwili bardziej niż nim przejmowała się jednak nieposłuszną miotłą. To, co się z nią stało, zdecydowane nie było normalne. Nie wspominając o tym, że Brenna nie powinna pozwolić, aby ta pofrunęła dalej, nad mugolską wioskę.
Ktoś przewrócił ją na plecy. Dość odruchowo podjęła próbę sięgnięcia po różdżkę, ale wtedy ktoś krzyknął jej imię, a wzrok padł na całkiem znajomą twarz.
- Tak, to chyba ja – wykrztusiła, posyłając Fernah uśmiech. Taki trochę wymuszony, bo noga jednak bolała. Zaraz jednak do trochę ogłupiałego umysłu kobiety dotarło, że kuzynka (choć prędzej spodziewałaby się tu którejś z reszty licznych krewnych) była uzdrowicielką. – Słyszę doskonale. Patrz, spadłaś mi jak z nieba. Chociaż właściwie to ja spadłam z nieba. Chyba mam złamaną nogę, wiesz? Albo tylko trochę uszkodzoną. Wybrałam odpowiednie miejsce na skakanie, akurat opieka medyczna na miejscu. Przepraszam na moment… jeśli mogłabyś się odsunąć…
Dźwignęła się do pozycji siedzącej. Stojąca przekraczała teraz jej możliwości. Ciemne oczy Brenny wodziły po niebie, aż namierzyła miotłę.
Chętnie sprowadziłaby ją na ziemię, rozebrała i przebadała, pod kątem zaklęć i uszkodzeń. Skoro jednak miotła nie reagowała na czary unieruchamiające w powietrzu, raczej nie zareaguje na nie i teraz. A Longbottom nie miała dość czasu na to, aby próbować i próbować. Brenna usiadła więc, wydobyła z kieszeni różdżkę i wycelowała prosto w odlatującą miotłę.
- Bombarda – wyszeptała.
Zaklęła pod nosem, gdy czar nie wyszedł. Najwyraźniej była zbytnio rozkojarzona i obolała. Ponownie wykonała gest różdżką, próbując z prostszym czarem.
- Confringo.
Tym razem zaklęcie podziałało: miotła rozsypała się pod wpływem wybuchu, na ziemię parę metrów od nich opadły witki i drzazgi. A Brenna znowu padła plecami na ziemię, przepełniona ulgą, że żyje.
Posiniaczyła się trochę tocząc po nierównej powierzchni, tego jednak pewnie by nawet nie poczuła: nawykła do tego typu obrażeń. Prawa kostka promieniowała jednak bólem, jak nic uszkodzona, a huk w głowie wskazywał na to, że i ją uderzyła o jakiś kamień, gdy toczyła się w dół. Brenna zacisnęła na moment powieki, starając się uspokoić oddech i zmusić się do pozbierania. Miała szczęście, że była czarodziejką. Złamanie czy zwichnięcie bez magii unieruchomiłoby ją na dobre kilka miesięcy. W tej chwili bardziej niż nim przejmowała się jednak nieposłuszną miotłą. To, co się z nią stało, zdecydowane nie było normalne. Nie wspominając o tym, że Brenna nie powinna pozwolić, aby ta pofrunęła dalej, nad mugolską wioskę.
Ktoś przewrócił ją na plecy. Dość odruchowo podjęła próbę sięgnięcia po różdżkę, ale wtedy ktoś krzyknął jej imię, a wzrok padł na całkiem znajomą twarz.
- Tak, to chyba ja – wykrztusiła, posyłając Fernah uśmiech. Taki trochę wymuszony, bo noga jednak bolała. Zaraz jednak do trochę ogłupiałego umysłu kobiety dotarło, że kuzynka (choć prędzej spodziewałaby się tu którejś z reszty licznych krewnych) była uzdrowicielką. – Słyszę doskonale. Patrz, spadłaś mi jak z nieba. Chociaż właściwie to ja spadłam z nieba. Chyba mam złamaną nogę, wiesz? Albo tylko trochę uszkodzoną. Wybrałam odpowiednie miejsce na skakanie, akurat opieka medyczna na miejscu. Przepraszam na moment… jeśli mogłabyś się odsunąć…
Dźwignęła się do pozycji siedzącej. Stojąca przekraczała teraz jej możliwości. Ciemne oczy Brenny wodziły po niebie, aż namierzyła miotłę.
Chętnie sprowadziłaby ją na ziemię, rozebrała i przebadała, pod kątem zaklęć i uszkodzeń. Skoro jednak miotła nie reagowała na czary unieruchamiające w powietrzu, raczej nie zareaguje na nie i teraz. A Longbottom nie miała dość czasu na to, aby próbować i próbować. Brenna usiadła więc, wydobyła z kieszeni różdżkę i wycelowała prosto w odlatującą miotłę.
- Bombarda – wyszeptała.
Rzut PO 1d100 - 19
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Zaklęła pod nosem, gdy czar nie wyszedł. Najwyraźniej była zbytnio rozkojarzona i obolała. Ponownie wykonała gest różdżką, próbując z prostszym czarem.
- Confringo.
Rzut PO 1d100 - 68
Sukces!
Sukces!
Tym razem zaklęcie podziałało: miotła rozsypała się pod wpływem wybuchu, na ziemię parę metrów od nich opadły witki i drzazgi. A Brenna znowu padła plecami na ziemię, przepełniona ulgą, że żyje.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.