20.11.2024, 01:53 ✶
Czerpał z tego zaklęcia tyle, ile mógł. Magia kształtowania znikała - rozpraszała się po czasie i Crow wiedział, że bańka pozwalająca im teraz oddychać nie będzie wieczna. Runa na czole zapiekła go niemiłosiernie, a on na moment zacisnął oczy. Nie miał pojęcia, za co Thomas go przeprasza. Może i by się nad tym zastanowił nieco dłużej, albo skarcił go dokładnie tak, jak notorycznie karcił Laurenta, ale sytuacja nie pozostawiała na to przestrzeni - zmuszała do szybkich reakcji, do dostosowywania się do nagłych, zupełnie nieoczekiwanych i często nielogicznych rezultatów cudzych akcji. Nie był pewny czy rzeczy, jakie się tu działy nie były po części omamami, a on nie potrafił się przed tym bronić.
- Schowaj to - szepnął jeszcze raz, wskazując na odłamki naczynia. Geraldine coś o nim mówiła, nie pamiętał co, ale to mógł być jeden z ostatnich zrywów jej logicznego myślenia - błędem byłoby to zmarnować. Jeżeli Thomas nie miał jak tego ukryć, Crow zaoferował mu kieszeń swojej kurtki - tę ze wszytą wsiąkiewką. Zapieczętowanie potwora uważał za coś w interesie świata i... Ścieżek. Nie był już z Fontaine, ale to wcale nie znaczyło, że chciałby, aby musiała mierzyć się z kimś czymś takim.
Nie pożałował decyzji o ryzykowaniu dla bezpieczeństwa Thomasa. On zachowywał się normalnie, dobrze, jak człowiek któremu można zaufać, czujący i myślący o innych. Crow lubił ludzi ciepłych i dbających o bliskich - nie wstydził się umieszczać znajomych w hierarchii, w której Ambroise rył teraz zębami po ziemi, a Thomas momentalnie wzniósł się w górę. Jego samego zalał wstyd. Niechęć do działań blondynki i towarzyszącego jej frajera nie znaczyły, że powinien zostawić ich tutaj na śmierć bez mrugnięcia okiem. Mimo silnej impulsywności spróbował tę irytację w sobie zdusić, myśleć o nich jak o ludziach, zachować swoje człowieczeństwo. Zagrożenie nie sprzyjało temu, aby jego umysł przeszyła myśl o tym, że podróżnik był cholernie atrakcyjny, ale jego natura krzyczała tutaj głośniej - bliskość i dotyk były fundamentami komfortu psychicznego Crowa, wcale nie zamierzał go puszczać i dać mu znowu zgubić się w korytarzach. Zwrócił jednak uwagę na jego wzrost - chcąc spojrzeć mu w oczy musiał zadzierać głowę do góry - gdyby Figg stracił przytomność, wydostanie go stąd bez użycia magii, byłoby bardzo ciężkie.
Głośno stęknął na wspomnienie wieczoru w Dziurawym Kotle.
- Boję się, że to wejdzie w któreś z nas - przyznał bardzo cicho, ruszając przodem i kontynuując kształtowanie czystego powietrza tak długo, jak widział w tym konieczność. Jeżeli powierzchnia, po której idą to umożliwia, co jakiś czas szura po niej butem, oznaczając drogę. Oczywiście jeżeli mu się to nie udało, to nie idzie tam się udusić - po fali żenady spróbują jeszcze raz.
Nie opuszczał go lekki strach zawarty w pytaniu: czy zostanie przez to opętanym, gwarantowało śmierć z ręki łowczyni potworów?
- Schowaj to - szepnął jeszcze raz, wskazując na odłamki naczynia. Geraldine coś o nim mówiła, nie pamiętał co, ale to mógł być jeden z ostatnich zrywów jej logicznego myślenia - błędem byłoby to zmarnować. Jeżeli Thomas nie miał jak tego ukryć, Crow zaoferował mu kieszeń swojej kurtki - tę ze wszytą wsiąkiewką. Zapieczętowanie potwora uważał za coś w interesie świata i... Ścieżek. Nie był już z Fontaine, ale to wcale nie znaczyło, że chciałby, aby musiała mierzyć się z kimś czymś takim.
Nie pożałował decyzji o ryzykowaniu dla bezpieczeństwa Thomasa. On zachowywał się normalnie, dobrze, jak człowiek któremu można zaufać, czujący i myślący o innych. Crow lubił ludzi ciepłych i dbających o bliskich - nie wstydził się umieszczać znajomych w hierarchii, w której Ambroise rył teraz zębami po ziemi, a Thomas momentalnie wzniósł się w górę. Jego samego zalał wstyd. Niechęć do działań blondynki i towarzyszącego jej frajera nie znaczyły, że powinien zostawić ich tutaj na śmierć bez mrugnięcia okiem. Mimo silnej impulsywności spróbował tę irytację w sobie zdusić, myśleć o nich jak o ludziach, zachować swoje człowieczeństwo. Zagrożenie nie sprzyjało temu, aby jego umysł przeszyła myśl o tym, że podróżnik był cholernie atrakcyjny, ale jego natura krzyczała tutaj głośniej - bliskość i dotyk były fundamentami komfortu psychicznego Crowa, wcale nie zamierzał go puszczać i dać mu znowu zgubić się w korytarzach. Zwrócił jednak uwagę na jego wzrost - chcąc spojrzeć mu w oczy musiał zadzierać głowę do góry - gdyby Figg stracił przytomność, wydostanie go stąd bez użycia magii, byłoby bardzo ciężkie.
Głośno stęknął na wspomnienie wieczoru w Dziurawym Kotle.
- Boję się, że to wejdzie w któreś z nas - przyznał bardzo cicho, ruszając przodem i kontynuując kształtowanie czystego powietrza tak długo, jak widział w tym konieczność. Jeżeli powierzchnia, po której idą to umożliwia, co jakiś czas szura po niej butem, oznaczając drogę. Oczywiście jeżeli mu się to nie udało, to nie idzie tam się udusić - po fali żenady spróbują jeszcze raz.
Nie opuszczał go lekki strach zawarty w pytaniu: czy zostanie przez to opętanym, gwarantowało śmierć z ręki łowczyni potworów?
Kształtowanie ◉○○○○ - Czyste powietrze.
Rzut O 1d100 - 81
Sukces!
Sukces!
Rzut O 1d100 - 71
Sukces!
Sukces!
Thoran help me i'm stuck.
Rzut 1d100 - 6
Oh darling, it's so sweet
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.
you think you know how crazy I am.
My mind is a hall of mirrors.