Nie do końca podobało jej się to miejsce. Biła od niego nieprzyjemna aura, i chociaż nie miała żadnych specjalnych umiejętności, które mogłyby te przypuszczenia potwierdzić, to była pewna, że dokładnie tak jest. Cóż, idealna lokacja do dobijania targu, czy zajmowania się nie do końca legalnymi interesami, tak. Dlaczego to zawsze musiały być takie miejsca, a nie jakiś kolorowy pub, czy coś. Jakby ktoś w ogóle przejmował się o czym mieli rozmawiać. Tak, jasne, wiedziała, że pewnie chodzi o dochowanie tajemnicy, o to, żeby jak najmniej ludzi ich widziało, ale jakby w ogóle ktokolwiek się nimi przejmował... Do tego było Samhain, które samo w sobie przynosiło dziwny nastrój, czyż to nie był dzień, podczas którego granice między światami się zacierały, i łatwiej było je przekroczyć? Tak, zdawała sobie sprawę. Nie, żeby była jakoś specjalnie wierząca, ale cóż na pewno coś w tym było.
Zastanawiała się, kiedy Roise dostał informację o tym, że ma się pojawić na miejscu, czy ukrywał przed nią ten fakt przez cały dzień, aby później wymknąć się z ich wspólnego łóżka zostawiając tylko kawałek kartki na poduszce, czy jednak zdarzyło się to później, gdy już zasnęła. Nie, musiał wiedzieć, przecież nikt nie wyciągnąłby go w samym środku z łóżka, chyba, że byłby to jakiś pilny przypadek medyczny, któregoś z jego indywidualnych klientów. Na pewno wtedy usłyszałaby ptactwo, które przyniosło wezwanie. Nie słyszała nic, więc to nie mogło być nagłe. Musiał wiedzieć wcześniej. Wybrał sobie całkiem niezłą metodą, bo gdyby się nie przebudziła, zupełnie przypadkowo, to zapewne nawet nie zauważyłaby, że wyszedł z domu, no o ile wróciłby przed wschodem słońca. Nie była jakoś szczególnie zirytowana - zostawił jej kartkę, wiedziała, gdzie go szukać, nie zmieniało to jednak faktu, że była spokojniejsza. Nie dzisiaj, dzisiaj coś nie dawało jej spokoju, więc postanowiła to sprawdzić.
Udało jej się wejść do środka w miarę po cichu. Był to spory sukces, bo nie ufała tym drzwiom, wyglądały na takie, które mogłyby zdradzić jej pojawienie się w tym miejscu. Póki co, więc wszystko szło po jej myśli. Zrobiła krok do przodu, tylko jeden, a później pozwoliła sobie na małą sztuczkę. Cóż, była wysoka, bez problemu ktokolwiek znajdujący się w magazynie mógłby ją zobaczyć, a aktualnie zależało jej na tym, aby pozostać w ukryciu. Nie zastanawiała się nad tym jakoś szczególnie długo. Mruknęła pod nosem zaklęcie, nikt jej nie widział, nie musiała się martwić, że doniosą na nią do ministerstwa. Tak się składa, że o tej umiejętności, którą nabyła podczas jednych z wakacji nie wiedział prawie nikt, no tylko jej rodzina. Nie chwaliła się tym, co potrafi, bo wtedy straciłoby to na wartości, tak to miała swojego asa w rękawie, o którym praktycznie nikt nie wiedział. Roisa na pewno nie zdziwiłaby obecność skunksa w tym miejscu, chociaż i tak wolałaby, aby jej nie zauważył.
Miała się nie mieszać, prawda? Łatwo było powiedzieć, zdecydowanie trudniej zrealizować. Wiedziona przeczuciem, chciała po prostu ten jeden raz upewnić się, że faktycznie nic złego mu się dzisiaj nie przytrafi. Wiedziała, że musi być czujna i działać szybko, zależało jej bowiem na tym, aby wrócić do domu szybko, tak żeby nawet przez sekundę nie pomyślał o tym, że i ona zniknęła z łóżka tej nocy. Jakoś to ogarnie, na pewno. Wiele razy wymykała się z domu rodzinnego i nikt nie miał o tym zielonego pojęcia, jeszcze będąc nastolatką, to wcale nie było takie trudne do realizacji.
Jako skunks, zdecydowanie mniej rzucała się w oczy, mogła się schować w cieniu, tak, aby nikt jej nie zauważył, drobne łapki poruszały się po podłodze praktycznie bezgłośnie, łatwiej jej było pozostać niezauważoną pod tą postacią, a to był jej priorytet. Szła w głąb magazynu, jednak przy jednej ze ścian, tak, aby móz zastygnąć, jeśli przyjdzie taka potrzeba.
Zatrzymała się kilka metrów od sylwetki, którą dostrzegła. Nie miała zamiaru rzucać się w oczy. Przysiadła i czekała, bo za bardzo nie widziała innej możliwości.